Wśród państw byłego bloku komunistycznego Bułgaria jest pierwsza w kolejce do przyjęcia wspólnej waluty. Jednak zanim to się stanie, Bułgaria będzie musiała zaakceptować surowsze od dotychczasowych warunki wejścia do elitarnego klubu. Ministrowie finansów państw strefy euro wskazali, że nowe zaostrzone warunki przyjęcia wspólnej waluty będą obowiązywać także w przypadku kolejnych państw - Chorwacji i Rumunii. 

Formalnie Bułgaria spełnia kryteria przyjęcia wspólnej waluty, dlatego politycy z Sofii chcieli ubiegać się o wejście do ERM-2, swoistej poczekalni strefy euro, jeszcze tego lata. Niestety tak się nie stało. Wszystko przez zamieszanie związane z greckim zadłużeniem i skandale dotyczące prania brudnych pieniędzy, które pojawiły się ostatnio w nowych krajach Eurolandu, takich jak Łotwa. Ku irytacji bułgarskiego rządu, ze strony UE pojawiły się dodatkowe postulaty, które dotyczyły współpracy z unią bankową oraz kroków mających na celu ograniczenie korupcji.

>>> Czytaj też: "FT": Niemcy są zamknięci w "klatce" wspólnej waluty, podobnie jak Włosi

"Problemy związane z nadzorem bankowym, instytucjonalną i realną konwergencją zyskały na znaczeniu w przyjmowaniu nowych członków do klubu euro", powiedział w piątek Ciprian Dascalu, główny ekonomista w rumuńskim oddziale ING Bank. "Może to brzmieć jak zmiana zasad gry, ale wygląda na to, że jest to krok konieczny po kryzysie zadłużenia w Europie."

Nowe warunki wejścia do klubu euro z pewnością będą obowiązywać w odniesieniu do Chorwacji, która w ubiegłym tygodniu potwierdziła zamiar przyłączenia się do ERM-2 do 2020 r. 

Kolejne państwo wschodnioeuropejskie, które puka do drzwi Eurolandu, to Rumunia. Jednak w tym przypadku plan przystąpienia do strefy euro wydaje się być odległy, bo jest na wstępnym etapie realizacji.

Dużym zmartwieniem dla wszystkich trzech kandydatów do klubu euro jest różnica w poziomie zamożności w porównaniu do bogatszych państw UE. Blok wzywa Bułgarię, najuboższego członka Wspólnoty, do zapewnienia trwałej konwergencji gospodarczej - warunku, którego państwa bałtyckie nie spełniały, gdy wnioskowały o przystąpienie do ERM-2. 

Nowe wymagania pokazują, że UE uczy się i wyciąga wnioski w miarę rozszerzania się obszaru walutowego - twierdzi Daniel Gros, dyrektor Centrum Studiów nad Polityką Europejską w Brukseli.

"Doświadczenia w krajach nadbałtyckich pokazały, że jeśli kraj o niższym poziomie dochodów przyłączy się do stery euro, może dojść do niebezpiecznego cyklicznego kryzysu" - komentował agencji Bloomberg Daniel Gros. "Konieczna jest stabilizacja UE i w interesie wnioskodawców leży poprawa rządów prawa w kraju."

>>> Polecamy: Prawie połowa Polaków uważa, że wprowadzenie euro byłoby "czymś złym"