Gazeta powołała się w poniedziałkowym wydaniu na wypowiedź ambasadora Rosji Aleksandra Jakowienki, który w rozmowie z telewizją Rossija 24 skarżył się m.in. na to, że przez brak niezbędnych dokumentów nie mógł powołać nowego szefa działu prasowego. Jak tłumaczył, formalny proces uzyskania pozwoleń przeciąga się nawet do osiemnastu miesięcy.

"To umyślna polityka brytyjskiego rządu" - powiedział ambasador, dodając, że w ten sposób znacząco osłabia się działanie misji, bo "niektórzy dyplomaci są wydalani, a innym po prostu kończy się kadencja".

W rozmowie z "The Sun" rzeczniczka brytyjskiego MSZ nie zaprzeczyła słowom Jakowienki, zaznaczając jedynie, że resort dyplomacji "regularnie prowadzi z Rosją dyskusje na poziomie urzędników dotyczące procesu wymiany wiz".

W reakcji na marcowy atak chemiczny w angielskim Salisbury na Siergieja Skripala i jego córkę Julię doszło do największej serii wydaleń rosyjskich dyplomatów z krajów Zachodu od czasu zakończenia zimnej wojny, w tym 23 dyplomatów z Wielkiej Brytanii. Rząd w Londynie oskarżył o próbę zabicia Skripalów władze w Moskwie.

Reklama

Napięcie w relacjach brytyjsko-rosyjskich wzrosło w lipcu, kiedy 44-letnia kobieta zmarła po przypadkowym kontakcie ze znalezioną w parku w Amesbury w południowo-zachodniej Anglii buteleczką zawierającą silnie toksyczną rosyjską substancję Nowiczok, której użyto do próby zabicia Skripalów.

>>> Czytaj też: "Prymitywne i wulgarne metody". Chiński dziennik ostro krytykuje prezydenta USA