Który okres w historii świata można z gospodarczego punktu widzenia nazwać najbardziej wolnym?

Ten, który właśnie trwa. Nigdy nie było więcej wolności gospodarczej niż dzisiaj.

Naprawdę? Pomimo rosnącego zaangażowania rządów w gospodarkę? Myślałem, że najbliższy wolnorynkowym ideałom był wiek XIX.

W XIX w., patrząc globalnie, tylko kilka państw było wolnych w rozumieniu gospodarczym.

Z jednej strony rynek skolonizował cały świat, ale jednocześnie mamy do czynienia z rozrostem rządów w państwach Zachodu.

Nie jest tak źle pod tym względem. Jeśli patrzy pan z perspektywy średnich wydatków publicznych czy ciężaru regulacyjnego, to powiedziałbym, że w ostatniej dekadzie obserwujemy poprawę.

Wygodnie jest nie wspominać przy tym o rosnących podatkach.

Cóż, jeśli idzie o podatki, to – globalnie rzecz biorąc – efektywne stopy podatkowe od dwóch dekad właściwie nie rosną, a wiele krajów idzie nawet w kierunku niskiego opodatkowania liniowego. Podobnie coraz lepiej mają się rządy prawa, postępuje demokratyzacja, a w ślad za nią szacunek dla praw człowieka. Rynek globalny także otwiera się coraz bardziej. Do grupy krajów o otwartej na handel i inwestycje gospodarce dołączyły państwa Europy Środkowej, Azji, Afryki... Anno Domini 2018 czy też, mówiąc szerzej, początek XXI w. to najbardziej wolny gospodarczo okres w dziejach. Znajduje to potwierdzenie także w naszym rankingu. Jeszcze nigdy w historii, te 180 państw, które są objęte klasyfikacją, nie miało tak dobrego sumarycznego „Wskaźnika wolności gospodarczej”.

Jedno mnie zastanawia. Polska w tym zestawieniu znajduje się na 45. pozycji. Z kolei w raporcie „Doing Business” Banku Światowego, który także odnosi się do wolności gospodarczej czy jakości instytucji, plasuje się na pozycji 27. Skąd ta znacząca różnica?

Przyczyna jest prosta. Nasz ranking jest szerszy niż ranking Banku Światowego. Bierzemy pod uwagę podobne kryteria, np. jakość działania systemu podatkowego, bariery instytucjonalne dla uruchamiania nowej działalności itd., ale zwracamy też uwagę na czynniki takie, jak: gwarancje rządów prawa, przewidywalność systemu politycznego, niezależność sądownictwa czy otwartość na handel i inwestycje międzynarodowe. Można powiedzieć, że parametry uwzględniane w „Doing Business” tworzą podzbiór „Wskaźnika wolności gospodarczej”, który – jak sama nazwa wskazuje – próbuje mierzyć ogólny poziom wolności, a nie tylko sprawność zarządzania państwem.

Czyli jeśli rozszerzyć kryteria, Polska wypada bardzo blado i, co więcej, jest coraz gorzej – jeszcze rok temu byliśmy na 44. miejscu. Dlaczego tak surowo nas oceniacie?

Jest kilka barier, które nie pozwalają Polsce na awans i trzymają ją w miejscu. Spadła nasza ocena jakości waszej administracji w kontekście gwarancji rządów prawa i efektywności sądownictwa. Nie może być mowy o wolności gospodarczej, jeśli sądy nie działają efektywnie i szybko. Jeśli ktoś musi czekać na rozstrzygnięcie w danej sprawie 3–4 lata, to nawet jeśli wyrok będzie sprawiedliwy, w międzyczasie osoba ta, np. biznesmen, może stracić majątek. Tego nikt mu nie zwróci.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.