Ta artyleria dalekiego zasięgu może razić cele odległe nawet o 300 km. Amerykanie użyli jej m.in. przeciwko rosyjskim najemnikom z tzw. Grupy Wagnera w Syrii w lutym tego roku. Polska rozpoczęła negocjacje w sprawie zakupu tego sprzętu jeszcze w 2015 r. Odpowiadała za nie Polska Grupa Zbrojeniowa, która miała doprowadzić także do transferu technologii.

Udało się wtedy wynegocjować, że polska strona sama będzie budować system kierowania i dowodzenia dla tego sprzętu. Miał on być oparty na oprogramowaniu Topaz produkowanym przez ożarowskie WB Electronics. Skorzystać miały też inne spółki polskiej zbrojeniówki, głównie z Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Jednak pod koniec ubiegłego roku negocjacje się załamały. W lipcu Ministerstwo Obrony narodowej ogłosiło, że kupimy ten sprzęt w drodze negocjacji międzyrządowych w ramach procedury FMS (Foreign Military Sales).

W uproszczeniu można powiedzieć, że zamiast zakupu sprzętu z częściowym przeniesieniem produkcji i pozyskaniem technologii kupujemy go po prostu z „półki”, czyli to, co standardowo jest produkowane przez największy na świecie amerykański koncern zbrojeniowy Lockheed Martin.

Dokładnie tak jak zrobiła Rumunia. Z tym że nasi południowi sąsiedzi rozpoczęli negocjacje w 2017 r., a na pierwsze dostawy mogą liczyć już pod koniec 2020 r. Tymczasem my rozmowy rozpoczęliśmy w 2015 r., a teraz termin dostaw, o którym mówi strona amerykańska, to 2024 r.

Polacy zaproponowali więc, by w międzyczasie stacjonował u nas batalion żołnierzy amerykańskich wyposażonych w wyrzutnie Himars. – Taka jednostka miałaby najpewniej 18 wyrzutni, do jej obsługi potrzebnych byłoby zapewne ok. 200 żołnierzy – powiedział nam wysoki rangą oficer znający kulisy rozmów.

Wiadomo, że ten temat był omawiany podczas wizyty wiceministra obrony Sebastiana Chwałka w Stanach Zjednoczonych na przełomie lipca i sierpnia. Sprawę ma także poruszyć prezydent Andrzej Duda podczas wrześniowego spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Z polskiej strony jest presja, by ta decyzja zapadła szybko, ale to Amerykanie ją podejmują. Stacjonowanie w Polsce takich wyrzutni byłoby realnym wzmocnieniem naszych zdolności obronnych. Trzeba jednak pamiętać, że to nasi sojusznicy podejmowaliby decyzję, czy i kiedy ich użyć.

Jeśli Amerykanie nie zgodzą się na stacjonowanie nad Wisłą swoich żołnierzy z Himarsami, na których szkolić by się miało Wojsko Polskie, to być może zaproponują szybszy termin dostaw. Wciąż jednak nie wiadomo, czy i jakie korzyści z wartego miliardy złotych zakupu odniesie polski przemysł.

– Była duża szansa, by faktycznie pozyskać jakieś technologie dla polskiej zbrojeniówki. Teraz może się jednak okazać, że zakłady nic nie dostaną – mówi nam osoba znająca kulisy rozmów.

W czasie spotkania prezydentów Dudy i Trumpa zapewne omawiany będzie również temat zakupu tarczy przeciwrakietowej Wisła czyli systemu Patriot. Jak na razie umowa ma wartość ponad 16 mld zł. Wiadomo, że będzie znacznie droższa.