Gazeta "Sueddeutsche Zeitung" poinformowała o tym w poniedziałek, ujawniając, że bawarski Trybunał Administracyjny chce się zwrócić w tej sprawie o opinię do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. „SZ” akcentuje, że sprzeciw rządu Bawarii wobec zakazu samochodów z silnikami dieslowskimi w Monachium mógłby mieć „drastyczne konsekwencje” dla czołowych polityków tego niemieckiego kraju związkowego, w tym dla premiera Markusa Soedera (CSU).

Sędziowie Trybunału Administracyjnego wskazują, że w Monachium – podobnie zresztą, jak w dziesiątkach innych wielkich miast w Niemczech – od lat przekraczane jest stężenie dwutlenku azotu. Bawarskie sądy administracyjne orzekały już, że w tej sytuacji władze Bawarii muszą, w trosce o czystość powietrza, przynajmniej przygotować rozwiązania, zakładające ograniczenie ruchu samochodów z silnikami dieslowskimi w tym mieście.

„SZ” odnotowuje, że władze miały na to czas do końca 2017 roku, ale nic nie zrobiły w tej sprawie. Trybunał Administracyjny sięgnął więc po grzywny, ale Bawaria płaci je, a polityki nie zmienia. Trybunał Administracyjny uznał, że w tej sytuacji wydaje się, iż może to zmienić sięgnięcie po taki środek, jak areszt, mający zmusić urzędników do działania. Trybunał przedstawił to stanowisko rządowi Bawarii.

Bawarski rząd ma czas do 28 września, by zareagować na plany Trybunału Administracyjnego. Po tym terminie możliwe będzie zwrócenie się do Trybunału Sprawiedliwości UE.

„SZ” odnotowuje, że przedstawiciele władz Bawarii „z wielkim spokojem” przyjęli inicjatywę Trybunału Administracyjnego, wskazując, że zastosowanie wobec urzędników i polityków aresztu, by zmusić ich do jakichś działań nie ma w Niemczech podstaw prawnych.

>>> Czytaj też: Dlaczego diesle psują nam lato?