Szukający oznak końca kryzysu powinni uważnie przyglądać się, kiedy inwestycje w obligacje zaczną być bardziej popularne niż obecnie. „Chwila, kiedy inwestorzy zaczną przesuwać pieniądze z funduszy rynku pieniężnego i bankowych depozytów do funduszy obligacji może być uważana za oznakę poprawy na rynku” – uważa Simon Ballard, specjalista ds. inwestycji w instrumenty dłużne Fortis Investments. Ale przestrzega: inwestycje w obligacje są atrakcyjne, jednak pod warunkiem, że zainwestujemy na przynajmniej 2-4 lata i to w dobrze dobrane papiery. 

Obligacje prawie tak dobre jak akcje

Specjaliści Fortis Investments wskazują, że między grudniem 1985 a styczniem 2009 obligacje wysokodochodowe dawały zarobić prawie tyle co akcje dużych spółek. W przypadku obligacji high yield to średnio 7,6 proc. rocznie, w przypadku akcji dużych spółek – 7,8 proc. Obligacje o ratingu inwestycyjnym dawały średnio rocznie zarobić 7,4 proc.

Dla porównania – obligacje skarbowe dawały w tym okresie średnioroczny dochód też na poziomie 7,6 proc. rocznie (to dane dla rynku amerykańskiego).  Ale za to w tym czasie obligacje wysokodochodowe przynosiły straty tylko przez 24 proc. tego ponad 20 letniego okresu. Obligacje skarbowe – przez 28 proc. tego czasu. Akcje dużych spółek – przez 34 proc.

Okazuje się więc, że nawet obligacje prawie „śmieciowe” wcale takie ryzykowne nie są.Fortis Investments podsumowuje, że w styczniu tego roku obligacje wysokodochodowe pozwoliły zarobić średnio 8-9 proc. Najlepsze zarobki dały obligacje sektora finansowego i energetycznego – ponad 20 proc. Ale już takie sektory jak technologiczny, transportowy czy chemiczny przyniosły straty. „Poziomy wycen obligacji wysokodochodowych są teraz nawet ciekawsze niż w czasach wielkiego kryzysu w 1929 r.” – podkreśla Simon Ballard.

Nie należy jednak zapominać o ryzyku

Te wysokie rentowności wynikają z ryzyka, które wzrosło na rynku, także jeśli chodzi o ryzyko niewypłacalności emitentów obligacji. Obecne prognozy mówią, że zbankrutować może ok. 15 proc. spółek emitujących obligacje (posiadających rating inwestycyjny), ale – jak podkreśla Simon Ballard – ta liczba może być nawet dwa razy wyższa. Są także takie prognozy, które oceniają procent upadłości emitentów obligacji (wysokodochodowych) na nawet 40 proc. (choć w tak wysoki odsetek upadłości specjalista Fortis Investments nie wierzy).

Mimo tak wysokiego ryzyka niezapłacenia kuponów od obligacji, na rynku wciąż są interesujące okazje, bardziej dochodowe niż inwestowanie w obligacje skarbowe, a mniej ryzykowne niż inwestowanie w akcje. „Można znaleźć wiele przykładów niedoszacowanych inwestycji” – mówi Grzegorz Świetlik, szef przedstawicielstwa Fortis Investments w Polsce.To na przykład obligacje sektora finansowego, w tym banków,  pod warunkiem, że taki bank – emitent ma dobry model biznesowy i silną markę.

Inne interesujące sektory to tzw. utilities (w tym energetyka), producenci papierosów i sektor ochrony zdrowia. Przy czym wybór obligacji spółek musi być bardzo precyzyjny, na 1000 emitentów warto obecnie przyglądać się 80-100, nie więcej, bo tylko tyle jest aktywnie handlowanych. „Tu są liczne pola minowe” – podkreśla Simon Ballard. W dodatku, mówi specjalista Fortis Investments, bardziej interesujący jest rynek pierwotny, gdy inwestorzy starają się uplasować emisje, a nie rynek wtórny, który jest mało płynny.

Inwestycje w obligacje korporacyjne nie są jednak dla lekkomyślnych inwestorów. Jak we wtorek informował Bloomberg, koszt zabezpieczania ryzykownych i wysokodochodowych obligacji korporacyjnych wzrósł do rekordowych poziomów ze względu na obawy, że wyprzedaż na globalnych rynkach zaostrzy recesję. Inwestorów niepokoją cięcia w dywidendach spółek, rosnąca liczba bankructw oraz obawy, że banki będą musiały znów podnosić kapitały z powodu spadku wycen aktywów.

Koszty credit default swaps na indeks Markit iTraxx Crossover dotyczący 50 firm poniżej ratingu inwestycyjnego właśnie znacząco rosną, a to oznacza, że pogarsza się ocena dotycząca jakości kredytu.

Kto będzie lepszy: firmy czy rządy?

Specjaliści podkreślają, że rynek obligacji jest interesujący, bo w nadchodzących miesiącach zarówno rządy emitujące obligacje jak i firmy szukające przez sprzedaż obligacji pieniędzy na rynku, będą musiały się postarać o atrakcyjne warunki dla inwestorów. Simon Ballard zwraca uwagę, że obecnie inwestorzy chcą rocznego zwrotu na poziomie 6,5 do 7 proc. (w strefie euro), żeby w ogóle rozważyć zainwestowanie swoich pieniędzy, a wymogi będą rosnąć razem z inflacją.

Wysoki oczekiwany zysk dla niektórych emitentów może być przeszkodą, tak dla firm jak dla rządów. Na przykład Nigeria, która od września ubiegłego roku zapowiadała emisję obligacji o wartości 500 mln dolarów na rynkach międzynarodowych, by sfinansować rozbudowę infrastruktury, zrezygnowała właśnie z tej emisji. Wcześniej z międzynarodowych emisji zrezygnowały dwa inne afrykańskie kraje – Kenia i Tanzania. Cytowany przez Bloomberga Richard Segal, analityk w UBA Capital Africa w Londynie wskazał nie tylko na słabość międzynarodowych rynków, ale także na wysokie koszty emisji obligacji denominowanych w euro. 

Zabiegi o łaskawość inwestorów wzrasta. Za kilka dni, jak informuje Bloomberg, amerykański rząd będzie prawdopodobnie sprzedawać trzyletnie obligacje o wartości 33 miliardów dolarów, a chwilę później – 17 mld obligacji dziesięcioletnich i 10 mld dolarów obligacji 30-letnich. W tym roku na rynek trafiły już obligacje w dolarach, euro i funtach o rekordowej łącznej wartości 574 mld dolarów.Niemniej, jeśli już ktoś się decyduje na emisję, to dla inwestorów może ona być atrakcyjna.  Na przykład Daimler AG, największy na świecie producent ciężarówek, właśnie sprzedaje obligacje za 1 mld euro. Zwrot z tych obligacji będzie o 4,85 pkt. proc. wyższy niż benchmark dla obligacji o zapadalności w czerwcu 2011, podaje Bloomberg. „Daimler został zmuszony do sprzedaży obligacji o krótkim terminie i musi zapłacić więcej, by skusić inwestorów” – mówi Suki Mann, strateg kredytowy w londyńskim Societe Generale.

Polski rząd też musi przedstawić dobre warunki

To samo dotyczy państw. Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami Union Investment TFI wskazywał w komentarzu z minionego czwartku, że podczas ostatnich przetargów papierów dłużnych emitowanych przez polski Skarb Państwa, rentowność bonów skarbowych wzrosła o około  0,70 proc.  „Oznacza to, że państwo chcąc sfinansować swoje wydatki musi zaoferować inwestorom wyższe stopy zwrotu” – podkreśla Andrzej Czarnecki.Ryzyko trzeba wyceniać, 

Tym bardziej, że jak choćby wskazywał niedawny przykład Islandii, czy też sprzed kilku lat – Argentyny,  nie tylko największe firmy, także państwa wcale nie są tak całkowicie bezpiecznymi emitentami obligacji. Jak wskazywał cytowany przez Le Monde Bruno Cavalier, główny ekonomista w paryskim Oddo&Cie, „nie można wykluczyć ryzyka niewypłacalności państwa pośród krajów strefy euro”. Ekonomistów coraz bardziej martwi rozrost deficytów budżetowych i skala zadłużania się rządów.

Cytowany również przez Le Monde Antoine Brunet, prezes AB Marches podkreśla, że ceny instrumentów, które pozwalają się ubezpieczyć od ryzyka niewypłacalności rządów znacznie wzrosły, szczególnie w przypadku Austrii, Belgii, Hiszpanii, Irlandii, Portugalii, Włoch. Rynek kapitałowy, w tym rynek obligacji, jest związany z ryzykiem. Ale też i rynek jest tak duży, że można pogrymasić i powybierać.  Przy tym, jak przypomina Simon Ballard – to nie inwestycje dla amatorów szybkiego zysku.