Spółka najwięcej winna jest PKP Polskim Liniom Kolejowym (PKP PLK), które pobierają opłaty za korzystanie z torów – aż około 80 mln zł.

– W połowie października zadłużenie przewoźników wynosiło 480 mln zł. Największe zaległości ma PKP Intercity – mówi Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK.

Intercity udało się rozwiązać ten problem. Przewoźnik porozumiał się z zarządcą torów, który jak Intercity należy do Grupy PKP, w sprawie rozłożenia płatności na raty.

– Nie mieliśmy wyjścia. Nie mogliśmy zaciągać kolejnych zobowiązań. Każda pożyczka kosztuje – tłumaczy Andrzej Celiński, prezes PKP Intercity.

Jego spółka w tym roku zrolowała już ponad 60 mln zł zobowiązań. PKP PLK podpisały podobną ugodę z PKP Cargo – też należącym do grupy.

Na taką przychylność PKP PLK nie mogły liczyć PKP Przewozy Regionalne, spółka, którą w grudniu 2008 r. przejęły samorządy. W zeszłym tygodniu, po tym jak na wniosek Intercity komornik zajął konta PKP PR, Ministerstwo Infrastruktury wyraźnie stanęło po stronie spółek z Grupy PKP. Nakazało PR natychmiastową spłatę należności wobec Intercity, PLK i PKP Energetyki.

Według naszych informacji chodzi o kwotę ok. 30 mln zł.

Sprawa rozliczeń zainteresowała sejmową Komisję Infrastruktury, która na czwartkowe posiedzenie zaprosiła m.in. Andrzeja Wacha, prezesa spółki matki w grupie PKP.

– Interesuje nas, jakie są prawdziwe relacje pomiędzy spółkami wewnątrz Grupy a podmiotami zewnętrznymi, np. Przewozami Regionalnymi – mówi Janusz Piechociński, wiceprzewodniczący komisji.

Jego zdaniem już kilka razy polskie koleje podrasowywały wyniki na potrzeby polityczne i ekonomiczne.

Prof. Wojciech Rydzkowski, ekspert od transportu z Uniwersytetu Gdańskiego, działania PKP Intercity traktuje jak finansową kosmetykę.

– W ramach Grupy od lat wzajemne należności między spółkami dowolnie przesuwano. W tym roku taką spółką może być PKP Intercity. Wiosną 2010 roku spółka ma przecież trafić na giełdę – mówi Wojciech Rydzkowski.

Eksperci mają jednak wątpliwości, czy zabiegi PKP Intercity, które ze sprzedaży akcji chcą pozyskać na inwestycje co najmniej 400 mln zł, odniosą żądany skutek.

– Poważni inwestorzy przed wyłożeniem środków bardzo dokładnie badają księgi firmy. Rozłożenie tegorocznych płatności na raty i przerzucenie jakiejś ich części na przyszły rok może być działaniem mało wyrafinowanym. Być może okaże się skuteczne w przypadku drobnych inwestorów – mówi Mirosław Saj z Biura Maklerskiego DnB Nord.