Moody’s, jedna z trzech wiodących agencji ratingowych (oceniających wiarygodność dłużników), poinformowała wczoraj, że najwyższa ocena wiarygodności kredytowej, jaką mają Stany Zjednoczone – AAA – może zostać obniżona, jeżeli rząd nie poprawi sytuacji fiskalnej i nie sprowadzi poziomu deficytu do niższych poziomów. Za rok fiskalny kończący się 30 września deficyt USA wyniósł 1,42 biliona dolarów, a przynajmniej do 2011 roku deficyt ten ma przekraczać 1 bln dol.

– Ocena kraju nie jest dana raz na zawsze – mówił wczoraj agencji Reuters Steven Hess, główny analityk Moody’s zajmujący się USA.

– Jeżeli w ciągu trzech, czterech lat deficyt nie zostanie wyraźnie obniżony, to ta ocena będzie zagrożona – stwierdził analityk.

Ekonomiści jednak przestrzegają przed przedwczesnym uśmiercaniem amerykańskiej waluty. Widać to zresztą po prognozach ekonomistów – średnia oczekiwań dla kursu euro/dolara na koniec kolejnych kwartałów rzadko przekracza 1,5 dolara za euro, a tyle wynosił wczorajszy kurs. I nawet informacja o napomnieniu Moody’s nie wpłynęła na dolara.

– Sama informacja sensacyjna nie była, bo ewentualne obniżenie ratingu USA to bardzo odległa sprawa – mówi Bartosz Pawłowski, strateg londyńskiego BNP Paribas.

– Takie groźby i ostrzeżenia się powtarzają, ale chyba nikt nie wierzy w to, że rating USA mógłby zostać obniżony. To największy rynek obligacji, akcji i walutowy i taka decyzja mogłaby załamać rynki finansowe – dodaje Łukasz Wojtkowiak, analityk rynków finansowych w banku Millennium. Zdaniem Marcina Mrowca z Banku Pekao trzeba oddzielić kiepskie fundamenty gospodarki USA od sytuacji na rynku walutowym.

– Problemy gospodarki amerykańskiej nie zostały rozwiązane, mimo zalania jej dolarami. Ale z drugiej strony jest jeszcze kwestia specyfiki rynków finansowych. Obecnie większość uczestników rynku jest negatywnie nastawiona do amerykańskiej waluty, a na rynku większość nie ma zazwyczaj racji – mówi główny ekonomista Pekao. Dlatego jego zdaniem w ciągu dwóch, trzech miesięcy dolar może się umocnić.

Innego zdania jest Łukasz Wojtkowiak.

– Trwa ucieczka od bezpiecznych aktywów i dzięki temu złoty także będzie się wzmacniał. Na koniec roku za dolara możemy płacić 2,68 zł, a za franka 2,69 zł – mówi analityk Millennium.