Jeśli odpowiedziałeś „tak” przynajmniej na niektóre z tych prostych pytań, to mam książkę w sam raz dla ciebie.

Praca ekonomistki Stanisławy Golinowskiej nie została oczywiście pomyślana jako rynkowy bestseller. Wydała ją Fundacja Batorego w ramach swojej think tankowej działalności. Byłoby jednak z wielką szkodą dla wszystkich, gdyby ta 150-stronicowa książka trafiła tylko na eksperckie półki. Golinowska tłumaczy tu parę fundamentalnych rzeczy na temat współczesnego państwa dobrobytu, które każdy poznać powinien. Zwłaszcza jeśli lubi zabierać głos w niekończącej się dyskusji (w mediach klasycznych, społecznościowych i między ludźmi) o roli państwa w gospodarce i o dzieleniu owoców wzrostu.

Jaki ma być welfare state? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wpierw wiedzieć, jak jest dziś. A jest różnie. Golinowska wychodzi od kanonicznego dla nauk społecznych podziału zaproponowanego jeszcze w latach 90. przez Gøstę Espinga-Andersena. Duńczyk podzielił wtedy realnie istniejące państwa opiekuńcze na trzy typy: liberalny, konserwatywny i socjaldemokratyczny. Ten pierwszy ma wąski zakres redystrybucji na cele społeczne (za to chętnie redystrybuuje środki publiczne w kierunku biznesu). Utowarowienie (praca, mieszkanie) wszystkiego jest znaczne, a świadczenia kierowane są do najbardziej potrzebujących. Tylko żeby broń Boże nie rozleniwiać. Liberalny welfare state rozwinął się najmocniej w świecie anglosaskim. Typ konserwatywny wywodzony jest od Bismarcka i nadal kojarzony z Niemcami. Tu zabezpieczenie społeczne jest rodzajem ubezpieczenia. Uprawnienia do świadczeń nabywa się poprzez pracę (kult etatu). Trzeci, tzw. socjaldemokratyczny model, to tradycyjnie Skandynawia. Z szerokim zasięgiem usług publicznych o charakterze powszechnym (bez kryteriów dochodowych). Opiera się to na wysokich podatkach i wysokim stopniu partycypacji zawodowej mocno wyemancypowanych kobiet.

Ten podział pozwala uporządkować przynajmniej podstawowe kategorie i uciec przed irytującym spłyceniem rozmowy do fałszywej alternatywy oszczędności i rozdawnictwa. Od czasów, gdy Esping-Andersen stworzył swoje trzy modele, minęło jednak sporo czasu. Nakręciła się globalizacja i neoliberalizm zaliczył swój zenit zakończony spektakularnym krachem 2008 r. Ważną rolę odegrało też poszerzenie Unii Europejskiej (albo „starego Zachodu”) o nowe kraje, takie jak Polska. Wszystko to sprawiło, że zachodni welfare state zaczął ewoluować. I właśnie to opisała w swojej książce Stanisława Golinowska.

Pokazała hybrydyzację poszczególnych systemów. I tak w Wielkiej Brytanii po dwóch dekadach „blairyzmu” i „cameronizmu” realizowane jest dziś liberalno-socjalne państwo dobrobytu. Holenderski welfare state jest zaś socjaldemokratyczno-liberalno-konserwatywny. Z kolei Niemcy i Skandynawia (Szwecja, Dania) bronią swoich modeli z zaskakująca skutecznością. A południe Europy? A Wschód wraz z Polską? Golinowska i na te pytania próbuje odpowiedzieć, co czyni jej pracę niezwykle pouczającą. Jeśli możecie, nie przegapcie tej broszury. Bardzo ułatwi wam poważną rozmowę o fundamentalnych dla naszej wspólnoty sprawach.

>>> Czytaj też: Paczos: Gdy upadają niezależne instytucje, upada dobrobyt [OPINIA]