Ten galimatias to dzieło Ministerstwa Infrastruktury i PKP, spółki matki w grupie. W rozłożeniu zaległości na raty siostrzanej spółce nie byłoby nic złego, gdyby nie fakt, że PKP PLK nie najlepiej radzą sobie z modernizowaniem torów i ciągle brakuje im gotówki na te inwestycje. Efekt: w dwa lata liczba kilometrów torów przeznaczonych do modernizacji przed Euro 2012 stopniała z 900 km do 500 km. Jak długo jeszcze najszybszy pociąg ze stolicy do Gdańska będzie się wlókł ponad 5 godz., a pokonanie 160 km z Wrocławia do Poznania będzie zajmować ponad 2,5 godz.?

Wychodzi na to, że za źle przeprowadzoną reformę na kolei, czyli przekazanie samorządom spółki bez pociągów pospiesznych, ale za to z przerośniętym zatrudnieniem i zapleczem, zapłacą wszyscy przewoźnicy i ponad 200 mln pasażerów, którzy jeszcze poczekają na swoją kolej, aby ktoś zaczął się liczyć także z ich satysfakcją.