W rezultacie raty zaciągniętych kredytów w złotych pozostają na stabilnym poziomie. Zmiany następują natomiast w odniesieniu do kredytów udzielanych obecnie. Część banków zdecydowała się bowiem uatrakcyjnić oferty. Przeciętne oprocentowanie nowych kredytów w złotych wynosi obecnie 6,96 proc. (kredyt na kwotę 300 tys. zł, 25 proc. wkładu własnego). Przeciętna marża tego rodzaju kredytów sięga 2,80 proc. Przed miesiącem oprocentowanie wynosiło 7,28 proc., a marża 2,85 proc. Spadek jest więc nieznaczny, ale potwierdza, że banki zaczęły obniżać marże.

Drobne ocieplenie na rynku kredytów hipotecznych potwierdzają również informacje płynące z banków. Pierwszym bankiem, który po okresie zastoju, zaczął intensywnie promować swoją ofertę kredytów hipotecznych jest Bank Millennium. Jego śladem zaczynają podążać kolejni. Dla przykładu wczoraj Fortis Bank informował o obniżeniu minimalnej marży z 4,5 proc. do 2,9 proc. Istotnie spadła także marża kredytów w Dom Banku – z 6,19 proc. do 4,34 proc. W tych dwóch przypadkach nie można jednak przeoczyć, że spadek nastąpił z bardzo wysokich poziomów i nawet po obniżce marże pozostają powyżej średniej rynkowej. W przypadku najlepszych ofert nie nastąpiły zmiany poza BZ WBK, który wycofał najniższą na rynku marzę 1,35 proc., aby ja przywrócić w ramach promocji.

Rada nie zmienia kosztów pieniądza z kilku powodów. Wciąż nie rozwiązanym problemem pozostaje inflacja. Bazowy wskaźnik CPI podniósł się w III kwartale do średniego poziomu 2,9 proc. wobec 2,7 proc. w II kwartale. Wrzesień nie przyniósł osłabienia tempa wzrostu cen. W ubiegłym miesiącu poniżej górnego pułapu celu inflacyjnego RPP zszedł ogólny wskaźnik CPI. Niemniej jednak realne stopy procentowe, czyli uwzględniające dynamikę zmiany cen w gospodarce, w naszym kraju są w porównaniu z przeszłością cały czas na bardzo niskim poziomie (0,1 proc.). To z jednej strony, czynnik wspierający gospodarkę, bo rzeczywisty koszt pieniądza jest bardzo niski. Z drugiej strony, brak wyczekiwanego spadku inflacji stawia RPP w coraz trudniejszym położeniu. Jej członkowie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, jak długo można zwlekać z podwyżkami stóp procentowych w kontekście oczekiwanego ożywienia gospodarczego, tak by nie dopuścić do podniesienia się oczekiwań inflacyjnych. Problem w tym, że te ważne decyzje przypadają na czas zmiany składu Rady, więc odchodzące z niej osoby mogą je pozostawić tym, które przyjdą. Rozmywa się znaczenie celu inflacyjnego, przez co mniej czytelna staje się polityka pieniężna.

Nie bez znaczenia są sygnały płynące ze świata dotyczące perspektywy odejścia od „zerowych” stóp procentowych. Tak, jak silne łagodzenie polityki pieniężnej na świecie miało wpływ na decyzje RPP z poprzednich miesięcy, tak można oczekiwać, że również moment rozpoczęcia powrotu do „normalności” w zakresie kosztu pieniądza w skali globalnej nie pozostanie bez znaczenia dla polityki pieniężnej w naszym kraju. Na razie presja inflacyjna wciąż jeszcze się nie odradza, a ożywienie gospodarcze w dojrzałych państwach jest na tyle kruche, że o globalnym zacieśnianiu monetarnym nie może być mowy. Nie zmienia to faktu, że w wybranych krajach stopy procentowe rosną. Po Izraelu i Australii, które na ten krok zdecydowały się wcześniej, dziś mamy pierwszą podwyżkę kosztów pieniądza w Europie. W Norwegii stopy wzrosły do 1,5 proc. z 1,25 proc.