Helsińska Fundacja Praw Człowieka skierowała do niego skargę przeciwko Polsce, w której kwestionuje zarówno same przepisy pozwalające na bezterminową izolację szczególnie groźnych sprawców, jak i sposób stosowania ich w praktyce.

Sprzeczne opinie

– Zgodnie z konwencją i orzecznictwem strasburskim podstawą pozbawienia wolności może być m.in. wyrok skazujący lub choroba umysłowa. Polska ustawa dopuszcza natomiast izolowanie sprawców, którzy już zakończyli odbywanie kary, a do tego ich zaburzenia psychiczne nie należą do tych najpoważniejszych – tłumaczy Marcin Szwed, prawnik HFPC, jeden z autorów skargi. Trafiła ona do trybunału w Strasburgu w związku ze sprawą mężczyzny skazanego w przeszłości m.in. za gwałt, którego po wyjściu z więzienia umieszczono przymusowo w placówce dla szczególnie groźnych przestępców.

– Nasz klient był poczytalny w chwili popełnienia czynu, a w trakcie pobytu w więzieniu zdiagnozowano u niego pewne zaburzenia osobowości i preferencji seksualnych. Zaczął więc odbywać karę w systemie terapeutycznym. Po jej zakończeniu przez około rok był na wolności. Nie łamał wtedy prawa, znalazł pracę i założył rodzinę. Sąd nakazał jednak umieszczenie go w Gostyninie, bo uznał, że tylko izolacja zagwarantuje realizację celów prewencyjnych ustawy. Teraz sami psychologowie i psychiatrzy z ośrodka, który ma przecież leczyć naszego klienta, uważają, że trzymanie go tam jest bezzasadne. Biegli powołani przez sąd są jednak innego zdania – tłumaczy Marcin Szwed.

Zgodnie z ustawą o postępowaniu z osobami z zaburzeniami psychicznymi, które stwarzają zagrożenie dla innych (Dz.U. z 2014 r. poz. 24 ze zm.) sąd nie rzadziej niż co pół roku ma sprawdzać, czy dalsze izolowanie sprawcy jest konieczne.

W listopadzie 2016 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że podejmowanie takiej decyzji na podstawie opinii jednego psychiatry oraz wyników terapii – bo taki jest ustawowy wymóg – nie spełnia konstytucyjnych ani międzynarodowych standardów rozstrzygania o pozbawieniu kogoś wolności (sygn. akt K 6/14). Senatorowie przygotowali więc projekt zmian w przepisach, który na początku tego tygodnia trafił do Sejmu. Przewiduje on, że nie jeden lekarz, ale trzech niezależnych specjalistów będzie badać, czy kontynuowanie pobytu w gostynińskim zakładzie pozostaje niezbędne (w zależności od rodzaju zaburzeń znajdą się wśród nich także biegły psycholog, lekarz seksuolog lub certyfikowany psycholog-seksuolog).

Co pokazała praktyka

Prawnicy fundacji helsińskiej są jednak zdania, że wiele zarzutów wobec ustawy, które ostatecznie oddalił Trybunał Konstytucyjny, zachowało swoją moc, dlatego ETPC powinien ocenić je pod kątem naruszenia konwencji. Krytycy kontrowersyjnych regulacji od początku podkreślali, że łamią one zakaz powtórnego karania za ten sam czyn, a do tego są sformułowane tak ogólnikowo i nieprecyzyjnie, że mogą dotyczyć bardzo wielu osób (w tym np. sprawców, którzy za swoją zgodą odbywają karę w systemie terapeutycznym).

Praktyka potwierdziła te zaostrzeżenia, bo w ośrodku gostynińskim przebywa dziś nie kilkunastu – jak przewidywali twórcy ustawy – ale już ponad 50 pacjentów, a kolejni wciąż napływają. Z tego powodu Helsińska Fundacja Praw Człowieka zakwestionowała też przed ETPC warunki pobytu i leczenia w zakładzie. – W rozporządzeniu dotyczącym funkcjonowania ośrodka jest np. napisane, że na każdych 10 pacjentów powinien przypadać jeden psychiatra. Tymczasem w praktyce są dwaj na 52 pacjentów. Analogicznie początkowo zakładano, że każda osoba umieszczona w Gostyninie ma mieć pojedynczą salę. Ale niedawno dostaliśmy informację, że w trzech salach, po 27 mkw. każda, mieszka po 7–8 osób – wyjaśnia Marcin Szwed z HFPC.

Ponadto wszystkie zasady funkcjonowania w placówce, w tym np. możliwość spotkania z rodziną wyłącznie w obecności strażnika czy podstawy kar dyscyplinarnych, wynikają z regulaminu dowolnie zmienianego przez dyrektora instytucji, a nie przepisów wyższej rangi.

Batalia Niemców

Polska ustawa o postępowaniu ze szczególnie groźnymi przestępcami nie będzie pierwszą tego rodzaju regulacją, którą zrecenzuje trybunał w Strasburgu. Najwięcej batalii o bezterminowe zamykanie sprawców z zaburzeniami psychicznymi stoczyły jak dotąd Niemcy. Przez długi czas tamtejsze sądy miały możliwość już na etapie skazywania klasyfikowania niektórych przestępców jako wyjątkowo niebezpiecznych ze względu na wysokie prawdopodobieństwo kolejnych aktów przemocy. W 2009 r. ETPC uznał, że stosowana tam izolacja prewencyjna dla zapewniania porządku publicznego jest niczym innym jak nałożeniem kolejnej kary, na dodatek z mocą wsteczną (początkowo niemieckie przepisy zezwalały na 10-letnią izolację prewencyjną, w 1998 r. zlikwidowano zaś ograniczenie czasowe). Co więcej, Niemcy zamykali wtedy groźnych sprawców w zwykłych zakładach karnych, tyle że na specjalnie wyodrębnionych oddziałach. Trybunał strasburski uznał, że nie różni się to niczym od odbywania kary pozbawienia wolności.

Po tym wyroku przepisy poprawiono (ryzyko popełniania przestępstwa miało być oceniane w trakcie odbywania kary), ale w 2011 r. podważył je tym razem Federalny Trybunał Konstytucyjny i posypały się odszkodowania. Bundestag przystąpił do kolejnej zmiany przepisów, koncentrując się na tym, aby odróżnić terapeutyczny charakter prewencyjnej izolacji od zwykłego więzienia. W tym celu wybudowano m.in. specjalny ośrodek z dostępem do szerokiego wachlarza leczenia. W 2016 r. i w 2017 r. ETPC w kolejnych niemieckich sprawach usankcjonował nowe regulacje.

>>> Czyta też: Startupy kontra śmieci. Od nich może zależeć przyszłość planety