Kancelaria premiera podkreśliła w komunikacie, że "rząd francuski pracuje nad hipotezą pozytywnego zakończenia negocjacji", dodając, że "kroki dostosowawcze konieczne będą nawet według tego scenariusza".

W poniedziałkowym przemówieniu na spotkaniu z francuskimi ambasadorami prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że "Brexit to suwerenny wybór, który należy szanować, ale to wybór, który nie może być realizowany kosztem spójności europejskiej. To wybór Brytyjczyków dla nich samych, a nie dla innych".

Choć negocjatorzy obu stron zapewniają, że dążą do uzgodnionego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, wielu francuskich ekspertów twierdzi, że "no deal" (brak porozumienia) to najbardziej prawdopodobny finał oraz, że oprócz niewątpliwych niedogodności dla Brytyjczyków, stanowi on "egzystencjalne niebezpieczeństwo" dla UE.

Beatrice Collot, dyrektor Global Trade and Receivables Finance (GTRF) w banku HSBC, podobnie jak Stowarzyszenie francuskich pracodawców MEDEF, zwraca uwagę, że w wyniku Brexitu "dotknięte zostaną wszystkie firmy europejskie prowadzące interesy ze Zjednoczonym Królestwem".

Nie brak obserwatorów, którzy przekonani są, że konsekwencji politycznych Brexitu dla Europy nie da się przewidzieć. Filozof Paul Thibaud uważa, że "miał rację gen. de Gaulle nie chcąc Anglików we Wspólnym Rynku. Anglia nigdy nie powinna była wchodzić do Unii, gdyż nie czuje się jej częścią".

Inni ubolewają nad "katastrofą", jak określają stratę stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ i jednego z rzadkich w Europie państw utrzymujących potężną armię.

Steve Ohana, profesor prestiżowej paryskiej szkoły handlowej ESCP Europe, zwraca uwagę, że realizacja projektów brytyjskiej premier Theresy May, które tak nie podobają się zwolennikom "twardego Brexitu", pozwoliłaby Wielkiej Brytanii na pozostanie w unii celnej i jednoczesne panowanie nad przepływem migracyjnym. A niechęć do przyjmowania cudzoziemców była, według profesora, zasadniczą przyczyną zwycięstwa przeciwników pozostania w UE.

Problem polega na tym - tłumaczył Ohana w swych artykułach i wystąpieniach telewizyjnych - że jednolity rynek UE opiera się na czterech nienaruszalnych, jak twierdzą jej urzędnicy, zasadach: swobodzie przepływu osób, towarów, usług i kapitału. Nie może być tak, by partnerzy wybierali sobie kąski, które im odpowiadają – zaznaczył ekspert.

Ohana zwrócił uwagę, że układ partnerski ze Szwajcarią, dając jej dostęp do jednolitego rynku, pozwala na zachowanie pewnej kontroli migracyjnych przepływów wewnątrzeuropejskich. Profesor przyznaje jednak, że "Wielka Brytania to nie Szwajcaria" i przypomina, że jej negocjacje z UE "ciągnęły się przez długie lata".

Rzecz w tym - tłumaczy ekspert - że wszelkie ustępstwa wobec "zasady czterech swobód", dla państwa opuszczającego UE, byłyby - jak mówił prezydent Macron - "zwycięstwem przyznanym populizmowi" w egzystencjalnej walce przeciw powrotowi "demonów nacjonalizmu", w której "francuskiej głowie państwa towarzyszą kanclerz Niemiec Angela Merkel i cały brukselski establishment".

Profesor zauważył, że za ustępstwami wobec Londynu opowiedzieli się "tacy europejscy populiści", jak niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer czy "suwerenistyczny rząd włoski". A Sebastian Kurz, kanclerz Austrii, która przewodzi obecnie w Radzie UE, wezwał, by na wypadek porażki rokowań, przedłużyć Wielkiej Brytanii terminy fazy przejściowej.

Ohany nie dziwi ten "konserwatywny sojusz włosko-austriacko-niemiecki", a to dlatego, że zasadniczym punktem niezgody między Londynem a UE jest właśnie sprawa suwerenności w kwestiach migracji.

Profesor przekonany jest, że kryzys migracyjny, jak i sprawa "wojny handlowej" z USA, pokazały, że UE, będąca tworem "techniczno-prawnym", niezdolna jest do rozwiązywania kryzysów natury politycznej. "W perspektywie nienegocjowanego Brexitu interesy narodowe zetrą się ze stanowiskiem Macrona, Merkel i brukselskiej technokracji. I między tymi interesami dojdzie do gwałtownego starcia, które przekształci się w nowy kryzys egzystencjalny UE" – przewiduje prof. Ohana w artykule dla "Figaro Vox", dodatku dziennika "Le Figaro", poświęconego debatom i ideom.

Z Paryża Ludwik Lewin 

>>> Polecamy: Polexit możliwy? Polityczna burza po wypowiedzi Gowina