Czego boją się inwestorzy?

Szacuje się, że wynik referendum kosztuje brytyjski rząd ok. 440 milionów funtów tygodniowo. Wielka Brytania stała się najwolniej rosnącą gospodarką grupy G7. Kurs funta jest najniższy od 11 miesięcy. W pierwszym kwartale 2018 roku wzrost inwestycji wyniósł zaledwie 2,3 procent w porównaniu do pierwszego kwartału 2016 roku. To niewiele. Jeszcze przed referendum w sprawie brexitu, Bank of England szacował, że wzrost ten wyniesie przeszło 13 procent.

Twardy brexit, czyli scenariusz, w którym Wielka Brytania nie porozumie się z UE co do warunków wyjścia ze wspólnoty, staje się realny. Wyliczane są straty, jakie poniesie Wielka Brytania i przeciętny Smith. Padają różne kwoty, ale wszystko wskazuje na to, że koszty mogą być wyższe od zakładanych. Jeśli dojdzie do twardego brexitu, odczują go zagraniczni inwestorzy z niemal wszystkich sektorów. Ucierpią inwestycje, które opierały się na swobodach świadczenia usług, przepływu osób, kapitału i towarów.

Brytyjskie MSZ: rośnie ryzyko twardego Brexitu. KE musi pójść na ustępstwa

Zegar tyka

Niezależnie od tego, czy rządowi Theresy May uda się wywalczyć korzystne warunki wyjścia, czy też wyjście odbędzie się bez porozumienia, Wielka Brytania automatycznie opuści Unię 29 marca 2019 roku. Okres przejściowy, w trakcie którego mają obowiązywać unijne swobody, będzie trwać zaledwie półtora roku od daty wyjścia. Dla biznesu to krótka perspektywa. Po tym czasie inwestorzy zostaną najpewniej pozbawieni korzyści, które daje rynek wewnętrzny. W najlepszym wypadku, korzyści te zostaną mocno ograniczone.
Dla przykładu warto wskazać, że obecnie połowa brytyjskich towarów eksportowych jest wysyłana do krajów UE. Eksport odbywa się na preferencyjnych warunkach gwarantowanych przez swobodę przepływu towarów. Jeżeli po twardym brexicie Wielka Brytania chciałaby eksportować produkty do UE na obecnym poziomie, to koszt eksportu wzrósłby o ok. 7,6 mld euro rocznie na skutek konieczności zapłaty ceł.

Magda Papiernik

Magda Papiernik

źródło: Materiały Prasowe / TOMASZ BONIECKI

Coraz częściej wskazuje się, że inwestorzy, którzy poniosą straty z powodu brexitu, będą mieli podstawy do sięgania po ochronę przewidzianą w dwustronnych traktatach o ochronie i popieraniu inwestycji (BIT-ach). BIT-y to umowy międzynarodowe, w których państwa zobowiązują się chronić inwestycje dokonane przez zagranicznych inwestorów na ich terytorium.

Na podstawie BIT-ów, zagraniczni inwestorzy, którym nie została zagwarantowana należyta ochrona państwa, mogą takie państwo pozwać w drodze międzynarodowego arbitrażu. BIT-y gwarantują inwestorom, że państwo przyjmujące, w którym inwestorzy zaangażowali swój kapitał (tu Wielka Brytania) zapewni stabilny i przewidywalny system prawny dla rozwoju inwestycji. Stabilność systemu prawnego nie wymaga, by nie dochodziło do żadnych zmian. Za zgodne z prawem międzynarodowym uznawane są jednak wyłącznie takie zmiany porządku prawnego w państwie przyjmującym, które dokonywane są w interesie publicznym, są niedyskryminujące, proporcjonalne i racjonalne. By uznać odpowiedzialność państwa z tytułu zmian regulacyjnych, konieczne byłoby więc naruszenie tych zasad i wprowadzenie zmian w sposób arbitralny, dyskryminujący, nieracjonalny lub nieprzewidywalny.

Dotychczasowe wyroki sądów arbitrażowych w sprawach, w których doszło do drastycznej zmiany otoczenia prawnego w państwie przyjmującym inwestycje sugerują, że inwestorzy mogą skuteczne domagać się odszkodowania w przypadku takich zmian. Dla przykładu, reforma systemu ubezpieczeń na Słowacji i zmiany regulacyjne w sektorze OZE w Hiszpanii zostały przez sądy arbitrażowe uznane za naruszające uzasadnione oczekiwania inwestorów i dawały podstawy do zasądzenia wielomilionowych odszkodowań. Drastyczna zmiana środowiska prawnego dotyczyła jednego sektora, a nie całego rynku. W tym kontekście, scenariusz lawiny pozwów opartych na zmianie otoczenia prawnego na skutek brexitu nie wydaje się pozbawiony podstaw.

Dominika Durchowska

Dominika Durchowska

źródło: Materiały Prasowe / TOMASZ BONIECKI

Jak pokazują ostatnie deklaracje inwestorów, zdają się oni szykować na czarny scenariusz i rozważać możliwości zniwelowania przyszłych szkód związanych z brexitem. Czy runie lawina pozwów?

Pytanie to doczekało się komentarza rzecznika prasowego brytyjskiego Departamentu Handlu Międzynarodowego, który miał zdawkowo stwierdzić, że nie wierzy, by brexit dawał inwestorom podstawy do roszczeń na podstawie BIT-ów. Odpowiedź ta wydaje się mało wiarygodna, bo Londyn obecnie nie wie, jakie będą warunki i cena rozwodu z UE.

Romantyczna wizja niezależności i chęć budowania potęgi poza strukturami UE może zatem kosztować Wielką Brytanię i jej mieszkańców znacznie więcej, niż pokazują najnowsze analizy.

O tym, czy pojawią się roszczenia inwestorów, a przede wszystkim, czy będą ku nim uzasadnione podstawy, przekonamy się gdy wielki rozwód stanie się faktem.

Kto się obawia brexitu? Polscy przedsiębiorcy

Autorzy: Magdalena Papiernik  - adwokat, starszy prawnik, Praktyki Arbitrażu w Kochański Zięba oraz Dominika Durchowska, LL.M., prawnik tejże praktyki