RICHARD MILNE

Czy utrzymanie cen ropy naftowej w okolicach 70 dolarów za baryłkę jest realne?

PAOLO SCARONI

Myślę, że jest. Jestem zaskoczony obecnym poziom cen ropy, ponieważ przypuszczałem, że będą znacznie niższe. Skoro dziś ropa kosztuje około 65 dolarów, można realistycznie zakładać, że ceny pozostaną na obecnym poziomie, także kiedy nadejdzie ożywienie.

Czy w bliskiej przyszłości grozi nam kolejny kryzys naftowy?

W bliskiej przyszłości – nie. Za pięć czy sześć lat – możliwe, o ile inwestycje nie utrzymają należytego tempa. Na razie jednak to wydaje się raczej nierealne.

Co może nastąpić wcześniej: szczyt popytu, w związku z działaniami rządów w sprawie zapobiegania zmianom klimatu, czy szczyt produkcji?

Nie wiadomo. Zobaczymy, jakie praktyczne działania rządy uzgodnią w grudniu w Kopenhadze, podczas szczytu w sprawie zmian klimatu: czy wprowadzą podatek węglowy, co sugerowałem, czy raczej mechanizm limitów emisji CO2 i handlu uprawnieniami do emisji. Jeżeli wprowadzą podatek węglowy, ceny produktów przerobu ropy naftowej pójdą mocno w górę, natomiast może spaść zużycie – a może także i ceny ropy.

Czy jest pan optymistą w sprawie Kopenhagi?

Nie przypuszczam, by miało się skończyć na Kopenhadze, ale będzie to kolejny krok na drodze, na którą weszliśmy kilka lat temu, gdy przyznaliśmy, że istnieje problem zmian klimatu.

Ale dlaczego wiąże pan zobowiązania, które zostaną podjęte w Kopenhadze i przeciwdziałanie zmianom klimatu z prawdopodobieństwem wzrostu popytu na ropę?

Wzrośnie popyt na ropę przede wszystkim w transporcie, który jest jej głównym konsumentem. Jeszcze przez wiele lat Chiny i Indie nie będą odgrywały znaczącej roli w zużyciu ropy – nawet jeśli przewidujemy tam wzrost, w sensie sprzedaży samochodów. Dopiero w perspektywie, powiedzmy, dziesięciu lat, ropa może mieć znacznie mniejsze znaczenie niż dziś.

Co mają zrobić kraje, w których odkryto nowe złoża ropy – takie jak Uganda – by uchronić się przed naftowym przekleństwem, jakie dotknęło wiele innych krajów afrykańskich?

To istotnie jest wyzwanie. Ropa naftowa oznacza stosunkowo łatwe pieniądze, oznacza dolary – ale często staje się zabójcą innych rodzajów działalności, bo wszyscy garną się do tej jednej branży, generującej tyle pieniędzy.

Czy istnieje łatwe rozwiązanie?

Są rozwiązania. Bardzo dobre znalazła na przykład Norwegia – stworzyła fundusz. Środki, jakie budżet państwa uzyskuje z ropy, są w pewien sposób wydzielone, a rząd bardzo ostrożnie nimi gospodaruje. Oczywiście, Norwegia to nie Ghana, nie Uganda, nie Wielka Brytania czy inny kraj. Powiedzmy, że rozpoznanie problemu to połowa drogi do rozwiązania. Myślę, że dzisiejsi przywódcy afrykańscy uznają, że to jest prawdziwy problem.

Na ile wejście chińskich spółek do Afryki zmienia przebieg gry?

Szczerze powiedziawszy, dotychczas aktywność chińskich spółek w naftowym świecie Afryki była dość ograniczona. Nieczęsto się je spotyka.

Knight Vinke uważa, że należy podzielić Eni. Czy pan się z nim zgadza?

Naprawdę chętnie widzę wszelkie sugestie dotyczące naszej strategii tworzenia wartości dla akcjonariuszy – również dotychczasowe działania Knight Vinke. Tłumaczyłem, dlaczego uważam, że pozycja wielkiego podmiotu w sektorze gazowym ma bardzo pozytywny wpływ na naszą działalność w sektorze naftowym. Fakt, że kupujemy gaz z Algerii, Libii i Egiptu daje nam prowadzenie w segmencie poszukiwań i wydobycia ropy w tych krajach.

Zdecydowanie odrzuca pan tezę, że rozdzielenie działalności w branży gazu ziemnego i ropy naftowej sprzyjałoby tworzeniu wartości?

Tak, my uważamy wręcz, że by ją niszczyło.

Co pan myśli o polityce energetycznej UE?

Myślę, że jest w niej szerokie pole do ulepszeń, bo Unia Europejska podchodzi do kwestii energetycznych z pozycji dwóch dogmatów. Jednym była liberalizacja – a przecież trzeba pamiętać, że świat wokół nas nie jest zliberalizowany i jeśli nie da się zliberalizować rosyjskiego segmentu gazowego, to liberalizacja w Europie do niczego nie doprowadzi, bo to w końcu ich gaz.

Drugim dogmatem są docelowe poziomy emisji, przyjęte w protokole z Kioto. Bardzo często jest tak, że zajmując się ochroną środowiska i zapominając o bezpieczeństwie dostaw, ryzykuje się powstanie prawdziwych problemów. Europa postanowiła realizować cele z Kioto, ale równocześnie jesteśmy przeciwni energetyce jądrowej. W rezultacie potrzebujemy więcej gazu, a więcej gazu to mniejsze bezpieczeństwo dostaw.