Projekt z nowymi przepisami podatkowymi liczy 155 stron, kolejne 200 to uzasadnienie. Czemu zgłaszana zmiana jest tak duża? To nie kojarzy się z przejrzystością.

Obszerne uzasadnienie wynika z chęci dokładnego wytłumaczenia sensu zmian. Są one zgodne z moimi wcześniejszymi zapowiedziami uporządkowania i uproszczenia systemu podatkowego. To uproszczenie, znane jako 3xP (przejrzystość, prostota, przyjazność), realizujemy w dwóch perspektywach czasowych. Pierwsza – niezwłoczna – wymaga precyzyjnych „laserowych cięć” zawartych w tej nowelizacji. To naprawa ułomności systemu, jego niedostosowania do mechaniki obrotu gospodarczego i kolejny etap uszczelnienia. Z tą korektą nie możemy czekać do dużej reformy. W horyzoncie długoterminowym przygotowujemy rozwiązania, które będą miały charakter kompleksowy. Zapowiadałam już zmianę ordynacji podatkowej, pracujemy nad unowocześnieniem egzekucji w administracji, ustawę dotyczącą tej problematyki piszemy w zasadzie od nowa, myślimy też nad całościową reformą podatków dochodowych. Nie wykluczam także w perspektywie zupełnie nowej ustawy o VAT.

Jakie są najistotniejsze zmiany, jeśli chodzi o przygotowane właśnie projekty nowelizacji ustaw o podatkach dochodowych?

Zawarliśmy tutaj trzy grupy kluczowych zmian. Pierwsza, niezwykle ważna, dotyczy pobudzania rozwoju i inwestycji. Sztandarowe jest tu na pewno obniżenie CIT dla małych firm z 15 do 9 proc. To ważna zmiana i kosztowna dla budżetu, bo uszczupli dochody o ok. 0,5 mld zł. W tej kategorii są też proinwestycyjne preferencje podatkowe, znane jako IP Box, czy możliwość zaliczenia alternatywnych kosztów kapitałowych w przypadku finansowania się przez firmę kapitałem własnym. Druga grupa to przepisy likwidujące różne niedogodności dla podatników. Dotyczy to np. wielu rozwiązań w ustawie PIT. Przykładem może być uchylenie przepisu warunkującego uprawnienie do wspólnego rozliczenia małżonków i osób samotnie wychowujących dzieci od terminowego złożenia zeznania podatkowego czy złagodzenie warunków korzystania z ulgi mieszkaniowej poprzez m.in. wydłużenie z dwóch do trzech lat okresu, w jakim można z niej skorzystać. Wreszcie, w ustawie jest też kilka ważnych przepisów uszczelniających system podatkowy.

Które przepisy uszczelniające są priorytetem?

Wskazałabym dwa rodzaje rozwiązań. Pierwsze podnoszące świadomość i etykę związaną z systemem podatkowym, czyli np. raportowanie schematów podatkowych. Kolejna kwestia to podatek od wyjścia, czyli exit tax. Choć trzeba podkreślić, że zmiany te są uszczelnieniem, nie zaś dźwignią fiskalną dla budżetu. Wprawdzie mają przynieść ponad 10 mld zł w ciągu 10 lat, jednak z punktu widzenia budżetu państwa w perspektywie rocznej nie są to imponujące kwoty.

Exit tax spotkał się z dużą falą krytyki jako rozwiązanie dokręcające śrubę podatnikom. Krytykują go duże organizacje, ale będzie dotyczył też tych mniejszych. Czy zamykamy granicę dla przedsiębiorców?

Nie zamykamy granicy dla przedsiębiorców. To bariera do wyprowadzania zysków, z czym walczy wiele krajów. Wokół tego rozwiązania narosło wiele mitów. Po pierwsze, nie jest ono nowe, działa już w 11 krajach UE, a obowiązek jego wprowadzenia wynika z dyrektywy ATAD z 2016 r. Mamy obowiązek wprowadzić go najpóźniej 1 stycznia 2020 r. Takie są fakty. Po drugie, trudno mówić o tych rozwiązaniach jako o restrykcyjnych. Stawki tego podatku w innych krajach, gdzie już działają, są dużo wyższe niż proponujemy. I tak w Hiszpanii wynosi on 23 proc., a w Szwajcarii 35 proc. U nas stawką podstawową jest 19 proc.

A czy wprowadzenie tego podatku nie spowoduje ucieczki z Polski osób, które mogą być nim objęte?

Z punktu widzenia racjonalności biznesowej nie widzę takiego zagrożenia.

Premier Morawiecki zapowiadał, że nie będzie nowych danin. To jednak jest nowa forma podatku.

Dyrektywa traktuje to rozwiązanie jako formę podatku dochodowego. W tym sensie nie jest nowym rozwiązaniem, lecz zabezpieczeniem przed agresywną optymalizacją. Nie powinniśmy traktować przepisów uszczelniających system jako nowych danin. Exit tax ma zapobiegać erozji bazy podatkowej, z którą wiele krajów unijnych ma problem. To zagadnienie jest nieco podobne do digital tax, czyli opodatkowania dochodów firm cyfrowych w krajach, w których powstają, a nie zaś tam, gdzie jest rezydencja podatkowa. Państwo, w którym te dochody powstają, ponosi koszty, zapewnia dobre warunki do działania firm i godziwe zarobki, a z powodu luk w systemie nie korzysta na tym fiskalnie. To nieuczciwe, taka jest filozofia rajów podatkowych.

Kolejne rozwiązanie to raportowanie schematów podatkowych przez doradców podatkowych. Jaka jest gwarancja, że nie zasłonią się tajemnicą zawodową?

Opieramy się na przepisach dyrektywy z maja bieżącego roku, która daje takie możliwości i pozwala na zwiększenie transparentności systemu podatkowego. Jeśli doradca zasłania się tajemnicą, to wówczas obowiązek raportowania spada na klienta. Publikacja schematów to nowe narzędzie dla szefa KAS, który dzięki temu będzie o krok przed instytucjami stosującymi agresywne rozwiązania optymalizacyjne. Nie będzie zdany jedynie na efekty kontroli. Administracja skarbowa szybko się uczy. Schematy podatkowe mogą być też zanonimizowane i publikowane, co będzie podnosiło świadomość podatników.

Na pierwszy rzut oka to rozwiązanie kojarzy się z dużymi kancelariami podatkowymi obsługującymi wielkie firmy. Czy będzie dotyczyło też mniejszych podatników?

W pierwszej kolejności będzie dotyczyło dużych podmiotów nie tylko z racji skali, ale także skomplikowania działalność np. struktury, spółek zależnych itp. Tych mniejszych obejmie w nieporównanie mniejszym stopniu. Ważne jest też, żebyśmy nie popadli w skrajność. Schematy dotyczą agresywnej optymalizacji podatkowej, której celem jest unikanie podatków.

Czy raportowanie schematów podatków nie będzie formą autodonosu podatnika? Jaką ma pewność, że po zgłoszeniu swojej sprawy nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej skarbowej, bo zostanie ona zakwestionowana przez urzędników?

Nie każdy schemat, jaki stosują przedsiębiorcy, będzie uznany za agresywny. Nie powinniśmy zakładać, że każda firma korzystająca z doradztwa podatkowego optymalizuje się w ten sposób. W tym względzie moje postrzeganie jest głęboko pozytywne, jestem przekonana, że zdecydowana większość przedsiębiorców rozlicza się w sposób uczciwy. Jeśli zgłoszony do nas schemat zostanie przez szefa KAS zakwestionowany, to ma on możliwość potraktowania danej sprawy w sposób ulgowy i istotnego złagodzenia sankcji. Raportowanie tego typu rozwiązań nie ma zbyt wiele wspólnego z donosicielstwem, to kwestia transparentności.

Doradców podatkowych wynajmujemy jednak w dwóch celach: żeby nie mieć błędów w rozliczeniach i płacić jak najmniejsze podatki. Ta druga funkcja stoi do pewnego stopnia w sprzeczności z celami KAS, które z podatków ma ściągać jak najwięcej.

Oczywistym jest, że jeśli mam możliwość w ramach danego przepisu zapłacić mniej, to wybieram takie rozwiązanie. Natomiast czym innym jest unikanie opodatkowania i agresywna optymalizacja, w której sztucznie kreowane są pewne struktury podatkowe, aby móc się pod ten przepis zakwalifikować. Jeżeli celem działania jest niezapłacenie podatku ‒ to dla nas jest to agresywna optymalizacja i z tym walczymy.

Czy to rozwiązanie to nie pośrednie przyznanie się, że administracje skarbowe, nie tylko polska, ale w całej UE, nie radzą sobie z tym problemem?

Faktycznie wiele administracji skarbowych ma podobne problemy i kolejne dyrektywy świadczą o tym, że nie radzą sobie z takimi praktykami na poziomie całej UE. Mamy dwa aspekty tego zjawiska. Im bardziej skomplikowany system, tym więcej możliwości manipulacji. Druga kwestia to ogólnounijna tendencja do wyrównania szans, jeśli chodzi o konkurencje między systemami podatkowymi różnych krajów.

Może wyjściem byłoby radykalne uproszczenie systemu podatkowego?

Każdy system ma ułomności, zwłaszcza jeśli umieścimy w nim preferencje podatkowe. Ale pewna elastyczność wynikająca z tych preferencji jest wymagana na różnych etapach rozwoju gospodarczego. Te instrumenty służą pobudzaniu koniunktury gospodarczej. Skrajny przypadek ‒ nie wprowadzimy dziś podatku pogłównego, bo jest tak prosty, że nie można się w nim optymalizować. Współczesna gospodarka to skomplikowany, pełen wzajemnych powiązań mechanizm. Związki między gospodarkami różnych krajów były i będą. Dlatego system naiwny w swej prostocie, bez możliwości kalibracji, bardzo szybko okazałby się archaiczny.

W projekcie mamy propozycję 40 proc. sankcji przy regulacjach dotyczących klauzuli obejścia prawa podatkowego. Czy w takim razie obecne przepisy nie są skuteczne?

Sankcja, aby była skuteczna, powinna być realna i odczuwalna dla podatnika. Nawiązując do analogii strzelby wiszącej na ścianie: ona na początku może spełniać swoją funkcję, ale ostatecznie musi być możliwość jej skutecznego użycia, jak u Czechowa. By te przepisy działały, powinny zostać wprowadzone realne sankcje. Taki jest projekt, który wysłaliśmy do konsultacji. Liczę na konstruktywne głosy w tej dyskusji.

Dlaczego wprowadzają państwo zmiany w rozliczaniu korzystania z samochodów przez przedsiębiorców?

Ta zmiana, w moim przekonaniu, wpisuje się w upraszczanie systemu podatkowego. Takich regulacji zaproponowaliśmy kilka, ale ta pewnie przebija się najmocniej. Chodzi o to, by niezależnie od tego, z jakich środków kupujemy auto – czy to jest leasing, środki własne przedsiębiorcy czy też kredyt – osiągać podobne efekty podatkowe. Podwyższamy więc limit, jeśli chodzi o odpisy amortyzacyjne z 20 tys. euro do 150 tys. zł, ale chcemy tak samo traktować inne sposoby korzystania z samochodu, np. w drodze leasingu, nie preferując żadnego z nich. W ramach uproszczenia chcemy też zrównać zasady rozliczania z tymi, które już funkcjonują w VAT. Nie ma powodu, aby w VAT co do aut były inne zasady niż w CIT. Nie będzie więc potrzeby tworzenia dodatkowego rejestru dla potrzeb podatku dochodowego. Moim zdaniem nadmierną biurokrację likwidujemy też poprzez zniesienie u przedsiębiorców kilometrówki, której prowadzenie często jest fikcją.

>>> Polecamy:
Fiskus straszy kolejnymi karami za unikanie opodatkowania