"Po prostu jest także trudne uprawianie polityki, w której półokres rozpadu informacji lub faktów wynosi 24 godziny. Tak nie będzie to funkcjonować" - powiedział Maas po spotkaniu z szefem dyplomacji Chile Roberto Ampuero w Berlinie.

"Jest to wyraźnie także jednomyślna opinia w samych Stanach Zjednoczonych" - dodał.

Maas nawiązał w ten sposób do zmiany poglądu Trumpa na kwestię ingerencji Rosji w wybory prezydenckie. Zapytany przez dziennikarza po poniedziałkowym spotkaniu z Władimirem Putinem w Helsinkach, czy potępił wobec swego rozmówcy rosyjskie usiłowania zmanipulowania wyborów, Trump odpowiedział, że usłyszane od prezydenta Rosji dementi w tej sprawie było "nadzwyczaj silne i zdecydowane". Dodał jednocześnie: "Powiem to: nie widzę jakiegolwiek powodu, dla którego miałoby dojść (do rosyjskiej ingerencji)".

Słowa te wywołały na całym świecie falę krytyki i by ją uśmierzyć, Trump oświadczył we wtorek na początku spotkania z republikańskimi kongresmenami w Białym Domu: "Akceptuję wniosek naszych służb wywiadowczych, że miała miejsce ingerencja Rosji w wybory w 2016 roku". Wyraził przy tym przekonanie, że na wynik wyborów to nie wpłynęło.

Jak zaznaczył, w Helsinkach przejęzyczył się, gdyż miał na myśli to, że nie widzi "jakiegokolwiek powodu, by nie była to Rosja". Wyraził jednocześnie swe pełne zaufanie do amerykańskich organów wywiadowczych.

Maas nie uznał tego za przekonujące. "Najwyraźniej jest to próba ograniczenia szkód" - oświadczył w wypowiedzi dla czwartkowych dzienników koncernu prasowego Madsack. Wyraził ubolewanie, że prezydent USA nie skorygował także innych swoich sformułowań. "Jego ataki na Unię Europejską, którą Trump określił jako +przeciwnika+, stoją niestety nadal na porządku dziennym" - ubolewał niemiecki minister.

Zapytany, jak ocenia spotkanie Trumpa z Putinem, odparł: "Właściwie nie mogę już tego więcej oceniać, gdyż on się przecież przejęzyczył. Nie wiem teraz, w czym on się w ogóle w Helsinkach przejęzyczał, ale trudno jest mi to oceniać".

Maas dodatnio ocenił fakt, że do amerykańsko-rosyjskich rozmów doszło, gdyż "jest tak wiele zagadnień, których nie można rozwiązać bez udziału obu tych państw", jak konflikty w Syrii i na Ukrainie oraz rozbrojenie nuklearne. "Ale musi się jednak także móc polegać na tym, co zostało tam powiedziane lub uzgodnione" - dodał. (PAP)