Od 30 kwietnia osoby, które rozpoczynają działalność albo podejmują ją po upływie co najmniej 60 miesięcy od jej ostatniego zawieszenia lub zakończenia, nie podlegają obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym przez sześć miesięcy (tzw. ulga na start). Flagowy pomysł rządu ma zachęcić do zakładania firm także tych, którzy ze względu na wysokie składki nie legalizowali działalności.

Problem w tym, że konsekwencje nieopłacenia składek (oprócz zdrowotnej) mogą dotknąć nie tylko przedsiębiorcy korzystającego z ulgi na start, ale także jego najbliższych.

Oszczędność bez ochrony

Dotychczas każda osoba podejmująca aktywność zawodową z mocy prawa automatycznie podlegała obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym, nawet jeśli pracodawca „zapomniał” zgłosić pracownika.

– Takie rozwiązanie realizuje konstytucyjne prawo do zabezpieczenia społecznego. Również samo podjęcie działalności gospodarczej oznaczało, że przedsiębiorca był objęty obowiązkowymi ubezpieczeniami społecznymi nawet przed zgłoszeniem jej do ZUS – podkreśla dr Tomasz Lasocki z Katedry Prawa Ubezpieczeń WPiA UW.

Zwraca uwagę, że po wejściu w życie prawa przedsiębiorców zwolnienie z opłacania składek (oprócz zdrowotnej) następuje poniekąd automatycznie.

– Ustawodawca przyjął najwidoczniej, że większość w imię oszczędności nie chce mieć ochrony ubezpieczeniowej – mówi ekspert.

Przedsiębiorca może oczywiście zrezygnować z tego uprawnienia przez dokonanie zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych. Może to zrobić w każdym momencie w ciągu sześciu miesięcy objętych ulgą. Jak zaznacza dr Lasocki, problem jednak w tym, że do momentu, w którym nie dopełni formalności zgłoszeniowych, nie podlega między innymi ubezpieczeniu wypadkowemu.

– Gdy w tym czasie ulegnie śmiertelnemu wypadkowi, jego rodzina nie dostanie renty rodzinnej – podkreśla ekspert.

Poważne skutki

Tomasz Lasocki zwraca uwagę na konsekwencje również dla samego ubezpieczonego.

– Otrzymanie renty z tytułu niezdolności do pracy powstałej w innych okolicznościach niż wypadek przy pracy jest uzależnione między innymi od udowodnienia przez osobę po 30. roku życia co najmniej pięcioletniego stażu składkowego i nieskładkowego. Zdarzają się jednak przypadki osób, które ze względu na wcześniejsze skorzystanie z ulgi na start (która nie wlicza się jako okres nieskładkowy do uprawnień) nie wypełnią tego wymogu – zaznacza dr Lasocki.

Podkreśla, że zaledwie półroczne korzystanie z tej preferencji może pociągnąć za sobą skutki na kolejne pięć lat.

ZUS odpowiada, że przedsiębiorca sam podejmuje decyzję, czy korzysta ze zwolnienia. Deklaruje, że na swojej stronie internetowej przypomina o konsekwencjach (także negatywnych), które się z nim wiążą. Informuje o nich także osoby, które składają pierwsze dokumenty ubezpieczeniowe. W salach obsługi klientów w oddziałach ZUS dostępne są ulotki na ten temat.

Konieczna zmiana przepisów

W ocenie ekspertów to za mało. Tomasz Lasocki uważa, że musi się zmienić konstrukcja ulgi na start.

– Ochrona powinna przysługiwać z mocy ustawy, a rezygnacja może być dopuszczalna tylko przy pełnej świadomości ubezpieczonego. Przedsiębiorca powinien decydować się na skorzystanie z ulgi po otrzymaniu informacji, że miesięczna oszczędność 183 zł oznacza brak ochrony dla niego samego oraz jego rodziny. Podjęcie takiego ryzyka – zwłaszcza wobec tego, że wypadki przy pracy najczęściej zdarzają się początkującym – byłoby przynajmniej świadome – uważa dr Tomasz Lasocki.

Podkreśla, że inna konstrukcja narusza konstytucję. Tę opinię podziela Hubert Hajduczenia, adwokat z DLA Piper.

– Zgadzam się z tymi zastrzeżeniami. Wprowadzenie regulacji, zgodnie z którą do skorzystania z ulgi tego rodzaju konieczne byłoby złożenie odpowiedniego wniosku do organu rentowego, byłoby lepszym, a przynajmniej bezpieczniejszym rozwiązaniem – wskazuje mecenas.

Dodaje, że choć chodzi o osoby prowadzące działalność gospodarczą, które powinny mieć świadomość prawną, najczęściej są to początkujący, dla których normy prawa ubezpieczeń, w tym skutki braku złożenia oświadczenia o chęci odprowadzania składek, mogą być zaskakujące.

Katarzyna Siemienkiewicz z Pracodawców RP zwraca uwagę, że przedsiębiorca dopiero co wchodzący na rynek nie ma jeszcze rozeznania w obszarze obowiązków publicznoprawnych.

– Przy takiej konstrukcji ulgi zachodzi ryzyko, że zostanie pozbawiony świadczeń nieświadomie – mówi.

Podkreśla, że wypadek przy pracy jest zdarzeniem losowym, a pozbawienie startującego przedsiębiorcy zabezpieczenia społecznego nie powinno być zasadą, lecz wyjątkiem realizowanym z pełną zgodą rozpoczynającego działalność. 

>>> Czytaj też: Rząd szuka nowych narzędzi do ściągania podatków. Plany robią wrażenie