Nastroje nie były rano najlepsze, a atmosfera przypominała raczej odliczanie minut do wyroku niż radosną ekscytację mającą nastąpić publikacją. Dane o PKB w Stanach były jednak lepsze od oczekiwań. Można powiedzieć, że ich publikacja nadeszła w samą porę. Po kilku dniach spadków indeksy giełdowe na świecie znalazły się blisko linii trendów wzrostowych, których przełamanie mogłoby wypłoszyć z rynku sporą część inwestorów. I nieszczęście byłoby gotowe.

Tak się jednak nie stało. Po spadkach w USA przecena dosięgnęła jeszcze rynków azjatyckich, ale już w Europie było nieco inaczej. Indeksy rozpoczęły co prawda dzień na minusach, ale - inaczej niż w poprzedni dniach - spadki nie były pogłębiane. Po prostu czekano na odczyt PKB w Stanach. Dynamika okazała się lepsza od oczekiwań - PKB wzrósł o 3,5 proc. wobec zakładanych 3,2 proc., co oznacza także zakończenie recesji. Wzrósł popyt konsumentów i inwestycje, ale motorem wzrostu pozostał sektor rządowy, co trudno uznać za dobrą informację (bo co będzie, kiedy środki publiczne się wyczerpią, a trzeba je będzie zacząć spłacać?).

Jednak reakcja rynków była jednoznacznie pozytywna - inwestorzy chcieli tego odbicia, bo raczej nie zapomnieli, że mamy do czynienia jedynie ze wstępnymi danymi, które w dodatku dotyczą dość odległej - z punktu widzenia inwestorów - przeszłości. U nas WIG20 w ekspresowym tempie kilku minut zyskał ok. 50 punktów i ponownie przedostał się powyżej 2300 pkt, w końcowej fazie notowań pojawiły się też obroty, które na całym rynku akcji podliczono na 1,88 mld PLN. Nie można jednak na tej podstawie zawyrokować o końcu korekty spadkowej, ani tylko o jej przerwaniu. Spore nadzieje wiązane są z powrotem środków zamrożonych w ofercie PGE, ale przecież równie łatwo wycofać je z rynku (tylko dokąd?), optymistycznie można też odebrać projekcję inflacji, której szczegóły podane będą jutro, a wstępnie poznaliśmy wczoraj. Mieczem Damoklesa pozostają rządowe programy stymulacyjne na świecie - ich przerwanie może przynieść zmianę nastrojów.

Dziś jednak można cieszyć się ze wzrostów obserwowanych w Europie i eksplozji radości na rynkach amerykańskich - Bovespa po dwóch godzinach notowań zyskiwała już ponad 4 proc., S&P poruszał się bardziej stonowanie rosnąc o 1,3 proc. Jak można było się spodziewać pozytywne nastawienie rynków oznaczało spadek dolara - wobec euro o 0,7 proc., wobec złotego o 1,6 proc. Euro do złotego potaniało o 0,9 proc., a wobec franka o 0,8 proc.
Ropa podrożała o 3 proc., złoto o 1,4 proc., a miedź o 2,3 proc. - dynamiczna korekta przyniosła równie dynamiczne odbicie.