Jeszcze mocniej myśl tę wyraził Rokita w krążącej po internecie rozmowie z dziennikarką TVN Justyną Pochanke. Stwierdził, że trzeba było zlikwidować system korporacyjny, oparty na kooptacji, w którym o karierach i awansach sędziów decydują przede wszystkim sami sędziowie. Nowy model przeżyje władzę PiS, dlatego radość z jego zainstalowania powinna przeważać nad niepokojami związanymi z towarzyszącymi temu okolicznościami: wprowadzaniem do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), a potem do Sądu Najwyższego (SN) ludzi miernych albo znajomych ministra Zbigniewa Ziobry. Czy szerzej z wrażeniem, że nowa KRS wyłoniona przez samą prawicę ustawia dobór sądowych kadr pod potrzeby obozu rządzącego.

PO nie przeprowadziła reformy

Rokita dotyka istotnych tematów niewygodnych dla obecnych rzeczników liberalno-lewicowej opozycji. Przypomina, że zwolennikiem przebudowy KRS w duchu „antykorporacyjnym” był kiedyś prof. Andrzej Rzepliński.

Wprawdzie można by spytać, co złego jest w owym systemie korporacyjnym i czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z tak absolutną oligarchizacją wymiaru sprawiedliwości? Chętnie przeczytałbym poświęconą temu fachową debatę, wolną od wygłaszanych przez strony sporu ogólników i przerzucania się pojedynczymi, niechby i bulwersującymi, przykładami sędziów kradnących w sklepach.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.