To podejście opierało się na założeniu, że spadek eksportu to przejściowe drgnięcie, które można przezwyciężyć za pomocą sponsorowanego przez państwo zwiększenia wydatków na środki trwałe. Dane o produkcie krajowym brutto w III kwartale pokazują, że ta strategia odniosła sukces, przynajmniej na to wygląda. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku gospodarka rozwijała się w tempie 7,7 proc. Udział inwestycji w tym wzroście wynosił 7,3 pkt procentowych, konsumpcji – 4 pkt; spadek eksportu netto zabrał mu 3,6 pkt proc.

Co jednak będzie, jeśli przyjęte założenie okaże się błędne? Tempo spadku eksportu maleje, ale we wrześniu dostawy dla zagranicy były o 15 proc. mniejsze niż rok wcześniej, w miesiącu upadku Lehman Brothers. To już jedenasty kolejny miesiąc ich kurczenia się i to w skali niewiele mniejszej niż w marcu, najczarniejszym pod tym względem miesiącem, kiedy to eksport zmalał o 17 proc. Dopóki więc utrzyma się spadkowa tendencja sprzedaży zagranicznej, dopóty jej skutki trzeba będzie kompensować inwestycjami w środki trwałe, co grozi załamaniem wzrostu w momencie, gdy te nakłady zmaleją. Krajowe Biuro Statystyki stwierdza z niezwykłą u tej instytucji szczerością, iż sytuacja w eksporcie jest poważna. Innymi słowy, nadal powiększa się luka między życzeniami a rzeczywistością. Choć organy regulacyjne oraz niektórzy szefowie banków uporczywie ostrzegają przed ryzykiem, jakie niesie ze sobą ogromne zwiększenie inwestycji w nowe aktywa, banki i tak ciągle pożyczają pieniądze.

We wrześniu nowe kredyty (517 mld renminbi) były o jedną czwartą większe niż w sierpniu. Podaż pieniądza (agregat M2) wzrosła w ujęciu rocznym o 29 proc. Przy niewielkim tylko zmniejszeniu inwestycji sprowadzenie przyrostu podaży pieniądza do długookresowej średniej trwałoby latami. A utrzymanie nakładów na środki trwałe na obecnym poziomie oznacza, że wzrost podaży pieniądza nabierze trwałego charakteru.