Unia Europejska jest wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika. Niech nas zostawią w spokoju i pozwolą naprawiać Polskę” zaapelował w Leżajsku Prezydent RP Andrzej Duda. „Obrażacie nie mnie, lecz wszystkich Węgrów, przestańcie nas pouczać” – gniewnie brzmiał w Parlamencie Europejskim premier Węgier Viktor Orbán podczas debaty o uruchomieniu procedury, o której mowa w artykule 7 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) – sprawdzanie rządów prawa – wobec jego kraju. Ekipy rządzące obecnie w Budapeszcie i w Warszawie łączy wspólna wizja Unii Europejskiej (UE) z wyraźną preferencją dla luźniejszej formy integracji, niechęcią do emigrantów i jednoczesnym oczekiwaniem, że UE będzie łożyć środki na modernizację ich krajów. Politycy Prawa i Sprawiedliwości (PiS) idą nawet dalej, twierdząc, że wspólnie z Węgrami (i 10 innymi krajami) będziemy budować Trójmorze – związek państw Europy Środkowowschodniej stanowiący przeciwwagę wobec Brukseli i francusko-niemieckiej dominacji w Unii. Na Węgrzech polski pomysł Trójmorza umysłów raczej nie rozpala i rozważa się go wyłącznie, jeśli w ogóle, w kategoriach ekonomicznych. Niemniej łącząca Warszawę i Budapeszt niechęć do UE staje się przyczynkiem od wspomnień romantycznej wizji relacji polsko-węgierskich i kultywowania przekonań o spójności ich geopolitycznych perspektyw. Warto więc zadać dziś pytanie, jak zbieżne są w istocie interesy geopolityczne Budapesztu i Warszawy.

Bratankowie

„Polak, Węgier dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki” – wołali konfederaci barscy w 1772 r., kładąc podwaliny mitu o naturalności przyjaźni polsko-węgierskiej. Historii faktycznie pełna jest dowodów wzajemnej sympatii i prób przeprowadzania wspólnych projektów – zarówno tych szlachetnych, jak i historycznie ryzykownych. Konfederaci barscy byli wdzięczni Węgrom za udzielenie im azylu politycznego w Szepesség, czyli dzisiejszym Spiżu. Międzywojenna Polska była jednym z nielicznych państw, które nie ratyfikowały układu z Trianon z 1920 r., pozbawiającego Węgrów dwóch trzecich terytorium. Trianon jest największą bodaj traumą Madziarów. To dziedzictwo jest główną przyczyną znanego powszechnie dziejowego pesymizmu Węgrów. Sanacyjna Polska i Węgry Horthyego brały udział w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 r., licząc na powrót do wspólnej granicy na obszarze należącej wówczas do Słowacji Rusi Zakarpackiej – o tym ani w Warszawie, ani w Budapeszcie raczej się dziś nie pamięta. Zarzewiem węgierskiego powstania w 1956 r. była demonstracja poparcia dla antystalinowskiej odwilży w Polsce. Polacy zaś godzinami stali w kolejkach, by oddać krew dla walczących Węgrów. W szarych latach 80. poprzedniego wieku wysiadający z pociągów na dworcu Keleti Polacy ochoczo zaopatrywali się w baterie dezodorantów Bac – uważanych wtedy w Polsce za powiew Zachodu. Za to pozbawieni dostępu do morza Węgrzy chętnie przyjeżdżali nad Bałtyk.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP