WujekJurek: Kto ma ostateczny głos w sprawie terminów przyjęcia euro i jaka w całej procedurze jest rola NBP?

Paweł Kowalewski: Decyzja powinna odbywać się w tzw. kwartecie, w którego skład wchodzą Ministerstwo Finansów, Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i NBP. Rola NBP będzie na pewno konstruktywna, a w imieniu Ministerstwa Finansów nie chcę się wypowiadać. 

Ekspert: Czy nie uważa pan, że do raportu NBP o kosztach i korzyściach ze strefy euro nie powinien zostać dopisany nowy rozdział o skutkach przyjęcia euro w złym okresie koniunktury. Jak bardzo to ważne, widać chyba doskonale na przykładzie Słowacji?

Paweł Kowalewski: Uważam raport za zamknięty. Natomiast zgadzam się, że istnieje potrzeba monitorowania procesów gospodarczych, zachodzących zarówno w Polsce, jak i całej UE. Taki monitoring jest prowadzony w NBP. Natomiast od zarządu banku centralnego będzie zależeć, kiedy i w jakiej postaci nasze badania będą upublicznione. Równocześnie NPB prowadzi szeroko zakrojoną akcję mającą na celu wyjaśnianie wszelkich wątpliwości i odpowiadanie na pytania związane ze wszystkimi kwestiami dotyczącymi wejścia do strefy euro.

NowyQwalsky: O tym, że sytuacja Słowacji po przyjęciu euro nie wygląda najlepiej, wiadomo. Ale jak sobie radzą Słowenia, Malta i Cypr, które przyjęły euro wcześniej?

Paweł Kowalewski: Spośród wyżej wymienionych krajów należy wyróżnić dwie podgrupy. Pierwsza, w skład której wchodzą Malta i Cypr, to państwa, które nie musiały przechodzić przez transformację gospodarczą. W drugiej podgrupie jest Słowenia, która – podobnie jak Polska – musiała przejść transformację. Jednak należy pamiętać, że Słowenia jest krajem o najwyższym współczynniku PKB per capita spośród nowo przyjętych do Unii Europejskiej państw, co na pewno w sposób znaczący odróżnia ją od reszty krajów przechodzących transformację gospodarczą. 

Jednak mimo dobrej pozycji wyjściowej Słoweńcy mieli na początku swojego członkostwa w strefe euro duże problemy z inflacją. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy był stosunkowo wysoki poziom regulacji gospodarki słoweńskiej (czyli środowisko, w którym działa wiele przedsiębiorstw, było niewystarczająco konkurencyjne). Wspomniane problemy strona europejska często wytykała w swoich raportach na temat Słowenii.

NBP śledzi doświadczenia tych trzech krajów, niemniej jednak nie można zapominać, że łączna populacja tych trzech krajów nie przekracza populacji aglomeracji Górnego Śląska, dlatego też podchodzimy do tych doświadczeń z należytym dystansem.

Pikador: Czy fakt, że Słowacja jest w recesji, nie jest dowodem, że euro dla państw o słabo rozwiniętej gospodarce jest zabójcze?

Paweł Kowalewski: Należy podchodzić z dużą dozą ostrożności do tezy, w myśl której euro jest jedynym sprawcą recesji na Słowacji. W przeciwieństwie do polskiej gospodarki słowacka jest otwarta i w dużo większym stopniu uzależniona od handlu zagranicznego. Jak państwo wiedzą, jednym z głównych przejawów obecnego kryzysy było i jest załamanie się handlu zagranicznego.

Inna sprawą jest pytanie, czy euro nie pogłębiło tendencji recesyjnych i czy też nie opóźni procesu wychodzenia tejże gospodarki z recesji. Jest jednak chyba jeszcze za wcześnie, by móc w sposób kategoryczny odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie.

marro: Czy nie jest tak, że jednak pierwsze skrzypce w sprawie euro będzie grał rząd? To od niego zależy przecież wielkość deficytu, czyli spełnienie kryterium fiskalnego. Na ile realne są – według pana – plany ograniczenia deficytu do 3 proc. PKB w 2012 roku?

Paweł Kowalewski: W sposób pośredni ma pan na pewno rację, gdyż początek i przebieg naszych negocjacji odnośnie do członkostwa w strefie euro będzie zależeć od postawy rządu oraz jego starań w ograniczaniu deficytu fiskalnego. Nie zmienia to faktu, że rola wcześniej wspomnianego kwartetu w sprawie przyjęcia euro przez nasz kraj będzie dominująca.

Jako pracownikowi NBP jest mi niezręcznie oceniać projekcje rządowe. Mimo wielu obaw odnośnie do tego, co może się wydarzyć w najbliższych latach, chciałbym podkreślić, że w niczyim interesie leży to, aby rządowi nie wyszło. Ewentualne fiasko starań rządowych będzie oznaczało zapewne wyższe podatki dla nas wszystkich, zarówno dla pana, jak i dla mnie.

Andrzej: Jaka jest szansa na przyjęcie euro bez poważnych zmian w naszych finansach publicznych?

Paweł Kowalewski: Sądzę, że takie pytanie powinno być skierowane do rządu, a nie do banku centralnego. To w końcu rząd jest odpowiedzialny za pieniądze publiczne.

NBP jednak uważa, że jednym z niezbędnych warunków wejścia Polski do strefy euro jest przeprowadzenie reform strukturalnych w różnych dziedzinach naszej gospodarki, a jedną z nich są oczywiście finanse publiczne.

Jerzy: Przy wspólnej walucie człowiek nie będzie miał 4 tys. zł do wydania, tylko 1 tys. euro, a więc pozornie mniej. Jak pan ocenia, czy taka sytuacja będzie miała wpływ na to, że wszyscy stwierdzą, że euro spowodowało drożyznę?

Paweł Kowalewski: Nie sądzę, aby sama operacja zamiany waluty wywołała drożyznę. Przecież nie tylko nasze wynagrodzenia ulegną redukcji, ale również ceny. Rozumiem jednak, że chodzi panu o tzw. efekt cappuccino, czyli zaokrąglanie cen w górę w chwili wprowadzenia euro do obiegu. O efekcie cappuccino można dużo mówić, w jednych krajach był on silniejszy, w innych słabszy. Jego siła zależeć będzie od wielu czynników, w tym od otoczenia w danej gospodarce. Na Słowacji był on niewielki, co wynikało stąd, że w deflacyjnym otoczeniu podnoszenie cen przez sprzedawców byłoby właściwie samobójczym posunięciem. Nikt jednak nie wie, w jakim otoczeniu my będziemy wprowadzać euro.

Jerzy: Jak, według pana opinii, powinna zostać uregulowana sprawa kredytów? Czy zasady ich przeliczania na euro powinny zostać zapisane w prawie, czy też należy to zrobić na zasadzie umowy między bankiem a klientem?

Paweł Kowalewski: Sądzę, że jest to dobre pytanie do Komisji Nadzoru Finansowego. Osobiście uważam, że ewentualne zmiany w prawie powinny zostać tak przeprowadzone, aby nie ucierpiał na tym interes kredytobiorców. Równocześnie te same przepisy nie mogą zniechęcać do rozwoju akcji kredytowej.

Michał: W konstytucji jako waluta używana w naszym kraju wpisany jest złoty. Kiedy to zostanie zmienione?

Paweł Kowalewski: Wspomina pan o tzw. kryterium prawnym. Chodzi tutaj o ważny zapis w naszej konstytucji. Aby do takiej zmiany mogło dojść, ważny będzie konsensus polityczny. Niestety, zdaniem wielu obserwatorów brak konsensusu politycznego może być największą barierą stojącą na naszej drodze do strefy euro.

marro: Na ile duże jest ryzyko, że nawet jeśli uda się nam ograniczyć deficyt, będziemy mieli problemy z innymi wskaźnikami, zwłaszcza z inflacją? W najbliższych latach świat powinien wchodzić w okres szybszego wzrostu gospodarczego, co odbije się na cenach.

Paweł Kowalewski: Byłoby błędem koncentrowanie się jedynie na wyzwaniach fiskalnych. Nie wolno zapominać, że Polska już teraz nie spełnia kryterium inflacyjnego. Jednak za taki stan rzeczy w dużym stopniu odpowiedzialny jest duży udział cen administracyjnych. Natomiast zgadzam się z panem, że ryzyko globalnej presji inflacyjnej występuje i może się nasilić. 

Małym pocieszeniem jest to, że kryterium inflacji zależeć będzie od inflacji występujących w krajach UE. Jeżeli mówimy o zagrożeniu inflacją globalną, to dotknie ono swoim zasięgiem także te trzy kraje o najniższej inflacji i tym samym średnia stanowiąca podstawę do wyliczenia kryterium inflacyjnego również wzrośnie. Nie zmienia to jednak faktu, że inflacja będzie najprawdopodobniej ogromnym wyzwaniem dla nas wszystkich.

Przechodzen: Jak duże jest ryzyko, że dług publiczny przekroczy poziom 55 proc. PKB, i jak bardzo – o ile lat – taka sytuacja opóźni przyjęcie euro w naszym kraju (przy założeniu, że w optymistycznym wariancie w 2012 roku obniżamy deficyt, wchodzimy do ERM2 w 2014 i w 2016 roku mamy wspólną walutę)?

Paweł Kowalewski: To, co się będzie działo z długiem publicznym, zależeć będzie także od kursu walutowego na koniec roku. Dlatego prognozowanie jest bardzo trudne. Jeżeli osławiony próg 55 proc. zostanie przekroczony, to ciągle z punktu widzenia traktatu z Maastricht będziemy poniżej dopuszczalnego limitu, który wynosi 60 proc. Natomiast istotne będzie to, jak rząd będzie realizować postanowienia wynikające z naszego prawa przewidziane na wypadek przekroczenia 55 proc.

Aleksander: Czy według wiedzy NBP rząd prowadził jakiekolwiek rozmowy – oficjalne lub nieoficjalne – w sprawie wejścia Polski do ERM2 w ubiegłym roku, gdy wyznaczył termin przyjęcia euro na 2012 rok?

Paweł Kowalewski: Nic nie wiem na temat takich rozmów.