W wieku XXI wolności myślenia się nie kontestuje – co do zasady. Do dowcipów sucharów należy odpowiedź na pytanie, ile jest dwa razy dwa – udzielana przez kandydata na księgowego dyrektorowi fabryczki: „A ile pan dyrektor sobie życzy?”. Bo wszak odpowiedź nietrafiona może dyskwalifikować kandydata.

Piszę o tym, ponieważ dyskwalifikacja zarówno z powodu nietrafionych, jak i nawet przemilczanych odpowiedzi pojawia się w związku z opiniowaniem kandydatów na sędziów przez KRS. Przewodniczący Rady sędzia Leszek Mazur w audycji telewizyjnej („Wydarzenia i opinie”, Polsat News, 12 lipca 2018 r.) potwierdził fakt zgłaszania takich pytań i nie zakwestionował ich doniosłości. I nawet jeśli miało to mieć zaledwie charakter „badania predyspozycji kandydatów”, to jednak jest tu jakiś modus in rebus [wszystko ma swe granice].

Czytam bowiem stanowisko KRS z 13 lipca 2018 r. w przedmiocie zmian ustrojowych w Sądzie Najwyższym: „Krajowa Rada Sądownictwa z zaniepokojeniem odnotowuje kolejne przypadki rozpowszechniania przez niektórych sędziów nieprawdziwych informacji o zmianach ustrojowych sądownictwa. Nie kwestionuje prawa sędziów do udziału w publicznym dyskursie prawniczym, jednakże sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego (par. 16 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych). Krajowa Rada Sądownictwa przypomina, że w wyroku z 24 czerwca 1998 r. w sprawie o sygn. K 3/98 Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie pod przewodnictwem Marka Safjana jednoznacznie stwierdził, iż zmiany ustrojowe polegające na obniżeniu wieku przejścia sędziego w stan spoczynku nie stanowią naruszenia norm konstytucyjnych. W stanowisku z 10 marca 2011 r. w sprawie okresowych badań lekarskich sędziów Krajowa Rada Sądownictwa stwierdziła, że okresowe profilaktyczne badania lekarskie mają charakter obowiązkowy także w odniesieniu do sędziów. Wymóg przedstawienia przez sędziów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego aktualnego zaświadczenia lekarskiego o możliwości wykonywania zawodu sędziego nie stanowi zatem wymogu uciążliwego, nie narusza przepisów prawa, jak również nie godzi w powagę pełnionego przez sędziego urzędu.

Podsumowując, podnoszone przez niektórych sędziów argumenty, powielane w środkach masowego przekazu, nie znajdują uzasadnienia w porządku konstytucyjnym Rzeczypospolitej Polskiej”.

Przytaczam, bo jest w tym dokumencie kilka kwestii niepokojących.

Wolność myślenia. Oczywiście, póki myśli się nie ujawni, nikt nie będzie jej znał, zatem myślącemu nic nie grozi, nawet jeśli myśli nieprawomyślnie. Argumentację się jednak ujawnia. No, ale czy „wolność argumentowania” nie jest aby składnikiem „wolności myślenia”? Zatem czy potępienie lub obwarowanie sankcjami pierwszej nie oznacza także kondemnacji drugiej? Chcę wierzyć, że w stanowisku KRS chodzi tylko o lapsus sformułowania. Ale pewna nie jestem. Bo teza, że niektóre argumenty są nieprawomyślne w stopniu uzasadniającym naruszenie etyki zawodowej, ponieważ „nie znajdują uzasadnienia w porządku konstytucyjnym” – brzmi i groźnie, i historycznie znajomo.

Lekarzu, lecz się sam

Stanowisko KRS w sporze o ustrojowe zmiany sądownictwa wspiera się argumentacyjnie cytatem z uzasadnienia wyroku TK, sygn. akt K 3/98. Przywiązanie do zacytowanej frazy z uzasadnienia tego wyroku nakazuje mniemać, że i w niezacytowanych fragmentach ówczesne stanowisko TK jest dla KRS autorytatywne. A tam czytamy: „Szczególnie drastyczną postacią sprzeniewierzenia się obowiązkom łączącym się z zasadą niezawisłości jest naruszenie obowiązku zachowania przez sędziego bezstronności, co m.in. może polegać na dostosowywaniu treści wydawanych orzeczeń do sugestii czy poleceń przekazywanych sędziemu z zewnątrz, już to do antycypowania tych sugestii z myślą o wypływających z tego korzyściach. Prowadzi to do pojawienia się zjawiska »sędziego dyspozycyjnego«, a to wyklucza możliwość́ wymierzania sprawiedliwości”. (wyr. E.Ł.)

Jeżeli „antycypowanie sugestii” przez sędziego jest zagrożeniem dla niezawisłości, to tym bardziej takim zagrożeniem będzie sugerowanie mu jako „jedynie słusznych”, prawomyślnych sposobów rozumowania czy argumentowania. Taka sugestia będzie zatem sprzyjaniem „zjawisku sędziego dyspozycyjnego”. A czym jest oficjalne rozdanie członkom komisji opiniującej – listy niepożądanych kandydatów na sędziów? Gdyby jeszcze tylko chodziło o stanowisko operującej taką listą członkini Rady, reprezentującej Sejm, a więc czynnik ex definitione polityczny. Gorzej, że decyzją przewodniczącego nastąpiła oficjalizacja listy jako dokumentu – teoretycznie – pluralistycznego organu.

Taktowny protest KRS

Kolejny raz (chyba piąty w ciągu kilku miesięcy od uchwalenia) parlament przystępuje do nowelizacji ustawy o SN. A jednocześnie – jak to stwierdził rzecznik KRS w mediach – „nie dostaliśmy żadnego projektu do opiniowania”. Rada z mocy art. 186 konstytucji stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Jeżeli zaś ktoś wyrok TK (sygn. akt K 3/98, OTK 1998, poz. 52) przeczyta w całości, to się dowie, że już w samej sentencji uznano w nim za niekonstytucyjne naruszenie trybu ustawodawczego, wyrażające się w pominięciu stanowiska ówczesnej KRS: „Trybunał Konstytucyjny uważa więc, że w sformułowaniach art. 2 pkt 7 i 8 ustawy o KRS – niezależnie od braku precyzji ich ujęcia – kryje się uprawnienie Rady do zajmowania stanowiska wobec tych wszystkich projektów ustaw, które dotyczą ustroju sądów, a w szczególności wobec tych projektów, których treści łączą się z konstytucyjnie wyznaczonym zakresem działania KRS. (…) ujęcie stabilności zawodowej sędziego jest jednym z podstawowych zworników w całej strukturze władzy sądowniczej. Wszelka więc regulacja, która czy to wprowadza nowe zasady przechodzenia sędziów w stan spoczynku, czy to ustanawia dodatkowe procedury pozwalające na usunięcie sędziego ze stanowiska, jest regulacją z zakresu »ustroju sądów« w rozumieniu art. 2 pkt 7 ustawy o KRS”.

Jeżeli zatem KRS z aprobatą przypomina o wyroku K 3/98, to nie może lekceważyć wskazanych w nim standardów legislacyjnych. Dlatego, jak sądzę, obecne stanowisko KRS można odczytywać jako wyraz – taktownie okazanego – protestu przeciw pomijaniu jej opinii w procedurze legislacyjnej. Proces legislacyjny trwa. Jeszcze zatem czas, aby sygnalizowany brak naprawić.

Niewypał intertemporalny

Armata argumentacyjna, wytoczona w stanowisku KRS przywołującym pogląd TK o dopuszczalności ustawowego skracania wieku spoczynkowego sędziów, celuje nieprecyzyjnie. Nikt i nigdzie nie broni poglądu o niedopuszczalności skracania wieku spoczynkowego ani czynienia tego poprzez stosowną ustawę. A tylko o tym mówi przywołany przez Radę cytat z wyroku K 3/98. Problem rzeczywisty leży natomiast w prawie międzyczasowym (intertemporalnym), starannie omijanym i w argumentacji KRS, i przez obrońców zmian w ustawie o SN.

Idzie o sytuację osób, które ustawa skracająca ów wiek „zastaje w toku” sprawowania urzędu lub biegu kadencji (w wypadku I prezesa SN). Uwodzicielska jest prostota wnioskowania: skracamy wiek, zatem sędziowie dłużej nie mogą sądzić, bo automatycznie przestają być sędziami; zatem trzeba stwierdzić wygaśnięcie ich mandatu, podobnie jak przerwanie kadencji I prezesa, który z racji skrócenia wieku spoczynkowego traci zdolności „bycia sędzią”, a zatem i „bycia prezesem” (tak wywodził rzecznik KRS w wypowiedzi dla Magazynu TVN24). Tyle że samo skracanie wieku jest tu zwykłym trickiem interpretacyjnym (wiek jako przeszkoda sądzenia; stan czynny jako przesłanka funkcji kadencyjnej).

Uchwalenie ustawy skracającej wiek uprawniający do spoczynku, jak zresztą każdej ustawy o czymkolwiek, otwiera problem intertemporalności, który trzeba za każdym razem jakoś rozstrzygnąć. Wiele ustaw „chwyta” bowiem bieg czasu wobec sytuacji, jakie wzięły początek pod rządem dawnego prawa.

Kwestie międzyczasowe reguluje oddzielnie albo ustawodawca (mający wybór między zasadami: dalszego działania ustawy dawnej lub bezpośredniego działania ustawy nowej), albo (gdy ustawodawca milczy) interpretacja. Nigdzie nie ma skodyfikowanych i uszeregowanych wyraźnie zasad, czy w wypadku, gdy ktoś wprowadza nowe prawo skracające wiek, należy rozwiązywać problem intertemporalny z pomocą zasady „dalszego skutku reżimu dawnego” czy poprzez zasadę „bezpośredniego stosowania ustawy nowej”. Politycy establishmentu, Kancelaria Prezydenta i rzecznik KRS opowiadają się za tą drugą metodą. Mają na poparcie swej tezy argument, że rzeczywiście na wypadek wątpliwości powinno się stosować prawo nowe, ponieważ w doskonalszy sposób odzwierciedla ono wolę ustawodawcy. Ale w tym wypadku mamy do czynienia także z czynnikiem konstytucyjnym – konstytucyjną zasadą nieusuwalności sędziów (art. 180 ust. 1 konstytucji); a obniżenie wieku emerytalnego sędziów rykoszetem, pośrednio, ale nieodwracalnie prowadzi do eliminacji ich z zawodu. Dlatego przy wyborze normy intertemporalnej (czy ma działać ustawa dawna, czy ustawa nowa) nie można nie uwzględniać kontekstu konstytucyjnego. Jeżeli więc jedną z zasad interpretacji jest zgodność z konstytucją, to dotyczy to także wyboru zasad intertemporalnych.

Skoro więc konstytucja w art. 180 ust. 1 przewiduje „nieusuwalność sędziów”, to interpretacja kwestii intertemporalnych w ustawach zwykłych powodujących w efekcie takie usunięcie nie może prowadzić do rozwiązań, które by stały w sprzeczności z celami wskazanymi w konstytucji. I to dotyczy także „rykoszetowego” skracania ustawą wieku spoczynkowego sędziów.

To samo w wypadku kadencji I prezesa. Istnieje tu wyraźna, sztywna norma konstytucyjna przewidująca sześcioletnią kadencję (art. 183 ust. 3 konstytucji). Zatem ta właśnie norma jest wskazówką, jak rozwiązać sytuację w toku, powstającą na tle ustawy zwykłej. A jeżeli ktoś by chciał nadal jeszcze argumentować tak, jak to uczyniła przedstawicielka Kancelarii Prezydenta (wywiad z dr Anną Surówką-Pasek, „Zmiany w SN to nie czystka”, DGP z 2 lipca 2018 r.), że I prezesem może być tylko sędzia czynny, a nie sędzia w stanie spoczynku, którym ma się automatycznie stawać prezes, ukończywszy 65 lat, wówczas powracamy do przedstawionego wyżej rozumowania intertemporalnego dotyczącego szeregowych sędziów SN.

I wreszcie na koniec kropla miodu w beczce dziegciu dotycząca osiągniętej transparentności sytuacji. To paradoks, bo stało się to mimochodem, wobec utajnienia obrad i motywów decyzji. To, co obecnie się dzieje wokół i wewnątrz KRS, wypowiedzi jej organów i rzecznika, wyraźne ujawnienie oczekiwań czynników politycznych wchodzących w skład rady co do pożądanych i niepożądanych cech opiniowanych kandydatów, ujawnienie i wykorzystanie w czasie obrad listy nazwisk kandydatów nieprawomyślnych – to wszystko uwalnia obserwatora i analityka od konieczności dokonywania rekonstrukcji rzeczywistych celów reformy wobec odarcia jej z dekoracyjnych kamuflaży. Dotarcie do tego punktu w dyskursie publicznym należy uznać za duży – stwierdzam to bez cienia ironii – choć smutny sukces.

>>> Czytaj też:Los Sądu Najwyższego w rękach kobiet. Orzekające mogą odejść w każdej chwili