Widział pan ogródek prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego i jego żony?

Nie, nie widziałem...

A ja widziałem. Dziennikarze „Faktu” wlecieli dronem za ogrodzenie domu Kurskich i obfotografowali go. Czy to nie przesada?

Tak naprawdę ta sytuacja nie różni się znacząco, w ujęciu prawnym, od tej, w której fotoreporterzy gazety weszliby na wysokie drzewo i zrobili zdjęcia. Wykorzystanie drona jest bez wątpienia prostsze. Jedna osoba, siedząc wygodnie w fotelu, może zajrzeć komuś przez okno do mieszkania, choćby było ono na najwyższym piętrze wieżowca. Nie ryzykuje też tym, że spadnie z drzewa lub zostanie złapana.

To, co nas chroniło przez wiele lat, czyli np. płot wysoki na trzy metry, przestaje wystarczać. Rozwój technologii wpływa na ograniczenie naszego prawa do prywatności. Osoby publiczne na pewno mogą to odczuwać. Ale dzieje się tak już od kilku lat. Dziś niemal każdy ma w kieszeni telefon komórkowy z przyzwoitym aparatem fotograficznym.

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP