Ponad 40 leków wycofanych ze sprzedaży. Nawet 800 tys. pacjentów chorych na nadciśnienie powinno iść do lekarza i zmienić przyjmowane medykamenty. Kilka milionów opakowań trzeba usunąć z aptek. I to wszystko tylko w Polsce. W całej Europie wycofanych leków jest łącznie kilkaset. Chorych z problemem – kilkanaście milionów. Do utylizacji – setki milionów opakowań. A wszystko przez to, że w substancji czynnej leków na nadciśnienie – walsartanie – znaleziono silnie trujący związek chemiczny N-nitrozodimetyloaminę (NDMA). Naukowcy wstrzykują go szczurom, by te chorowały na nowotwory.

W praktyce – wszystko przez to, że większość producentów zaopatruje się w substancje lecznicze tam, gdzie najtaniej. A walsartan akurat był najtańszy w jednej chińskiej fabryce. Tam więc poszło kilkunastu polskich przedsiębiorców i co najmniej kilkudziesięciu (a zapewne kilkuset) europejskich. Ściśle rzecz biorąc, nikt nie poszedł, tylko wszyscy zamówili na odległość. Bądź co bądź Chińczycy zapewniali, że wszystko będzie w porządku.

Bez satysfakcji możemy teraz napisać: „A nie mówiliśmy?”. Równo cztery tygodnie temu w Magazynie DGP opublikowaliśmy wywiad z prof. Zbigniewem Fijałkiem z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w latach 2005–2015 dyrektorem Narodowego Instytutu Leków. Byliśmy przerażeni tym, co od niego usłyszeliśmy. W największym skrócie: prof. Fijałek uważa, że pacjentów na całym świecie zalewa ogrom fałszywych leków. Zdarzają się przypadki medykamentów, w których brakuje wymienionych w składzie substancji, lub takich, w których znajdują się substancje niewłaściwe. Jego zdaniem bogate koncerny farmaceutyczne stwarzają iluzję – oszukując zarówno pacjentów, urzędników, jak i siebie same – kontrolowania tego, co sprzedają.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP