MARIUSZ GAWRYCHOWSKI

Dlaczego Państwo zdecydowali się skorzystać z unijnych dotacji? Czy droga po nie w Państwa ocenie była trudna?

ELŻBIETA GĄSIOROWSKA

Zdecydowaliśmy się z mężem sięgnąć po unijną dotację na rozwój naszej firmy, bo chcieliśmy sprawdzić, czy można ją dostać. Teraz możemy powiedzieć: dotacje są dostępne dla każdej firmy; nawet tej, która nie ma wcześniejszych doświadczeń w staraniach o unijne pieniądze. Trzeba jednak być świadomym, że wymaga to dużo pracy i wypełnienia konkretami całej dokumentacji konkursowej.

Jeśli ktoś ma duszę księgowego, może sam postarać się to zrobić. My skorzystaliśmy z pomocy firmy doradczej, która dla nas przygotowała wniosek o wsparcie z funduszy unijnych z mazowieckiego regionalnego programu operacyjnego. Jednak należy pamiętać, że skorzystanie z usług doradców nie zwalnia przedsiębiorcy z obowiązku pracy nad swoim projektem. Sami opisaliśmy naszą inwestycję we wniosku, bo oceniliśmy, że jesteśmy w stanie zrobić to najlepiej. W końcu to nasza firma i nasz projekt inwestycyjny.

ARKADIUSZ FENICKI

Droga po unijne dotacje wcale nie jest taka prosta. Dwa razy próbowaliśmy samodzielnie aplikować o dotacje, ale dwukrotnie nasze próby zakończyły się niepowodzeniem. Dopiero gdy wynajęliśmy firmę doradczą, to z jej pomocą udało nam się zdobyć dotację.

Moim zdaniem cała procedura dostępu do unijnych środków jest skomplikowana. Radzę firmom, które myślą o zdobyciu dotacji, dobranie sobie dobrego doradcy. Staraliśmy się o pieniądze w trzech kolejnych konkursach i muszę podkreślić, że w każdej kolejnej edycji dochodziło do istotnych zmian w wymaganiach stawianych przed firmami. Jeśli ktoś nie śledzi ich na bieżąco, to naraża się na popełnienie dużej ilości błędów.

W naszym przypadku nie zauważyliśmy, że zmieniły się zasady punktowania eksportu w firmie. W pierwszym naborze dostawało się punkty za eksport, który firmy już realizują, w drugim natomiast za rozwój eksportu w przyszłości. Zagapiliśmy się i wypełniliśmy wniosek tak, jakby to była pierwsza edycja.

W każdym naborze jest inna skala trudności. W pierwszym preferowane były małe i średnie firmy; w drugim duże przedsiębiorstwa. Firma, która uzyskała dobry wynik w drugim naborze, ale nie dostała wsparcia, bo zabrakło pieniędzy, na pewno uzyskałaby dotację w pierwszym konkursie. Z moich doświadczeń wynika jedna rzecz: konieczna jest pomoc dobrej firmy doradczej. Sam przedsiębiorca ma marne szanse, by spełnić wszystkie stawiane przed nim wymagania.

KRZYSZTOF KRYSTOWSKI

Ubieganie się o unijną dotację to dla początkującego przedsiębiorcy coś pomiędzy pisaniem pracy naukowej a graniem w totolotka. Dobre napisanie wniosku jest tak samo trudne jak napisanie pracy, a szanse na wygraną trochę większe niż w totolotku. Sam wniosek nie jest aż tak skomplikowany, jeśli ma się już jakieś doświadczenie, ale zgadzam się, iż jest to praca specyficzna i warto skorzystać z usług kogoś, kto na co dzień zajmuje się staraniem o dotacje.

Jednak najważniejsza jest inna rzecz. Przedsiębiorca powinien zrozumieć, że starając się o wsparcie ze środków unijnych, ma do czynienia z administracją publiczną. Kryteria naszych partnerów z administracji są zupełnie inne niż nasze, czyli osób, które prowadzą biznes. W biznesie najważniejszy jest cel, który chcemy osiągnąć. Dla administracji najważniejsze są formalności. Nawet najlepszy projekt, jeśli zostanie opisany na skróty, nie ma żadnych szans, by przekonać urzędników.

Zgadzam się także z tym, iż firma doradcza nie napisze za nas wniosku. Musimy w ten proces sami włożyć dużo pracy, nakierować ją, dostarczyć wszystkich niezbędnych informacji, tym bardziej że otrzymanie dotacji nie jest proste.

A wszystko przez liczbę chętnych. Wartość składanych przez firmy wniosków o wsparcie kilkakrotnie przekracza ilość dostępnych pieniędzy. Jednak to, że pieniędzy jest mniej niż chętnych, nie powinno odwodzić przedsiębiorców od starania się o unijne dotacje. Jeśli ktoś nie dostał za pierwszym razem, powinien starać się jeszcze raz. Koszty przygotowania wniosku dla średniej lub dużej firmy nie są wcale aż takie duże. Dlaczego nie skorzystać ze wsparcia, które jest dostępne i jest olbrzymią szansą na szybszy rozwój dla każdej firmy? W końcu te pieniądze są dla nas.

MARIUSZ GAWRYCHOWSKI

Przedsiębiorcy oceniają, że droga po dotacje jest trudna i muszą korzystać z usług firm doradczych. Czy podobnie ocenia to administracja?

ALEKSANDRA PRUSKA

Mamy środki publiczne; pieniądze podatników. Ich wydawaniem rządzą przepisy dotyczące finansów publicznych i pomocy publicznej oraz prawo wspólnotowe. Dlatego swoboda przy tworzeniu procedur jest mocno ograniczona. Staramy się identyfikować i likwidować bariery, na które napotykają przedsiębiorcy w dostępie do funduszy unijnych. Stąd zmiany w kolejnych edycjach konkursów. Odnosząc się do zapotrzebowania na pieniądze: jest ono wysokie, ale nie we wszystkich działaniach. Działanie 4.4. w programie Innowacyjna Gospodarka cieszy się olbrzymią popularnością beneficjentów. Zdajemy sobie z tego sprawę i dlatego w ostatnich konkursach zwiększaliśmy budżety. To nasza reakcja na zapotrzebowanie na środki ze strony firm.

BOŻENA LUBLIŃSKA-KASPRZAK

Nie wszystkie unijne dotacje mogą sprawić trudności przedsiębiorcom. Na przykład Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości dysponuje środkami w Działaniu 8.1 w programie Innowacyjna Gospodarka. Procedury dostępu do tych dotacji na e-biznes są bardzo proste i nie sprawią trudności żadnemu przedsiębiorcy. Dlatego nie muszą oni korzystać z firmy doradczej. To wsparcie jest przeznaczone dla firm, które dopiero zaczynają i dlatego można w tym działaniu dostać mniejsze wsparcie: maksymalnie milion złotych.

Ale nie są to działania o charakterze innowacyjnym. Dostęp do tego rodzaju wsparcia musi być bardziej skomplikowany. Musimy mieć solidne podstawy do oceny składanych wniosków.

Wróćmy do postawy funduszy strukturalnych. To nie jest tak, że my dbamy tylko o formalności, a przedsiębiorcy o cel. Fundusze strukturalne także mają swój cel. W przypadku programu Innowacyjna Gospodarka chodzi o podniesienie konkurencyjności i innowacyjności całej polskiej gospodarki. Ten cel jest widoczny na poziomie programu, na poziomie poszczególnych priorytetów i na poziomie konkretnych działań. I ten cel powinien być realizowany przez każdą pojedynczą inwestycję, która dostała dotacje. To powoduje, że każdy projekt jest obudowany kryteriami, które musi spełnić. Czasami mogą one denerwować przedsiębiorców, ale służy to podniesieniu konkurencyjności całej gospodarki, a nie tylko jednej firmy. Dlatego też im większa dotacja, tym więcej kryteriów i wymagań i tym bardziej skomplikowana procedura. Im większa dotacja, tym większe formalności.

Przedsiębiorcy coraz lepiej radzą sobie z przygotowaniem wniosków, nawet jeśli chodzi o duże, innowacyjne projekty. Świadczy o tym to, że coraz mniej wniosków odpada w konkurach na ocenach formalnych. Tak więc nie można mówić, że unijne dotacje to totolotek. Szansa jest o wiele większa. W ostatnich konkursach unijne wsparcie dostawała co piąta firma, która złożyła u nas wniosek.

ELŻBIETA GĄSIOROWSKA

Sporym ułatwieniem dla przedsiębiorców jest możliwość poprawienia błędów formalnych. Nasza firma dostała pismo, w którym urząd poinformował nas, że zrobiliśmy aż 10 błędów formalnych w naszym wniosku. Zaczęłam się wówczas zastanawiać, co by było, gdybyśmy ten wniosek wypełniali samodzielnie. Na pewno liczba błędów byłaby większa. Dobrze, że można je poprawiać, szczególnie, że duża część tych błędów to drobne pomyłki.

Mam jeszcze jedną radę dla przedsiębiorców, którzy dopiero myślą o unijnych dotacjach: na początek twórzcie jak najprostsze wnioski. Nasz projekt polega na zakupie dwóch maszyn i oprogramowania. Taka inwestycja jest łatwa do przygotowania, przeprowadzenia, rozliczenia i skontrolowania. Na początek nie ekscytowałbym się tym, że można dostać olbrzymie kwoty. Najpierw trzeba się skupić na dobrym przygotowaniu projektu, potem go zrealizować, a na końcu rozliczyć.

KRZYSZTOF KRYSTOWSKI

W naszym wniosku także mieliśmy drobny błąd formalny, który pokazuje, że jeszcze wiele jest do zrobienia w obszarze dotacji. Otóż na jednej z kilkudziesięciu stron dokumentacji zabrakło mojej parafki...

ARKADIUSZ FENICKI

Wszyscy narzekają na te unijne dotacje, ale ja z czystym sumieniem muszę stwierdzić, ze dziś łatwiej jest dostać pieniądze niż kilka lat temu. Procedury są także o wiele bardziej przyjazne.

Jedną z najważniejszych zmian była zmiana podejścia urzędników do tzw. montażu finansowego inwestycji. Na początku dotacje dostawało się w całości po zakończeniu projektu. To powodowało, że firma musiała wziąć kredyt lub finansować projekt z własnej kieszeni. Bardzo mocno ograniczało to dostęp do unijnych dotacji małym firmom, które nie miały ani środków własnych, ani też zdolności kredytowej. Od 2008 roku pieniądze unijne można dostać w transzach na podstawie harmonogramu. Dzieli się inwestycje na etapy i po zakończeniu każdego z nich dostaje się część pieniędzy. Dziś można dostać pieniądze przed rozpoczęciem inwestycji – chodzi o zaliczki. Dzięki nim nawet 95 proc. dotacji można dostać z góry. Jeśli inwestujemy w województwie, które cieszy się maksymalnym poziomem dofinansowania, to wystarczy mieć nieco ponad 30 proc. środków, by spokojnie zrealizować projekt. Jest to rzecz bezcenna.

Długo czekaliśmy na zaliczki, ale w końcu mamy do nich dostęp. Oczywiście z nimi także są problemy. Niedawno wystąpiliśmy o zaliczkę, jeszcze jej nie dostaliśmy, a już urzędnicy pytają się nas, czy ją wykorzystamy do połowy listopada. Jeśli nie, to musimy ją zwrócić. Rozumiem jednak, że wynika to z przepisów żywcem przeniesionych z sektora publicznego. Jeśli w tym zakresie są planowane jakieś ułatwienia, to z chęcią chciałbym o nich usłyszeć.

MARIUSZ GAWRYCHOWSKI

W jaki sposób administracja planuje ułatwić drogę firm po unijne dotacje?

ALEKSANDRA PRUSKA

W Ministerstwie Rozwoju Regionalnego został w ubiegłym roku powołany zespół do spraw uproszczeń. Jego celem jest identyfikacja barier, paradoksów prawnych oraz wypracowywanie rekomendacji zmian. Zespół ma trzy grupy robocze, z których jedna zajmuje się wsparciem dla przedsiębiorców w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka i w ramach regionalnych programów operacyjnych. Ten zespół wypracował szereg rekomendacji, z których jedną było wprowadzenie zaliczek dla przedsiębiorców. Wcześniej mogli oni korzystać z tego rozwiązania w bardzo ograniczonym zakresie, praktycznie wyłącznie przy dotacjach na badania naukowe.

Wprowadzenie zaliczek nie było sprawą łatwą, bowiem wymagało zmian prawnych. Początkowo zaliczki nie cieszy się tak dużym zainteresowaniem, jakiego byśmy oczekiwali, dlatego zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie kolejnych zmian prawnych. W lipcu zmieniliśmy przepisy, usuwając konieczność wnoszenia innych niż weksel in blanco zabezpieczeń zaliczki przy kwocie dotacji poniżej 10 mln zł. To rozwiązanie było krytykowane przez przedsiębiorców, którzy wskazywali, że podraża dostęp do zaliczek.

To jednak nie koniec zmian. Jeśli ktoś dostał dotację powyżej 10 mln zł, to ze środków unijnych może sfinansować sobie koszty zabezpieczeń. Od 1 stycznia szykuje się kolejne ułatwienie w zakresie zaliczek. Chodzi o zmianę ustawy o finansach publicznych, która wprowadza poważne i istotne zmiany w sposobie wypłaty dotacji. Środki pochodzące z funduszy strukturalnych nie będą już rządzić się regułami dotyczącymi finansów publicznych. Dzięki temu nie trzeba będzie zwracać zaliczek w części pochodzącej z budżetu Unii Europejskiej. Chodzi oczywiście o 85 proc. środków, które składają się na dotacje i pochodzą z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Nie dotyczy to pozostałych 15 proc., które dokłada budżet państwa. Ale to już zmartwienie nasze, urzędników. Dla przedsiębiorców oznacza to dobrą informację: niewykorzystanych zaliczek nie trzeba będzie zwracać na koniec roku.

BOŻENA LUBLIŃSKA-KASPRZAK

Rzeczywiście przedsiębiorcy bardzo nieśmiało podeszli do zaliczek. Podejrzewam, że najpierw analizowali przepisy i zastanawiali się, jakie korzyści i zagrożenia wynikają dla nich z systemu zaliczkowego. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości wdrożyła zaliczki już w kwietniu, czyli niedługo po wejściu w życie rozporządzenia. Jednak dopiero po lipcowych zmianach system się rozruszał i obecnie wypłacamy coraz więcej zaliczek. Jest to już 25 proc. płatności, które dokonują się na rzecz firm w ramach programu Innowacyjna Gospodarka. Wypłaciliśmy już prawie 90 mln zł i zainteresowanie zaliczkami coraz bardziej rośnie.

MARZENA TYMIŃSKA-ŁADZIAK

Bank Gospodarstwa Krajowego nie ma typowych dotacji dla przedsiębiorców. Dysponujemy bardzo innowacyjnym produktem, w którym szansa na otrzymania wsparcia po spełnieniu wszystkich wymogów wynosi 100 proc. Mówię o kredycie technologicznym, na który dostaliśmy prawie 410 mln euro ze środków unijnych. Te środki są do dyspozycji przedsiębiorstw pod warunkiem, że chcą one inwestować w nowe technologie. Ponieważ jest to kredyt, firma musi mieć także zdolność kredytową. Premię technologiczną, czyli umorzenie części kredytu, otrzymuje się od nas po zakończeniu inwestycji, ale już w momencie składania wniosku o kredyt przedsiębiorca ma pewność, że jego dostanie.

Jeśli chodzi o naszą rolę w zapewnieniu finansowania po 1 stycznia 2010 r., to obecnie BGK przygotowuje się do przyjęcia na siebie nowych zadań. Mam nadzieję, że obsługa beneficjentów będzie sprawna, a włączenie do niej banku przyśpieszy wypłatę środków.

KRZYSZTOF KRYSTOWSKI

Korzystaliśmy z kredytu technologicznego w jego poprzedniej edycji. Boleję nad tym, że według nowych zasad już nie możemy tego robić. Pani powiedziała, że wystarczy spełnić kryteria formalne i jedno z tych kryteriów eliminuje wszystkie duże firmy z ubiegania się o kredyt. Mogą o niego ubiegać się tylko małe i średnie przedsiębiorstwa. W mojej ocenie jest to błędne podejście. Łatwo komuś nakleić łatkę, że jest duży i może sobie poradzić sam. Dodatkowo, żeby być dużym, nie trzeba wcale zatrudniać 250 pracowników. Wystarczy, że jest się kontrolowanym przez dużą firmę. Odcięcie tej grupy od możliwości korzystania z dotacji na rozwój technologiczny jest nieefektywne z punktu widzenia celu, o którym wcześniej była mowa.

Badania jasno wskazują, że najwięcej rozwiązań innowacyjnych jest tworzonych przez duże przedsiębiorstwa. Szkoda, że nie będą mogły one wspierać się środkami z kredytu technologicznego. Mam swoją hipotezę, dlaczego tak się stało. Kredyt technologiczny nie został notyfikowany w Komisji Europejskiej, co automatycznie wykluczyło dużych. Dlaczego duże przedsiębiorstwa są dyskryminowane?

ALEKSANDRA PRUSKA

Kredyt technologiczny jest regulowany ustawą i dlatego nie musiał być notyfikowany jako program pomocowy w Komisji Europejskiej. Tak więc teoretycznie duże przedsiębiorstwa mogłyby z niego korzystać. Są jednak wyłączone, bo to wynika z konstrukcji programu Innowacyjna Gospodarka, który był negocjowany z Komisją Europejską.

Bruksela wymogła na nas parytet podziału środków. Minimum 65 proc. pieniędzy musi trafić do małych i średnich przedsiębiorstw, reszta może pójść do dużych. Ma to swoje bezpośrednie przełożenie na kształt poszczególnych priorytetów i działań. Skierowaliśmy do dużych firm tyle pieniędzy, że kredyt technologiczny musiał zostać ograniczony tylko do sektora MSP.

KRZYSZTOF KRYSTOWSKI

Moim zdaniem zarówno strona rządowa, jak i przedsiębiorcy powinni wspólnie pochylić się nad całą strukturą wydawania środków unijnych i pokusić się nie tylko o kolejne uproszczenia, ale także o dyskusję o charakterze strategicznym. Musimy wspólnie poszukać odpowiedzi na pytanie: czy obowiązujący model wydawania środków unijnych służy temu celowi, o którym mówiliśmy. Czy dzięki funduszom unijnym nasza gospodarka staje się bardziej konkurencyjna?

Zbliżamy się do połowy okresu wdrażania środków na lata 2007–2013 i większość z nich została już rozdzielona. To ostatni moment na refleksję nad tym, czy pieniądze idą na takie projekty, które przyniosą korzyść całej gospodarce, a nie tylko pojedynczym firmom. Tęsknię za rozwiązaniami, które w większym stopniu wciągałyby przedsiębiorców albo ich organizacje do udziału w podziale środków unijnych. Moja firma bierze udział w unijnym programie dla sektora lotniczego, który jest finansowany z 7. Programu Ramowego. Jest to 1,7 mld euro dla całej branży w UE. Te środki nie są dzielone w konkursach organizowanych przez jakieś urzędy, które są zasypywane tysiącami wniosków od firm. Przemysł i nauka musiały same się zorganizować i wspólnie zarządzać tymi pieniędzmi. W zespole zarządzającym programem są nie tylko przedstawiciel KE czy państw członkowskich, ale także przedsiębiorcy i jednostki naukowo-badawcze.

Sądzę, że w kwestii wykorzystywania środków unijnych jesteśmy coraz bardziej doświadczeni i przydałby się w Polsce podobny program skierowany do kluczowych branż gospodarki. Dzięki temu zmienilibyśmy skalę działania. Moja inwestycja, która zakłada wdrożenie unikalnej światowej technologii i jest największą inwestycją w Działaniu 4.4 w programie Innowacyjna Gospodarka, nie powinna bezpośrednio konkurować z projektami, których innowacyjność jest bardzo wątpliwa.

Filmową rejestrację debaty można obejrzeć na stronie: http://forsal.pl/fundusze-europejskie