Świat, w którym żyjemy, możemy ujmować z dwóch perspektyw. Z perspektywy godzin, dni, miesięcy, lat i z perspektywy lat, dekad, stuleci. W pierwszej perspektywie – świadomości potocznej – widzialny świat tworzą wydarzenia, które wypełniają ekrany telewizorów, monitorów i gazet. W drugiej – perspektywie czasu długiej fali, poznania teoretycznego, odtwarzamy determinanty, mechanizmy kształtujące dynamikę dnia powszedniego. Gołym okiem nie są one widoczne. Kryją się w relacjach człowieka z przyrodą, w stosunkach między gospodarującymi podmiotami. Obie perspektywy poznawcze są konieczne dla możliwości rozumienia świata, w którym żyjemy. Na przykład zaskakujące w perspektywie codzienności posunięcia prezydenta Trumpa może tłumaczyć kurcząca się rola dolara i amerykańskiej gospodarki w świecie i w efekcie osłabienie geopolitycznej hegemonii USA. Także pełzający zamach stanu w Polsce dobrej zmiany to rezultat narastających konsekwencji neoliberalnej transformacji i peryferyjnego statusu gospodarki narodowej.

Słabością medialnego obrazu współczesnego świata jest to, że kształtuje go perspektywa wydarzeniowa. Koresponduje ona z wiedzą zdroworozsądkową ludzi, z wiedzą uogólniającą ich doświadczenia społeczne, a te kształtują bieżące realia procesów gospodarowania, życia politycznego czy popkultury. Tymczasem kiedy ujmujemy aktualny moment historyczny w perspektywie długofalowej, widzimy przez swoiste szkiełko obraz ludzkości, która ugrzęzła w kolejnej fazie ewolucji realnego kapitalizmu. To neoliberalny kapitalizm bez granic – turbokapitalizm. Przez dwa ostatnie stulecia kapitalizm dołączał swój mechanizm akumulacji bogactwa, swoistą turbosprężarkę, do zdobyczy myśli ludzkiej. Przyniosła ona nieznany cywilizacji rolniczej postęp techniki, który z kolei umożliwił dotarcie do nowych materiałów i energii. Synergia rewolucji przemysłowej i kapitalizmu umożliwiła ogromnej części populacji ludzkiej „wielką ucieczkę” od nędzy, głodu i chorób – które, niczym jeźdźcy Apokalipsy, regularnie dziesiątkowały społeczeństwa rolników. Dodatkowo nowoczesność przyniosła znaczne upodmiotowienie jednostki, większą ekspresję jej potrzeb bytowych i kulturowych, a także uwolniła ją od presji kolektywu. Jednak kapitalizm ma ujemne koszty zewnętrzne – ekologiczne, społeczne, zdrowotne. Funkcjonowanie jednostki jako przedsiębiorcy biorącego swój los we własne ręce wiąże się bowiem z dużymi obciążeniami. Można w związku z tym mówić tylko o jego plusach ujemnych, by odwołać się do rodzimego Dialektyka.

Holcombe: Bogaci dają się wodzić na pokuszenie. Rządzi kapitalizm kolesiów [WYWIAD]

Kapitalizm w fazie interregnum

Obecnie kapitalizm znajduje się w fazie interregnum – przepoczwarzania się w sprawniejszy funkcjonalnie wariant. Jego obecna forma pogłębia dryf rozwojowy: kryzys stagnacji rodzi ruchy protestu (także radykalnej prawicy), te zaś mogą wyzwalać strukturalne reformy prowadzące do bardziej stabilnego wzrostu. W obecnych warunkach musi to być „dobrobyt bez wzrostu”, a więc trwały rozwój w zrównoważonym społeczeństwie. Zapowiada się powrót regulacyjnej funkcji państwa, polegającej na łączeniu racjonalności mikroekonomicznej z racjonalnością ogólnospołeczną i racjonalności ogólnospołecznej z racjonalnością planetarną (ogólnoludzką). Skutki działań korporacji nastawionych na wzrost „wartości dla akcjonariusza” rodzą błąd złożenia. Skumulowane rezultaty tych działań mogą naruszać równowagę środowiskową czy spójność społeczną. W demokracji liberalnej reprezentantem racjonalności ogólnospołecznej bywało państwo.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej