Natura 2000 to unijna forma ochrony przyrody, którą Polska zobowiązała się wdrożyć, podpisując 16 kwietnia 2003 r. traktat ateński. Obecnie w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) trwają prace nad zmianą granic tych obszarów – będą większe o około 932,9 hektarów (9,33 km kw.). W porównaniu z całkowitym obszarem Natura 2000 w kraju (obecnie 68 269 km kw.) to niewiele. Ale i tak konflikty na linii rząd – samorządy – muro wane.

– Spodziewam się negatywnej opinii Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Oraz tego, że strona rządowa specjalnie się nią nie przejmie – mówi DGP Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

W podobnym duchu wypowiada się Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP. – To i tak rzadkość, że ktokolwiek pyta stronę samorządową o granice obszarów Natura 2000. System ich wyznaczania jest, delikatnie mówiąc, dziwny. Nie ma bowiem dwuinstancyjności postępowania. Zapadające w GDOŚ decyzje są ostateczne i niezaskarżalne – wyjaśnia.

I przypomina, że obszarem Natura 2000 objęte jest ponad 20 proc. terytorium Polski. – Tymczasem wymagania strony europejskiej względem naszego kraju sięgały zaledwie kilkunastu procent. Taka nadgorliwość powoduje narastającą niechęć samorządów do tego programu – tłumaczy nasz rozmówca.

Pola konfliktu

Leszek Świętalski zwraca uwagę, że przy wyznaczaniu obszarów chronionych nie zawsze bierze się pod uwagę badania naukowe, przez co ochroną obejmowane są gatunki, które mogą, ale niekoniecznie muszą występować na danym terenie.

– W mojej gminie ustanowiono teren ochronny z uwagi na występowanie bociana czarnego, którego nikt u nas nie widział od 25 lat. Obowiązuje też ograniczenie, zgodnie z którym nie może tu powstać niezwiązany z rolnictwem zakład pracy zatrudniający powyżej siedmiu osób. W słynnych Ostrowicach, które z początkiem 2019 r. z powodu zadłużenia przestaną być gminą, aż 80 proc. terenów było objętych różnymi formami ochrony przyrody, co uniemożliwiało wykorzystanie ich do zasiedlenia czy inwestycji – mówi Świętalski.

Rząd nie przewiduje subwencji ekologicznej dla poszkodowanych gmin

Odrzucane postulaty

Przebieg konsultacji rządu z gminami w sprawie zmian granic Natury 2000 nie napawa optymizmem. Wiele z uwag zgłaszanych przez samorządy zostało odrzuconych.

Urząd miejski w Czchowie (woj. małopolskie) zwrócił uwagę, że wyznaczone obszary powstrzymają rozwój gospodarczy gminy. – Na tych terenach oraz w ich sąsiedztwie znajdują się miejsca, na których już są inwestycje oraz te przeznaczone do dalszego inwestowania. Zmiana granic spowoduje daleko idące utrudnienia w gospodarowaniu przestrzenią – argumentuje samorząd.

W odpowiedzi przedstawiciele gminy usłyszeli, że obszar, który ma zostać włączony do Natury 2000, w większości i tak obejmuje ziemie przeznaczone w obowiązującym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego na cele leśne i rolnicze. – Jedynie południowy fragment o powierzchni ok. 1,5 ha to tereny przeznaczone pod zabudowę wielofunkcyjną, które zostały włączone do obszaru ze względu na występujące tam drzewa wykorzystywane przez nietoperze jako trasy migracji i żerowiska. Powiększenie obszaru o ten fragment nie zablokuje inwestycji, będą one możliwe przy zachowaniu istniejących zadrzewień. Obszar powiększenia to 39,2 ha, co stanowi mniej niż 0,6 proc. powierzchni gminy, a gdy weźmiemy pod uwagę wyłącznie teren przeznaczony pod zabudowę, jest to ok. 0,02 proc. – uzasadnia GDOŚ.

Subwencja ekologiczna

W tej sytuacji wśród samorządów po raz kolejny pojawiają się postulaty o ustanowienia subwencji ekologicznej dla gmin pozbawionych możliwości rozwojowych z powodu występujących na ich terenach form ochrony przyrody. Pieniądze miałyby pochodzić z budżetu państwa.

Jedną z ostatnich petycji w tej sprawie kilka miesięcy temu złożyły samorządy z woj. lubuskiego. – Gminy, które posiadają chronione zasoby naturalne, mają o wiele mniejszy potencjał przyciągania inwestorów niż te, które są pozbawione takich walorów. Tym samym rozwój tych pierwszych jest nie tylko spowolniony, ale często wręcz niemożliwy – argumentuje Zrzeszenie Gmin Województwa Lubuskiego w petycji skierowanej do ministra środowiska Henryka Kowalczyka.

Kilkanaście dni temu ministerstwo opublikowało w swoim BIP odpowiedź na ten apel. Wniosek jest jeden – o subwencji ekologicznej samorządy mogą zapomnieć. Resort nie zgadza się bowiem z argumentami przytaczanymi przez samorządy.

– Piecza nad formami ochrony przyrody nie obciąża budżetów samorządów gmin. Jest to koszt budżetu państwa, budżetów parków narodowych i marszałków województw – przypomina ministerstwo. Argumentuje, że nie wszystkie jednostki samorządu muszą rozwijać się tak samo. Te z obszarami chronionymi mogą inwestować na przykład w turystykę. – Jeśli założymy, że w każdej gminie musi pojawić się ośrodek przemysłowy, nie da się utrzymać innych działów gospodarki, takich jak rolnictwo czy leśnictwo, nie wspominając już o ochronie zasobów przyrody – wskazuje Ministerstwo Środowiska i zapowiada, że nie zajmie się tematem subwencji ekologicznej.

Termin zmian

Propozycje poszerzenia obszaru Natura 2000 zostały przesłane samorządowcom zasiadającym w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego z końcem lipca. Zespół roboczy rozpatrzy je pod koniec sierpnia. Kiedy wejdą w życie? GDOŚ na razie tego nie precyzuje. – Zgodnie z art. 27a ust. 3 ustawy z 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 142) zmiany granic obszarów Natura 2000 przed ich formalnym wprowadzeniem do prawodawstwa krajowego muszą być uzgodnione z Komisją Europejską. Najpierw jednak lista zmian granic zostanie przedstawiona Radzie Ministrów do zatwierdzenia – mówi Bogusław Sielawa z GDOŚ.

>>> Czytaj też: W szkole głośno, o problemie cicho. To hałas jest największą udręką uczniów