W wykazie publicznym, do którego zajrzeć mogą wszyscy internauci, figurują informacje o 822 sprawcach. Lista ze zdjęciami i podstawowymi danymi tych osób, zamieszczona na stronie Biuletynu Informacji Publicznej resortu sprawiedliwości, ma już ponad 3,1 mln odsłon. Zgodnie z obowiązującą od 1 października ubiegłego roku ustawą o przeciwdziałaniu przestępczości na tle seksualnym (Dz.U. z 2016 r. poz. 862) do otwartego rejestru trafiają tylko skazani po wejściu w życie przepisów, których ofiarami były dzieci (patrz grafika), a także sprawcy najgroźniejszych przestępstw, którzy już wtedy przebywali w więzieniu bądź zakończyli odsiadkę (np. gwałciciele działający ze szczególnym okrucieństwem).

Wtórna wiktymizacja

Z informacji Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że rejestr z dostępem ograniczonym, do którego wgląd mają m.in. sądy, organy ścigania, szkoły i organizatorzy wycieczek, aktualnie zawiera szczegółowe informacje o 3278 osobach, w tym m.in. datę i miejsce popełnienia przestępstwa, kwalifikację czynu, oznaczenie sądu zajmującego się sprawą, wiek ofiary oraz informacje o przebiegu wykonywania kary czy zwolnieniu warunkowym. Wśród nich są zarówno skazani po wejściu w życie ustawy, jak i przed 1 października ub.r.

Obu grupom przestępców przepisy stworzyły furtkę do uniknięcia wpisu w rejestrze. Jeśli chodzi o skazanych po wejściu w życie przepisów, to każdorazowo o zamieszczeniu danych decyduje sąd, oceniając, czy nie godziłoby to w prywatność lub inny ważny interes ofiary bądź jej bliskich.

– Wobec sprawców przestępstw seksualnych skazanych po wejściu w życie ustawy sądy orzekły o wyłączeniu danych z rejestru publicznego w przypadku 16 osób, a z ograniczonego – 1 osoby – informuje DGP resort.

MS nie podało nam, ilu sprawców usłyszało wyroki za zgwałcenie małoletnich w ciągu 10 miesięcy obowiązywania przepisów. Biorąc pod uwagę, że w całym 2017 r. zapadło 79 takich rozstrzygnięć, można luźno szacować, że wyjątki mogą dotyczyć nawet jednej trzeciej spraw. Ustawa nie stwarza ścieżki odwoławczej od decyzji o zamieszczeniu danych w wykazie dla pokrzywdzonych, choć apelował o to rzecznik praw obywatelskich.

– Zmiana przepisów pozwoliłaby w przyszłości zapobiec przypadkom wtórnej wiktymizacji ofiar. Nie chodzi o to, aby bronić przestępców seksualnych, ale ich rodziny – tłumaczy Mirosław Wróblewski z biura RPO. – Podejrzewam, że ministerstwo zdaje sobie sprawę z problemu, ale dalej nic nie robi – dodaje.

MS nie odpowiedziało DGP, czy rozważa nowelizację ustawy.

Kogo dotyczy wyjątek

Skazani w przeszłości, często przebywający już na wolności, do końca listopada 2017 r. mogli złożyć do sądu wniosek o wyłączenie ich danych z publicznej i poufnej części wykazu, powołując się na dobro małoletnich ofiar. Wyjątkiem są najpoważniejsi sprawcy – ci dostali szansę ubiegania się o usunięcie swoich zdjęć i nazwisk tylko z rejestru publicznego.

Również w tym przypadku takiej możliwości nie dano samym ofiarom. – Do sądów wpłynęło 137 zawiadomień o złożeniu wniosku o wyłączenie zamieszczenia danych w rejestrze. Rozstrzygniętych zostało 106 spraw – podaje resort sprawiedliwości. Pierwsze opublikowane orzeczenia wskazują, że ministerialny plan objęcia rejestrem niemal każdego przestępcy seksualnego – nawet takiego, który już wyszedł na wolność – nie do końca się powiódł.

Chociaż pokrzywdzeni sami nie mogą wystąpić o ochronę swojej prywatności, sądy dostrzegają problem i stają w ich obronie. Jedna z takich spraw dotyczyła mieszkańca małej miejscowości, który zgwałcił własną córkę i znęcał się nad rodziną. Za oba przestępstwa usłyszał wyrok siedmiu lat więzienia (przebywa w nim do tej pory). Sąd I instancji wyłączył jego dane z publicznego rejestru właśnie ze względu na dobro małoletniej. Prokurator odwołał się od tej decyzji, twierdząc, że ustawa przewiduje wyjątek tylko „uzasadniony dobrem małoletniego pokrzywdzonego, a zagrożenie wtórną wiktymizacją pokrzywdzonej takiego przypadku nie stanowi” (sic!). Katowicki sąd apelacyjny odrzucił tę argumentację, stwierdzając, że wpis do otwartego rejestru może sprowadzić kolejne krzywdy na małoletnie ofiary – ze strony otoczenia i internetowych znajomych, a samemu sprawcy utrudnić readaptację do życia. Zdaniem sądu przepisy mogą być sprzeczne z konstytucją i konwencją o prawach człowieka (sygn. akt. II AKzw 73/18).

Wpis, który stygmatyzuje

Inna sprawa dotyczyła gwałciciela działającego ze szczególnym okrucieństwem, skazanego przed 23 laty. Mężczyzna po opuszczeniu więzienia znalazł pracę, założył rodzinę i nie był więcej notowany przez policję. We wniosku o wyłączenie danych z rejestru nie mógł jednak przekonująco powołać się na interes pokrzywdzonej, czego wymaga ustawa, gdyż ofiara była obcą osobą. Nie było tak dużego ryzyka, że z powodu wpisu sprawcy do rejestru pokrzywdzona zostanie zidentyfikowana i spotka ją wtórna wiktymizacja, jak w przypadku członka rodziny. Sprawca dowodził więc, że wpis do rejestru go stygmatyzuje oraz narusza zasadę niedziałania prawa wstecz. I sąd przyznał mu rację.

„Ustawa nie znajduje zastosowania do sytuacji, w której zarówno popełniony czyn, jak i prawomocny wyrok skazujący to zaszłości sprzed dnia jej wejścia w życie” – czytamy w czerwcowym wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie (sygn. akt. II AKz 201/18).

>>> Czytaj też: "Kulczykówka" jest kosztowna, ale nie zarabia