Przeszkadzał nam także spadek notowań surowców i umocnienie dolara, które wywołało także deprecjację złotego. Jednak indeksy giełd zachodnioeuropejskich trzymały się w tym porannym zamieszaniu zaskakująco mocno (tu i ówdzie indeksy rosły, w większości nie zmieniały się istotnie). Było to możliwe tylko dzięki temu, że jeszcze wczoraj w Europie sprzedawano akcje, zatem przecena w Stanach była już wliczona w ceny, ale liczyło się to, że na zachód od Odry indeksy zyskiwały, co z czasem dodało otuchy także inwestorom z Książęcej, a krótko po południu indeks próbował odrobić część strat. Z perspektywy czasu można określić tę próbę mianem fiaska, która w końcówce sesji kosztowała WIG20 utratę kolejnych 20 punktów. 

O słabym finiszu w Warszawie decydowały dane z USA i bieżące wahania na Wall Street. Amerykanów nie zachwycił czwarty z rzędu wzrost indeksu cen domów w Stanach mierzony przez S&P/CaseShiller, za to wystraszył spadek indeksu optymizmu konsumentów mierzony przez Conference Board. Potwierdza to stawianą wcześniej tezę, że rynki akcji nie dyskontują już ochoczo dobrych danych (jak te o cenach domów), a jak diabeł święconej wody obawiają się rozczarowań. Jednak dzięki decyzji IBM, który postanowił zwiększyć kwotę na buy-back notowania w Stanach zaczęły się od wahań "nad kreską", a nie od spadków. 

W Warszawie inwestorzy woleli dmuchać na zimne i nie podjęli walki o podciągnięcie indeksów w końcówce notowań. Obroty ponownie przekroczyły 1,1 mld PLN dopiero na końcowym fixingu, więc można uznać je za umiarkowane (lub wysokie, jeśli pamiętać o gotówce uwięzionej w subskrypcji na akcje PGE).

Dolar umocnił się dziś do poziomu najwyższego od dwóch tygodni, a euro spadało momentami poniżej 1,48 USD. Z miejsca podniosły się więc głosy o końcu dolarowego carry trade. U nas dolar podrożał do 2,845 PLN, euro do 4,214 PLN, frank do 2,783 PLN. Wzrost dolara miał naturalnie przełożenie na notowania surowców. Ropa spadała już poniżej 78 USD, ale ostatecznie wróciła powyżej 79 USD za baryłkę. Złoto spadło poniżej 1040 dolarów za uncję po raz pierwszy od trzech tygodni, a miedź wręcz zyskała 0,3 proc.