W zeszłym tygodniu brak entuzjazmu rynków w reakcji na dobre raporty kwartalne braliśmy za objaw słabości. Dziś te podejrzenia okazały się słuszne - kiedy rynki nie dostały wsparcia w postaci publikowanych danych makroekonomicznych czy raportów kwartalnych popyt wycofał się niemalże w popłochu. Już otwarcie mieliśmy na GPW minusowe. Zapewniły je nam słabe nastroje na rynkach azjatyckich po mało przekonującej sesji w USA. Swoje dołożyła Telekomunikacja Polska - jej raport kwartalny okazał się gorszy od oczekiwań rynkowych.

Być może, gdyby raport publikowany był w zeszłym tygodniu nikt nie powiedziałby o nim fatalny, dziś jednak - przy słabych nastrojach inwestorskich - łatwo było o takie słowa i o obwinianie TP o wywoływanie złego nastawienia na rynku. W praktyce jednak decydowały także inne elementy. Do 11-tej WIG20 bronił się przed spadkiem poniżej 2300 pkt, co można było odczytać jako próbę zatrzymania przeceny na poziomie wsparcia, za które służy linia dwumiesięcznej konsolidacji, z której WIG20 wybił się górą ledwie w poprzednim tygodniu. Wsparcie jednak pękło, może nie tyle pod naporem podaży, co po wycofaniu strony popytowej, dość jednak powiedzieć, że fakt ten miał znaczenie dla inwestorów, skoro spadek przyspieszył po tym wydarzeniu.

Próby odrobienia strat skazane zostały na niepowodzenie za sprawą danych z USA - zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły mniej niż oczekiwano, a sprzedaż nowych domów spadła (do 402 tys.) choć oczekiwano wzrostu (do 440 tys.). To namacalny dowód na to, jak mogą zakończyć się programy pomocowe rządu. Domy kupowane we wrześniu mają niewielkie szanse na to, by "załapać się" na ulgi podatkowe dla kupujących pierwsze domy (8 tys. USD). Program ulg wygasa w listopadzie i choć w czasie jego obowiązywania sprzedaż rosła, to możemy się zastanawiać co będzie się działo z popytem na domy, kiedy program wygaśnie? U nas o 16tej opublikowano komunikat po posiedzeniu RPP. Pozostawienie stóp nie było niespodzianką - czekano na wstępne dane dotyczące projekcji inflacyjnej. NBP obniżył oczekiwania inflacyjne na przyszły rok (do 0,8-2,2 proc.) i podniósł dla wzrostu gospodarczego (do 0,8-2,8 proc.), co swoją drogą stwarza wymarzoną mieszankę dla rynków (jeszcze niska inflacja, ale już szanse na wzrost gospodarczy). Jednak dzisiejszą sesję inwestorzy na GPW kończyli z nosami na kwintę, ponieważ wzrost obrotów potwierdza niewesołą sytuację posiadaczy akcji.

Na pocieszenie - GPW nie wyróżniała się niczym szczególnym na tle pozostałych parkietów. BUX stracił dziś 3,5 proc., FTSE 2,1 proc. Po dwóch godzinach notowań w Stanach, S&P spadał o ponad 1 proc. Na rynku walutowym dolar nadal się umacniał, choć już nie z takim impetem jak na początku tygodnia. Spadek euro zatrzymał się niewiele poniżej 1,48 USD. U nas dolar kosztuje już 2,886 PLN - o 4 proc. więcej niż pod koniec piątkowych notowań. Euro podrożało do 4,265 PLN, a frank do 2,824 PLN. Licząc w cenach zamknięcia kurs franka jest najwyższy od trzech miesięcy. Wzrost dolara przyspiesza realizację zysków na rynkach surowcowych. Ropa potaniała o 2,3 proc., złoto o 0,7 proc., miedź o 1,5 proc. Zatem znikąd pomocy.