Projekt ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK) dostał wczoraj zielone światło od rządu. Nie było o nie łatwo, bo ministrowie mieli sporo zastrzeżeń i nie kryli sceptycyzmu. Celował w tym minister energii Krzysztof Tchórzewski, który do końca bronił swoich pomysłów, m.in. dotyczących wyłączenia górników z nowego systemu budowania oszczędności emerytalnych.

– Minister wycofał się ze swoich uwag. Moim zdaniem wyłączenia sektorowe to nie jest dobry pomysł. System powinien być kompleksowy i powszechny, robienie w nim wyłomów stawiałoby jego sens pod znakiem zapytania – mówi DGP minister finansów Teresa Czerwińska.

Teraz nad ustawą pracować będzie parlament. Autorzy już spotykają się z posłami PiS, żeby zapewnić projektowi bezproblemowe przejście przez Sejm. Cel to uchwalić ustawę do końca listopada, bo tylko wtedy jest szansa, że system ruszy zgodnie z planem, czyli 1 lipca przyszłego roku.

– Myślę, że nasze zaplecze polityczne, z którym ten projekt był również konsultowany, poprze go. Najczęściej podnoszona była kwestia kosztów dla najmniej zarabiających. Rozwiązaliśmy ją, wprowadzając niższą składkę na poziomie 0,5 proc. Dlatego jestem dość spokojna, tym bardziej że projekt jest jednym z priorytetów premiera Mateusza Morawieckiego – podkreśla Czerwińska.

Premier po posiedzeniu rządu przekonywał, że bud żetowy wkład do PPK wpisuje ten program do katalogu społecznych inicjatyw obecnej ekipy. Takie prezentowanie go opinii publicznej ma ułatwić zdobycie akceptacji posłów. – W ciągu 10 lat państwo wpłaci na prywatne konta Polaków w PPK ok. 35 mld zł. W ten sposób chcemy zachęcić do oszczędzania – mówił szef rządu.

Opozycja widzi jednak w PPK bardziej pomysł na to, jak wyprowadzić gospodarkę z inwestycyjnej zapaści. – PiS wprowadza, jak zawsze, projekt obciążający finansowo kolejne rządy. Szybko dostarczy jednak trochę pieniędzy na rynek kapitałowy, bo kulejące inwestycje to pięta achillesowa naszej gospodarki – mówi DGP Izabela Leszczyna, poseł PO.

>>> Polecamy: Rząd i prezydent zmienili zdanie. To jednak człowiek odpowiada za zmiany klimatu