Ta książka jest jedną z takich prób. Została ona zbudowana wokół teorii kapitału monopolistycznego. Zatwardziały liberał patrzy na gospodarkę i nie dostrzega tam bynajmniej świata, którego prawidła opisali przed dwoma wiekami Adam Smith czy David Ricardo. Zamiast małych i sympatycznych kapitalistów widzi mono- oraz oligopole. Tam, gdzie powinna działać wolna i swobodna konkurencja, znajduje brutalne fuzje i przejęcia. Po niewidzialnej ręce nie ma śladu. Widać za to bardzo wyraźnie odciski lepkich paluszków lobbysty.

Większość liberałów reaguje na to, co widzi, wyparciem. „To nie jest żaden wolny rynek ani tym bardziej żaden kapitalizm! On nie może tak wyglądać! Po prostu nie może!” – słyszymy od zdesperowanych liberałów. Ich zdaniem rzeczywistość jest aberracją, efektem interwencjonizmu okropnych polityków, korupcji i głupoty ludzkiej. Nic, tylko czysty socjalizm. W ten sposób możemy bawić się w kotka i myszkę w zasadzie w nieskończoność. W pewnym momencie stanie się jasne, że dla liberałów wolny rynek i kapitalizm w praktyce nigdy nie istnieją. Są jak horyzont, do którego można zmierzać. Ale nie ma najmniejszych szans na to, by do niego kiedykolwiek dotrzeć.

Zwolennicy teorii kapitału monopolistycznego są bardziej autentyczni. Oni powiadają, że to, co widzimy, to nie jest żadna aberracja. Żadna korupcja świetnego skądinąd kapitalizmu. Lecz odwrotnie. To, co widzimy wokół nas, to jego najbardziej oczywiste wcielenie. Te wszystkie stare i nowe monopole (od amerykańskich spółek kolejowych czy karteli wydobywczych z XIX w. po Google’a i Facebooka), ci wszyscy rynkowi giganci wykorzystujący swą pozycję do zduszenia konkurencji, to właśnie jest nic innego, jak realny kapitalizm. Powstają one nie na przekór, lecz właśnie w zgodzie z rynkową logiką. Bo inaczej się w tym systemie po prostu nie da.

Historia szkoły kapitału monopolistycznego, z której dorobkiem zaznajamia nas ta książka, ma dość długą tradycję. W zasadzie jej początków szukać trzeba już u Marksa. Z problemem próbowali się mierzyć również Lenin, Rudolf Hilferding i Róża Luksemburg. Jednak najpełniejszą formę nadali mu ekonomiści z Ameryki: Paul Sweezy i Paul Baran, twórcy nowojorskiego miesięcznika (i środowiska) „Monthly Review”. Ich robotę ciągnął zaś potem John Bellamy Foster – pionier koncepcji finansjeryzacji gospodarki w przededniu kryzysu 2008 r. Dzięki Fosterowi szkoła kapitału monopolistycznego wróciła do pierwszej ligi debat ekonomicznych naszych czasów. Wraz z własnym oryginalnym wyjaśnieniem przyczyn kryzysu finansowego. Oraz (przede wszystkim) tzw. sekularnej stagnacji, która stała się naszym towarzyszem w czasie całej obecnej dekady.

Zawarte w tej książce eseje różnych autorów wyjaśniają, dlaczego tak się dzieje. Czemu kapitalizm zachowuje się w praktyce tak nieoczekiwanie. W zasadzie liberałowie powinni być za takie książki wdzięczni. Wiem, że raczej nie będą. Ale gdyby tylko zechcieli poddać swoją wolnorynkową wiarę krytycznej próbie, to tylko w pozycjach podobnych do „Realnego…” znajdą wszystko, czego im potrzeba.

Nowy Jedwabny Szlak został zablokowany. Flagowy pomysł Chin napotyka na wielki opór [OPINIA]