W formie zaliczek wypłaciliśmy firmom, które dostały dotacje, 110 mln zł – mówi Monika Karwat-Bury, rzecznik prasowy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Dodaje, że jest to ok. 25 proc. pieniędzy (430 mln zł), które do tej pory trafiły do przedsiębiorców. Najczęściej sięgają po nie małe firmy, które mają problem z uzyskaniem kredytów bankowych.

Zaliczki dla przedsiębiorców korzystających z unijnych dotacji zostały wprowadzone wiosną tego roku. Miały być odpowiedzią rządu na zaostrzenie polityki kredytowej przez banki. Przed ich wprowadzeniem firmy musiały brać kredyty pomostowe. Unijne pieniądze płynęły do nich dopiero po zakończeniu inwestycji.

Początkowo zaliczki cieszyły się niewielkim zainteresowaniem. W czerwcu PARP informowała, że wypłaciła ich zaledwie 9 mln zł.

Zdaniem Marzeny Chmielewskiej, dyrektora Departamentu Funduszy Strukturalnych w PKKP Lewiatan, przedsiębiorcy na nowo zwrócili uwagę na zaliczki w lipcu, kiedy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zdecydowało się na uproszczenie przepisów.

– Resort zdecydował się na zliberalizowanie wymagań, dotyczących zabezpieczeń. Dzięki temu dostęp do zaliczek stał się dla firm darmowy – tłumaczy Marzena Chmielewska.

Wcześniej, by móc skorzystać z zaliczki, firma musiała wykupić zabezpieczenie (np. poręczenie lub gwarancje bankowe), płacąc za to instytucjom finansowym nawet równowartość kilku procent unijnej dotacji. To powodowało, że przedsiębiorcy rezygnowali z możliwości wcześniejszego sięgnięcia po pieniądze z UE. Obecnie w zdecydowanej większość przypadków wystarczy tylko darmowy weksel in blanco.

Resort rozwoju regionalnego zapowiada kolejne uproszczenie w dostępie do zaliczek. Jak mówi Aleksandra Pruska z MRR, od 2010 roku przedsiębiorcy nie będą musieli zwracać zaliczek, których nie udało im się wydać do końca roku.