Logowanie / Rejestracja
Logowanie do e-Dziennik Gazeta Prawna

Jeżeli nie posiadasz konta w
serwisie zarejestruj się tutaj

forsal.pl - Giełda Waluty Finanse

statystyki

A może warto otworzyć tartak?

21 lipca 2009, 13:12
  • 0
  • Drukuj

Prowadzenie działalności na rynku drzewnym to ciągła walka o surowiec. Mimo to wciąż można znaleźć dochodową niszę w tej branży. Ponad 1/4 powierzchni naszego kraju stanowią lasy. To nasze dobro narodowe, z którego korzysta niemal 8 tys. przedsiębiorstw. Wydawałoby się więc, że rozpoczęcie działalności w przemyśle drzewnym zagwarantuje nam prosperity w biznesie.



Najciekawsze pomysły na prywatny biznes w serwisie "Praca na własnym".

Niestety, nie jest to jednak łatwy kawałek chleba. Paradoksalnie największym problemem branży jest bowiem dostęp do surowca. Braki drewna zmuszają czasem wiele firm do kilkumiesięcznych postojów produkcyjnych, w ekstremalnych przypadkach do zamknięcia działalności.

Silna konkurencja zagraniczna

– W minionym roku w branży działało około 7800 firm. Dziś przerabiających drewno jest już mniej. Z naszych ustaleń wynika, że działania zaprzestało lub obecnie rozważa taką ewentualność około 1 tys. przedsiębiorstw – mówi Sławomir Wrochna, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego (PIGPD).

Szacuje się, że w branży tartacznej bezpośrednich klientów Lasów Państwowych (LP) jest blisko 6,5 tys. firm. W większości są to małe przedsiębiorstwa o zasięgu lokalnym. Według PIGPD firm, które przemysłowo przecierają drewno, czyli są poważnymi klientami LP, jest około 1 tys.

– Pozostali to małe firmy, głównie rzemiosło, które biorą śladowe ilości surowca z lasów – tłumaczy Sławomir Wrochna. Mają one wielki problem z pozyskaniem drewna z LP. – Rynek jest bardzo trudny. Polskie tartaki przegrywają w dostępie do surowca, którego notorycznie na rynku brakuje, z firmami z zagranicy – przyznaje Andrzej Kowalewski, prowadzący zakład w Kotlinie Kłodzkiej.

Rentowność firm bliska zeru

Według Sławomira Wrochny prowadzona przez LP gospodarka marginalizuje nasz przemysł w skali świata. – W Kanadzie, Japonii, Chinach czy Stanach Zjednoczonych biją nas na głowę. Tam można kupić surowiec za 50 dol., a wyrób sprzedaje się za 450 dol. Tartaki tam więc świetnie prosperują, bo mogą liczyć na dziewięciokrotną przebitkę. Tymczasem u nas nie można uzyskać nawet trzykrotnej – podkreśla szef PIGPD. Eksperci podkreślają, że problemem jest też niekorzystna struktura własności polskiego przemysłu.

– Tak zwany przemysł wielki, czyli produkcja płyt i papieru, który jest w rękach kapitału obcego, to bardzo poważny klient Lasów Państwowych. I on ma rentowność dwucyfrową. Dla porównania polski słaby, rozdrobniony przemysł tartaczny zawsze oscylował blisko zera. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ostatniej dekadzie tylko przez dwa lata mieliśmy sytuację, gdzie średnio rentowność rodzimych firm była powyżej zera – dodaje Sławomir Wrochna.

Rentowność ta w branży rzadko przekraczała jednak 5 proc. – Na przykład w ubiegłym roku byliśmy nawet na minusie – przyznają w PIGPD. Średnia płaca pracowników tartacznych w Polsce znajduje się poniżej poziomu 2 tys. zł netto. Właściciele tartaków (małych i średnich) mogą liczyć zazwyczaj na 2–4 razy większe zyski.

Kosztowne maszyny

– To, ile wydamy na start, zależy od tego, czy chcemy prowadzić biznes na dużą skalę, czy może myślimy o małym zakładzie przeróbki drewna – mówi Jarosław Czarnik, właściciel portalu tartaki.com.pl. Eksperci twierdzą, że wchodzący dopiero na ten rynek, przedsiębiorcy powinni zainwestować w urządzenia kilkuletnie, z czasem – gdy interes rozwinie się – mogą kupować nowe, zachodnie maszyny. Według Jarosława Czarnika na początek może wystarczyć najprostszy trak.

– Taką maszynę można kupić już za 20 tys. zł – tłumaczy. Większe tartaki na to podstawowe narzędzie wydają jednak pięć, a często nawet siedem razy więcej. To spory wydatek, tym bardziej że w dużych przedsiębiorstwach potrzeba zazwyczaj kilka traków, zarówno stacjonarnych, jak i mobilnych. Jak zaznacza nasz rozmówca, to jednak nie wszystkie wydatki.

– Warto bowiem zainwestować w obrzynarkę i strugarkę – dodaje. Za takie używane urządzenia zapłacimy co najmniej 15–20 tys. zł. Dodatkowo tartak powinien być wyposażony w odciąg do trocin (kilkunastoletni za ok. 9 tys. zł), wózek widłowy, ostrzarkę do noży. W sumie powinniśmy zmieścić się w około 70 tys. zł. To jednak absolutne minimum. Uruchomienie tartaku z prawdziwego zdarzenia jest jednak znacznie droższe. Przyda się bowiem choćby ładowarka do transportu okrąglaków i tarcicy. A to spory koszt, rzędu 300 tys. zł.

Najciekawsze pomysły na prywatny biznes w serwisie "Praca na własnym".



Źródło:GP/forsal.pl
  • 0
  • Drukuj

Najnowsze komentarze:

    Forsal.pl | Najnowsze artykuły

    Tylko na Forsal.pl

    Infografiki, wykresy, mapy

    wszystkie »

    Finansopedia forsal.pl

    popularnenajnowsze