Komisji ds. Amber Gold właśnie stuknęły dwa lata. Kaliber przesłuchiwanych w minionym tygodniu świadków potwierdza, że jej prace dobiegają końca. Transmitowane przez telewizję i radio obrady dostarczają nie tylko interesujących dowodów na przestępcze działania grupy osób stojących za małżeństwem Marcina i Katarzyny P., ale też odmalowują smutny obraz polskich instytucji, którymi rządzi bezwład, inercja, niekompetencja i przypadek. Mówiąc Sienkiewiczem (nie pisarzem, ale politykiem pełniącym funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji w trakcie rządów PO): „Ch…, dupa i kamieni kupa”. Szczególny smutek wywołuje język, którym posługują się przesłuchiwani przedstawiciele polskich elit: urzędnicy wyższego i niższego szczebla, przedsiębiorcy, sędziowie i prokuratorzy. A także – bezbrzeżna momentami – niewiedza. Oprócz zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstw, które niewątpliwie wobec wielu osób skieruje do prokuratury komisja, spuścizną ciała kierowanego przez Małgorzatę Wassermann pozostanie coś, co mogłoby się składać na słownik polskich elit 2016–2018.

Oto wybrane hasła:

biurko: Jedyna dziedzina, którą zarządzać mogą eksperci i specjaliści pracujący w Departamencie Administracji Podatkowej Ministerstwa Finansów (według zeznań Tadeusza Owczarza, byłego głównego specjalisty w tym departamencie).

broda: Albo raczej „chwyt na Brodę”. Jedna z unikalnych technik przesłuchiwania, stosowana przez przewodniczącego Marka Suskiego. Pytając Marcina P. o jego relacje z Michałem Tuskiem, chciał powołać się na pseudonim, pod którym młody Tusk kontaktował się z szefami linii lotniczych OLT Express. Jednak zamiast o Józefie Bąku (pod takim nazwiskiem występował w e-mailach Michał Tusk), powiedział o Józefie Brodzie. Gdy Marcin P. poprawił Suskiego, przewodniczący niezbity z pantałyku odparł przebiegle: „O, czyli dobrze pan wie, pod jakim pseudonimem [występował Michał Tusk]. Cieszę się. Ja też wiem, ale specjalnie się przejęzyczyłem, żeby pan jednak potwierdził, że pan zna to ukryte nazwisko”. Poseł Suski stosował tę technikę także wobec innych świadków, m.in. wobec Sławomira Nowaka. Próbował go zdestabilizować psychicznie, pytając o Adama Adamowicza (w rzeczywistości chodziło o Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska).

buraczki: Obszar kompetencji ministra i wiceministrów finansów. Tak określił go Tadeusz Owczarz, prowadzący z ramienia ministerstwa kontrolę pracy urzędów skarbowych nadzorujących podmioty z grupy Amber Gold. Ponieważ Owczarz przygotowywał uzasadnienie zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstw przez niektórych urzędników skarbówki, komisja zapytała go o to, czy osobiście zgadzał się z tymi zarzutami. Odpowiedział, że nie ma to żadnego znaczenia, bowiem nie składał zawiadomienia do prokuratury jako Tadeusz Owczarz. Składał je minister. „Nie moja gęba, nie moje buraczki” – wyjaśnił, wskazując na obszar kompetencji ministra.

caryca: Komisja Patryka Jakiego miała swojego Zakapiora, więc komisja Małgorzaty Wassermann nie może być gorsza. Caryca miała być ważnym ogniwem w układzie sądowo-prokuratorskim, który roztaczał parasol ochronny nad przestępczą działalnością małżonków Marcina i Katarzyny P. Polowanie na carycę rozpoczął poseł, a obecnie minister Marek Suski (który pracom komisji współprzewodniczył od roku 2016 do grudnia 2017 r.). Jednakże sędzia Anna Skupna, była prezes gdańskiego sądu apelacyjnego (zeznawała jako świadek w styczniu 2017 r., a ze stanowiska odeszła kilka miesięcy później), na pytanie o to, czy jest carycą, odpowiedziała bez mrugnięcia okiem: „Jestem prezesem, Anną Skupną”. Nieustępliwość przewodniczącego Suskiego doprowadziła zresztą do identyfikacji carycy. Niestety, okazała się nią caryca Katarzyna Wielka – co wywołało napady nerwowej wesołości u wielu telewidzów i samej Małgorzaty Wassermann). Wskazał ją w grudniu 2016 r. sędzia Ryszard Milewski (były sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku). Milewski: „Nie znam carycy. Jedyna, którą znam, to Katarzyna”. Suski: „A może pan podać nazwisko?”. Milewski: „Katarzyna Wielka”. Małgorzata Wassermann: parsknięcie. Suski: „I co w tym śmiesznego?”.

deklaracja podatkowa: Dawniej dokument, do którego składania zobowiązani byli wszyscy podatnicy, by zeznać o podstawie powstałego zobowiązania podatkowego i wysokości należności. Dziś niepotrzebna strata czasu. Okazało się bowiem, że firma Amber Gold w okresie swojego funkcjonowania, pomimo obrotów idących w setki milionów złotych, praktycznie nie składała deklaracji. Jeśli dodamy do tego, że Pomorskiemu Urzędowi Skarbowemu przez pięć lat nie udało się ustalić, jaki rodzaj działalności prowadzi Amber Gold, a zatem jakiego rodzaju podatek firma powinna odprowadzać, nie powinno być zaskoczeniem, gdyby polskie firmy masowo zaprzestały teraz raportowania. Bo skoro upiekło się milionerom, to co tam urzędowi po kilkudziesięciotysięcznych płotkach…

instytucja wiodąca: W przypadku afery Amber Gold to ABW. Właściwie wszystko, co poszło nie tak, jest winą ABW. To jasne.

księgowa: W rozumieniu trójmiejskich rekinów small-businessu takich jak Marcin P. oznacza to po prostu pomocnicę prezesa do zadań specjalnych. Najlepiej taką, która nie zadaje zbyt wielu pytań. Przypomnijmy, gdy P. zatrudnił główną księgową Amber Gold w 2011 r., od razu oddelegował ją do linii OLT. Na rachunku zysków i strat Amber Gold Marcin P. podpisywał się zarówno jako prezes, jak i jako księgowa. Gdyby hasłem była „Fikcyjna księgowa”, wyjaśnienie brzmiałoby: Danuta – uwaga! – Misiewicz. Misiewicz! Tak bowiem nazywała się księgowa Amber Gold. Sama przyznała przed komisją w październiku 2017 r., że pracując w „Amberze Goldzie” była fikcyjną księgową. Potwierdziła to jeszcze dobitnie, patrząc z przerażeniem na przewodniczącą Wassermann, gdy ta zapytała, czy słyszała o ustawie o rachunkowości.

lipa: Ewentualnie: lipa biznesowa. Umieszczenie tego hasła w naszym słowniku nie byłoby możliwe, gdyby nie zeznania ministra finansów w rządzie PO Jana Vincenta Rostowskiego. Gdy Michał Tusk w czerwcu 2017 r. zeznał przed komisją: „Wiedzieliśmy z ojcem, że Amber Gold to lipa”, zapanowała konsternacja. Jakiego bowiem rodzaju pojęciem jest „lipa”? Czy „lipa” może sugerować przestępstwo, czy jest to po prostu coś, czego nie należy traktować poważnie? Jak skategoryzować lipę? Podczas przesłuchania Rostowskiego sprawa stała się jasna. Lipa to pojęcie z botaniki. Wiceprzewodniczący Jarosław Krajewski: „Nie padło tu jeszcze to pytanie, a myślę, że trzeba je zadać: od kiedy minister Rostowski wiedział, że Amber Gold to lipa?”. Rostowski: „W momencie, gdy otrzymałem notatkę ABW, która mówiła, że Amber Gold jest piramidą finansową, było jasne, że dąb to to nie jest”.

nieprawidłowości nie stwierdzono: Najważniejszy wniosek raportów z wszelkich możliwych podstępowań prowadzonych w sprawie Amber Gold, przed i po upadłości firmy.

niezwłocznie: Według słownika języka polskiego: „bez zwłoki, nie zwlekając; zaraz, natychmiast”. Według pracowników urzędów skarbowych, prokuratorów, urzędników i ministrów znaczenie tego słowa najbliższe jest chyba znaczeniu pojęcia „sezon”. Jak bowiem wiadomo, sezon ma tę wspaniałą właściwość, że może trwać kilka dni albo całe miesiące i lata. Poczytywanie „niezwłoczności” za „sezon” skutkowało tym, że akta Amber Gold z prokuratury okręgowej w Gdańsku, z pilną rekomendacją, „płynęły” do zlokalizowanej niedaleko prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz od lutego do kwietnia 2012 r. (fantastyczne przesłuchanie prokurator Hanny Borkowskiej z listopada 2016 r.). Dlaczego tak długo? „Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie” – tłumaczyła komisji, dodając, że być może tyle czasu zajęło to któremuś z kierowców. Podobne przypadki niezwłoczności miały miejsce i na najwyższych ministerialnych szczeblach. Powziąwszy wiedzę o charakterze działalności Amber Gold Jan Vincent Rostowski „zlecił działania”. Kontrola działania organów w sprawie Amber Gold rozpoczęła się oczywiście niezwłocznie: cztery miesiące później. Zatem definicji niezwłoczności jest, jak widać, tyle, ilu jest urzędników.

odpowiedzialność: Pojęcie, które w obecnej dekadzie nie występuje w słowniku polityków i decydentów. Każdy z pytanych przez komisję urzędników o to, czy poczuwa się do odpowiedzialności politycznej za aferę Amber Gold i skalę zaniedbań w postępowaniu wobec tego podmiotu, stanowczo przeczył.

opieka urzędu skarbowego: Bardzo ciekawy instrument pobudzania przedsiębiorczości, który niestety nie wszedł do Konstytucji biznesu, a pewnie wielu powitałoby to z radością. Gwarantowałby bowiem – jak żaden inny – nieskrępowane rozwijanie działalności gospodarczej, także tej nielegalnej. Niestety nie wszyscy byli świadomi istnienia instytucji „opieki urzędu skarbowego” w latach 2007–2012, bo gdyby tak było, to pewnie szybciej byśmy o niej usłyszeli. Jak podczas przesłuchania kilka dni temu przyznał wiceminister Andrzej Parafianowicz, podmioty grupy Amber Gold były otoczone taką właśnie opieką. Roztoczyły ją nad Amber Gold m.in. I i III urząd skarbowy w Gdańsku oraz Pomorski Urząd Skarbowy. W szczególności opieka tego ostatniego zwraca uwagę. Pracownicy urzędu tak gorliwie opiekowali się spółkami Marcina P., że jeszcze w 2012 r. nie ustalili, z jakiego tytułu powinny one od lat płacić podatki. A nawet już po upadku Amber Gold, do jesieni 2012 r., nie zabezpieczyły podstawowych dokumentów dotyczących działalności spółki. Godny uwagi jest także fakt, iż w opisywanym okresie urzędy skarbowe stroniły od stosowania wobec swego niesfornego podopiecznego jakichkolwiek sankcji, chociażby za utrudnianie postępowania kontrolnego.

„proszę panią”: Z innej beczki. To hasło przeznaczone jest właściwie jedynie dla przewodniczącej komisji i jej doradców ds. PR. Jako że przewodnicząca z uporem maniaka zwraca się do przesłuchiwanych kobiet: „Proszę panią, proszę powiedzieć…”, życzliwie przypominamy, że prawidłowa forma brzmi: „Proszę pani”.

schemat ponziego: Inaczej piramida finansowa. Struktura organizacyjna przedsięwzięcia, występująca w gospodarce co najmniej od początków XX w. (a przecież i znacznie wcześniej), której stosowanie jest ścigane prawem, a której istnienie ukrywali przed swoją świadomością urzędnicy najwyższego szczebla w latach 2009–2012, tacy jak szef Komisji Nadzoru Finansowego, Ministerstwa Finansów czy Narodowego Banku Polskiego. Polega ona z grubsza na tworzeniu takiego systemu inwestycyjnego, w którym zyski bieżących inwestorów realizowane są z bieżących wpłat od kolejnych pozyskiwanych inwestorów. O tym, że podmioty działające w grupie Amber Gold zorganizowane są na takiej właśnie zasadzie, a ich trwałość ekonomiczna stoi pod znakiem zapytania, prawdopodobnie wiedziały liczne mądre głowy: Marek Belka, Jan Vincent Rostowski czy Andrzej Jakubiak. Wiedzieli, ale nie powiedzieli. Dziś twierdzą, że było to oczywiste. P.S. Depozytariusze firmy Charlesa Ponziego, twórcy najsłynniejszej amerykańskiej piramidy, w 1920 r. stracili w sumie 7 mln dol. On sam dostał wyrok 5 lat więzienia, w którym ostatecznie spędził 3,5 roku.

spółki portfelowe: Doskonały, nowoczesny sposób na pranie pieniędzy. To spółki widmo, które mimo braku obrotów lub majątku produkcyjnego, sprzedawane są na rynku za krocie. Proceder ten naświetlił sam twórca jednej z piramid finansowych – Finroyal – Andrzej Korytkowski. Za ewentualne przejście FRL Capital Limited, zadłużonej piramidy, której majątek stanowiły właśnie owe spółki portfelowe, Marcin P. miał zapłacić Korytkowskiemu 12 mln zł. Do transakcji jednak nie doszło, bo Amber Gold upadł. P. ostatecznie przelał Korytkowskiemu 1,2 mln zł. Bez umowy. I to mimo iż – jak zeznawał Korytkowski – „za samo 1,2 mln Marcin P. czy spółka Amber Gold miała uzyskać… nic”.

sprawozdanie finansowe: Uwaga. To hasło skierowane jest wyłącznie do pracowników Departamentu Administracji Podatkowej Ministerstwa Finansów z 2012 r. Na wszelki wypadek dobrze jednak, by przeczytali je – dla utrwalenia – wszyscy pracownicy Ministerstwa Finansów, w szczególności ci, którzy kontrolują pracę urzędów skarbowych. Sprawozdanie finansowe jest to dokument przedstawiający sytuację finansową podmiotu oraz wyniki jego działalności gospodarczej. Składa się ono – w podstawowej formie – z bilansu, rachunku zysków i strat oraz informacji dodatkowej. Musi być zatwierdzone przez zgromadzenie wspólników i – w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – podpisane przez zarząd. Pracownik wzmiankowanego departamentu pytany przez Małgorzatę Wassermann o to, jakie są składniki sprawozdania, milczał. A następnie ze świeżością niemowlaka słuchał wykładu przewodniczącej komisji na ten temat.

postępowanie dyscyplinarne wobec prokuratorów: Postępowanie zawsze kończące się umorzeniem.

pcc: Dla pracowników trójmiejskich urzędów skarbowych jest to rodzaj podatku, który prawdopodobnie nie istnieje. Podpowiadamy więc: to podatek od czynności cywilnoprawnych, który spółka Marcina P. powinna płacić między innymi wtedy, gdy przelewała na prywatne konto jej właściciela lub na konto OLT Regional kwoty typu 4 mln zł, opisane jako „zasilenie”. Polecamy także urzędnikom wspomnianych organów lekturę licznych opracowań pod hasłem: opodatkowanie PCC umowy pożyczki. Gdyby przeczytali je wcześniej, może szybciej ustaliliby, jakiego rodzaju podatki powinna płacić Amber Gold.

polecenie: Słownik współczesnego języka polskiego opisuje to jako: „pisemne albo ustne rozporządzenie, rozkaz, zlecenie”. Na zdrowy rozum zdawałoby się, że polecenie powinno więc mieć nadawcę. W Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, ale także w trójmiejskich sądach i warszawskich urzędach nie zawsze jest to zasadą. Przykład? Ciekawie relacjonowała okoliczności otrzymania polecenia, by pozyskać akta Amber Gold z prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, prokurator Hanna Borkowska z gdańskiego „okręgu”. Borkowska: „Gdy przyszłam po urlopie do pracy, otrzymałam polecenie wypożyczenia akt sprawy z prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w Gdańsku”. Posłanka Joanna Kopcińska: „Polecenie od kogo, przepraszam?”. Borkowska: „Akta trafiły do mnie w związku z pismem, które trafiło do prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w Gdańsku (…) Nie było polecenia objęcia tej sprawy nadzorem”. Wspaniale koresponduje to z zeznaniami prokuratora-referenta z gdańskiego „rejonu” (Gdańsk-Wrzeszcz) Barbary Kijanko: „To nie jest tak, że prokurator działa w próżni”. Także z zeznań urzędników Ministerstwa Finansów wynikało jasno, że te najciekawsze polecenia nigdy nie mają nadawcy.

postępowanie karno-skarbowe:

Instrument nieznany urzędom skarbowym w Trójmieście. Trójmiejscy przedsiębiorcy mogą spać spokojnie. Nie zostanie wobec nich wszczęte, nawet gdyby nie składali deklaracji przez 20–40 miesięcy. Oczywiście – wybrani przedsiębiorcy mogą spać spokojnie.

realizacja: Albo: „zrobić realizację”. Nad tym hasłem z 8. minuty przesłuchania Jana Rostowskiego jeszcze pracujemy.

vat: Dla większości przedsiębiorców w Polsce podatek od towarów i usług, który należy odprowadzać do urzędu co miesiąc lub kwartalnie. Dla pracowników trójmiejskich urzędów skarbowych oraz dla ministra Jana Rostowskiego – danina fakultatywna. Tym pierwszym nie przeszkadzało, że podmiot „raczej nie składa lub składa z ogromnymi opóźnieniami deklaracje vatowskie”. Ten drugi uważa, że nie ma sensu bulwersować się niepłaconym VAT, wszak gdyby Amber Gold podatki płacił na czas, Marcinowi P. jeszcze dłużej udałoby się uprawiać przestępczy proceder.

zdolność do absorpcji kapitału z rynku:

A nawet: dobra zdolność. Czyli w skrócie umiejętność skutecznego wprowadzania w błąd klientów o niewielkiej wiedzy ekonomicznej. Opychanie im lokat gwarantujących niezwykłe stopy zwrotu. Zdolność tę oprócz Amber Gold wykazywała grupa FRL Capital Limited, czym przed komisją chwalił się osobiście jej twórca Andrzej Korytkowski, niedoszły wspólnik Marcina P.

złoto amber gold: A precyzyjniej „te złoto”. Zeznania Krzysztofa Kuśmierczyka, byłego dyrektora biura bezpieczeństwa Amber Gold, które złożył we wrześniu 2017 r., wskazują na to, że jednak jakieś złoto było. „Bodajże w pięć osób pojechaliśmy do BGŻ-u po te złoto (…) Pan Marcin wziął torbę, tak jak mówiłem, taką skórzaną i osobiście odbierał z banku te złoto” (zaimek w oryginalnym brzmieniu). Ile tak naprawdę było złota w Amber Gold, tego nie wie nikt. W czarnej skórzanej torbie kruszec, którego cena wahała się w tamtych czasach między 1,200 a 1,800 dol. za uncję, krążył bowiem przez firmowe korytarze spółki, gdańskie klasztory itd. Niewątpliwie jednak najwięcej informacji ilościowych ma syndyk masy upadłości spółki Józef Dębiński. To, co zostało i weszło w skład masy, to: 59 kg złota, 1,5 kg srebra i niecały kilogram platyny.

>>> Czytaj też: Rostowski: Poinformowałem premiera o OLT Express podczas wyjazdu do Włoch