Za półlitrową butelkę piwa trzeba było zapłacić w ubiegłym roku średnio 2,76 zł. To o ponad 5 proc. mniej niż jeszcze w 2012 r. – wynika z najnowszych danych GUS.

– Spadek cen to między innymi efekt nasycenia rynku. Konsumpcja tego trunku zbliżyła się do maksymalnych granic. Możliwości zwiększenia popytu są więc ograniczone. W tej sytuacji trudno podnosić ceny. Zwłaszcza że konkurencja na rynku nasila się, głównie ze strony małych producentów – ocenia Piotr Szajner z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

O klienta konkurują między sobą nie tylko browary, ale też sklepy. W 2017 r. Polacy najchętniej kupowali chmielowy napój w sklepach do 300 mkw. Jak wyliczyła firma badawcza Nielsen, za ich pośrednictwem do konsumentów trafiły dwa z trzech sprzedanych piw. Możliwość zarobienia dostrzegają również dyskonty, zwłaszcza te zlokalizowane blisko osiedli mieszkaniowych, które organizują liczne promocje. Piotr Szajner z IERiGŻ podkreśla, że ceny piwa trzymane są na uwięzi również z powodu importu. Ten, jak wynika z danych GUS, stale rośnie.

Eksperci zwracają uwagę, że spadkowi cen towarzyszy jednocześnie wzrost wynagrodzeń. To sprawia, że za przeciętną pensję można kupić coraz więcej opakowań o pojemności 0,5 l (butelka i puszka). Na koniec 2017 r. było to ponad 1,1 tys., wobec 1042 rok wcześniej. Na przestrzeni dekady możliwości zakupowe zwiększyły się natomiast o niemal 60 proc. Większa dostępność nie znajduje jednak odzwierciedlenia w konsumpcji. Jak wynika z danych firmy Nielsen, w zeszłym roku rynek piwa odnotował nieznaczny spadek sprzedaży – o 2,4 proc. pod względem ilości.

– O popycie w większym stopniu niż cena decydują bodźce zewnętrzne takie jak ważne wydarzenia sportowe czy pogoda – komentuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce.

A w tym roku nie tylko jest gorące lato, ale też mieliśmy mundial, a teraz są Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce. Branża oczekuje więc odbicia na rynku.