Rola męża czy żony jako tego, kto zwraca uwagę, gdy popełniamy błędy w pracy, jest w znacznym stopniu niewidoczna. To zrozumiałe: życie małżeńskie to sfera prywatna. O tym, co współmałżonek wniósł do zawodowej kariery menedżera wysokiego szczebla, dowiadujemy się najczęściej w jednej sytuacji – gdy para się rozwodzi.

Zresztą nawet wtedy sąd na ogół stara się ustalić wkład żony (bo zwykle chodzi o żonę), która, przejmując na siebie dbałość o domowe wygody i wychowywanie dzieci, uwolniła od tych zajęć męża, by mógł rozwijać skrzydła jako przedsiębiorca czy menedżer.

Niekiedy sędzia posuwa się dalej, o czym świadczy ważna sprawa małżeństwa Charmanów. W 2007 roku sąd drugiej instancji podkreślił, że gdy mężczyzna został zmuszony do odejścia ze spółki, „strony zbliżyły się do siebie, a żona silnie wspierała męża emocjonalnie”.

Często od małżonków oczekuje się, że ograniczą się właśnie do emocjonalnego wsparcia. Colette Young, założycielka ExecuMate, firmy doradzającej „korporacyjnym żonom”, także zaleca wyrozumiałość.

– Jako żona nie możesz poganiać: Odłóż wreszcie ten komputer! Musisz rozumieć, że na tym stanowisku jest się w pracy 24 godziny na dobę, przez okrągły tydzień – powiedziała w wywiadzie dla Associated Press pani Young, której mąż, Larry Young, jest dyrektorem naczelnym Dr Pepper Snapple, firmy produkującej napoje.

Czy współmałżonkowie powinni wykraczać poza te granice? Zazwyczaj pracownicy z zażenowaniem słuchają publicznych deklaracji uczuć wobec ich szefa – a poza tym takie zwierzenia są na ogół mało skuteczne.

Pochwały, jakich Sarah Brown nie szczędziła mężowi podczas wrześniowego kongresu Partii Pracy (mój mąż – mój bohater), chyba niespecjalnie poprawiły wyborcze szanse premiera.

W 2002 roku publiczne wystąpienia Lindy Lay, która broniła swego męża, Kena – byłego szefa Enronu – nazywając go „moralnym człowiekiem” i podkreślając, że oni sami także stracili miliony dolarów, uznano powszechnie za katastrofalny PR.

A przecież nie tylko do tego sprowadza się rola współmałżonka przywódcy. Przed kim lepiej wyżalisz się na innych ministrów i niewdzięcznych wyborców – albo na zarząd, akcjonariuszy i pracowników? Kto lepiej doradzi, żebyś usunął pełnego furii e-maila, którego właśnie miałeś wysłać?

W niedawno wydanej (nieautoryzowanej) książce o małżeństwie Obamów czytamy, że Michelle Obama doradziła mężowi, by nie dobierał sobie Hillary Clinton jako wyborczego partnera i uparła się, że hasło wyborcze „Tak, możemy!” – któremu początkowo był przeciwny – chwyci.

Denis Thatcher nie udzielał wywiadów, ale pani Thatcher doceniała, ile dla jej politycznych decyzji znaczy mężowskie doświadczenie w biznesie. „Nic nie umknęło jego profesjonalnemu oku – dostrzegał i wyczuwał kłopoty na długo przed innymi” – pisała Margaret Thatcher w „Latach na Downing Street”. Twierdziła, że dzięki temu, że mąż znał branżę naftową, miała się do kogo zwrócić podczas drugiego cenowego szoku naftowego w 1979 r. „Na stanowisku premiera człowiek jest samotny. W pewnym sensie tak powinno być: nie można kierować, stojąc w tłumie. Ale ponieważ był Denis, nigdy nie byłam sama” – stwierdziła.

Jednak najważniejsze, co żona przywódcy może zrobić dla męża, to powiedzieć mu to, na co nikt inny się nie odważy.

W czerwcu 1940 r. Clementine Churchill napisała do męża list, który podarła – ale potem znów napisała. Roy Jenkins w swojej biografii Winstona Churchilla określił ową epistołę jako „przerażającą” – bo taka musiała być i dla autorki, i dla adresata.

„Moje kochanie” – zaczęła pani Churchill. „Mam nadzieje, że przebaczysz mi, że powiem ci coś, o czym, jestem przekonana, powinieneś wiedzieć. Ktoś z Twojego otoczenia (oddany przyjaciel) odwiedził mnie i powiedział, że należy się obawiać, iż jesteś ogólnie nielubiany przez kolegów i podwładnych za szorstki, sarkastyczny i despotyczny sposób bycia... Kiedy padnie sugestia (na przykład na konferencji), podobno traktujesz ją tak pogardliwie, że wkrótce nie będzie żadnych pomysłów – ani dobrych, ani złych. Bardzo się zdziwiłam i zmartwiłam, ponieważ przez te wszystkie lata przyzwyczaiłam się do tego, że wszyscy Twoi współpracownicy i podwładni kochają Cię. Powiedziałam to i usłyszałam w odpowiedzi: Pewnie wszystko przez to napięcie.

Mój kochany Winstonie, muszę wyznać, że zauważyłam w Twoim zachowaniu zmianę na gorsze: nie jesteś taki miły, jak kiedyś... Nie mogę znieść myśli, że ludzie, którzy służą krajowi i Tobie, mogliby Cię tylko podziwiać i szanować, lecz nie kochać – a poza tym porywczością i nieuprzejmością nie uzyskuje się najlepszych rezultatów...

Proszę, wybacz twojej oddanej i czujnej Clemmie”.

Niewielu konsultantów do spraw zarządzania udzieli ci porady tej jakości.