Wczoraj indeks nie przełamał wsparcia, jakie stanowi sierpniowy szczyt, ale nie poprawiło to koniunktury podczas dzisiejszego dnia. WIG schodzi poniżej 39 tys. pkt, co powoduje, że nie tylko w krótkiej perspektywie, ale również w średniej, pogarszają się jego perspektywy. Jeśli dziś dostaniemy potwierdzenie zanegowania sygnału kupna, za jaki można było brać ubiegłotygodniowe wyjście ponad wakacyjny szczyt, możliwy stanie się powrót indeksu w okolice 35,8 tys. pkt.

Niekorzystną wymowę ma powstała na wskaźniku Akumulacja/Dystrybucja negatywna dywergencja. Potwierdza to specyficzny charakter trwającej od połowy września fali zwyżkowej. Mniej w jej trakcie chodziło o akumulowanie walorów, a bardziej o wyciąganie ich cen. Gdyby przyjąć, że taka diagnoza jest prawidłowa, to moglibyśmy z dużą pewnością mówić o ostatniej odsłonie trendu wzrostowego. Fazy dystrybucji poprzedzają mocniejsze zniżki. Gdy się pojawiają inwestorom nie chodzi już o napełnianie portfeli akcjami, ale wywindowanie jak najbardziej cen walorów jak najmniejszym nakładem kapitału.

Dalszemu pogorszeniu nastrojów na naszym parkiecie towarzyszy osłabienie złotego. Kurs franka szwajcarskiego wspina się do ponad 2,81 zł. Tym samym brakuje mu już jedynie 3 grosze do kluczowego w średnim terminie oporu, jaki znajduje się na wysokości 2,83 zł. Sekwencja zdarzeń z ostatnich tygodni jest wymowna. Najpierw frank dotarł do tego oporu. Potem wyraźnie cofnął się, ale nie pokonał wsparć w postaci linii trendu zwyżkowego, łączącej dołki z sierpnia i września, oraz szczytów z sierpnia i początku września przy 2,75 zł.

Konsekwencją trudności z odzyskaniem przewagi przez zwolenników złotego jest stopniowe osłabianie się naszej waluty w tym tygodniu. Po przełamaniu 2,83 zł otworzy się droga do 3 zł.

Ciekawe sygnały przyniósł opublikowany wczoraj indeks zaufania amerykańskich konsumentów Conference Board. W październiku w dół poszły zarówno oceny bieżącej sytuacji, jak i oczekiwania. Do 49,6 pkt wzrósł indeks obrazujący przekonanie, że trudno jest znaleźć pracę. Do 10,3 pkt spadł natomiast indeks wskazujący na wzrost dochodów. W dalszym ciągu zatem widać, że konsumenci nie tylko nie odczuwają poprawy swojego położenia, ale coraz bardziej się na nie uskarżają. W kontekście skali oczekiwanego ożywienia gospodarczego to zła wiadomość. Tym bardziej, że zjawisko dotyczy nie tylko amerykańskich konsumentów, ale podobne zjawiska mamy w wielu innych rozwiniętych gospodarkach. Nie dziwią w tej sytuacji pojawiające się ostatnio znów o silnym przewartościowaniu akcji w USA.

WYKRES DNIA

Utrzymująca się wysoka dynamika spadku zamówień na dobra trwałego użytku, a przy tym wyprzedzający charakter tego czynnika względem koniunktury gospodarczej, nadają dużego znaczenia dzisiejszemu odczytowi. Analitycy liczą, że we wrześniu nastąpiła poprawa.

Przypomnijmy, że sierpniowe dane rozczarowały. W ujęciu rocznym i tak wrześniowe dane będą 19. miesiącem spadkowym. Jednocześnie od października zacznie mocniej obniżać się baza porównawcza, więc łatwiej będzie o wyraźniejszą poprawę. Do wzrostu w skali roku droga wciąż jednak jeszcze jest daleka.

Notowania złota

Ostatnie dni są przykładem na to, jak nadal duży wpływ na notowania złota ma kondycja dolara. Wzmocnienie amerykańskiej waluty w tym tygodniu od razu przełożyło się na przecenę złota. W dalszym ciągu jednak za uncję trzeba zapłacić ponad 1 tys. USD. Wczoraj cena wynosiła mniej niż 1040 USD.

Ten poziom stanowi nie tylko psychologiczną barierę, ale również ma techniczne znaczenie. Na tej wysokości wypadły szczyty w 2008 r. i w I połowie 2009 r. W związku z tym, skoro doszło niedawno do pokonania tego oporu, to teraz być albo nie być dla długookresowego trendu złota, jest utrzymanie się ponad tym poziomem. Na razie więc nie ma powodów, by obwieszczać kres dobrej passy tego metalu. Chwila prawdy dla niego może jednak nastąpić rychło.