Recesja dobiegła końca – taki wniosek można wyciągnąć z danych o wzroście gospodarczym w III kw. 2009 r. w USA. Produkt krajowy brutto Stanów Zjednoczonych wzrósł o 3,5 proc., tym samym przerwana została negatywna seria, bo w ciągu ostatnich sześciu kwartałów, czyli od początku 2008 roku, dodatni wynik wystąpił zaledwie raz – w drugim kwartale 2008 roku.

Najpierw dwa słowa o metodologii liczenia wartości dodanej w całej amerykańskiej gospodarce. Dane o PKB w USA podsumowują aktywność z ostatnich trzech miesięcy w różnych sektorach gospodarki. Pierwsza publikacja jest wstępnym szacunkiem, który podlega dwukrotnej korekcie, zatem ostateczne oficjalne dane o wzroście PKB w III kw. poznamy dopiero w grudniu, gdy urząd statystyczny otrzyma kompletne dane o wydatkach sektora prywatnego na konsumpcję, krajowych inwestycjach, wydatkach rządowych oraz handlu zagranicznym.

Warto zwrócić uwagę, że 3,5 proc. z ostatniego raportu oznacza coś innego niż może podpowiadać intuicja początkującego inwestora – są to bowiem dane zannualizowane, czyli poddane tzw. "uśredniorocznieniu". Oznacza to, że PKB Stanów Zjednoczonych nie był o 3,5 proc. wyższy niż przed rokiem czy też w poprzednim kwartale, ale że o tyle wzrosłaby amerykańska gospodarka, gdyby dynamika z obserwowanego okresu utrzymała się przez cały rok. Podobne zabiegi statystyczne są standardem w branży finansowej, co nierzadko bywa źródłem nieporozumień – klient bez znajomości tego mechanizmu otwierając trzymiesięczną lokatę z oprocentowaniem 6 proc. (gwiazdka wyjaśnia, że to w skali roku) może być rozczarowany, gdy na koncie ujrzy kapitał powiększony nie o 6 proc., a ok. jedną czwartą tej wartości. Nie koncentrujmy się jednak na statystycznych operacjach, lecz na tym co dzieje się w rzeczywistej amerykańskiej gospodarce.

W tym celu musimy zdjąć różowe okulary. Z czego wynikał tak dynamiczny wzrost, który okazał się lepszy od szacunku większości ekonomistów i dla wielu obserwatorów rynku stał się powodem ogłoszenia końca recesji? Najdłuższa recesja w powojennej historii USA była (zasadność użycia czasu przeszłego na obecnym etapie jest kwestią dyskusyjną) jednocześnie najbardziej dotkliwa – doprowadziła w ciągu 18 miesięcy (grudzień 2007 – czerwiec 2009) do pomniejszenia wartości realnego PKB o 3,8 proc.

Największy udział w wypracowaniu dodatniej dynamiki mieli konsumenci i gdyby ze spokojnym sumieniem można w tym miejscu postawić kropkę, byłaby to najlepsza z możliwych informacji dla amerykańskiej gospodarki. Prywatne wydatki na konsumpcję wzrosły o 3,4 proc. zwiększając PKB o 2,4 proc. Po rozbiciu tej składowej na mniejsze komponenty nie ma jednak wątpliwości, że to efekt pomocy państwowej i uzyskanie podobnych rezultatów w kolejnych kwartałach bez podobnego wsparcia będzie niemożliwe. W trzecim kwartale br. jednorazowe czynniki i uzupełnianie zapasów wygenerowały aż 92 proc. wzrostu PKB!

Program potocznie zwany „Cash for Clunkers” (dosłownie: „gotówka za gruchoty’) polegał na uzyskaniu dopłaty za przesiadkę ze starych używanych i szkodliwych dla środowiska samochodów na nowsze, bardziej energooszczędne pojazdy. Zachęta dla planujących zakup samochodu w ostatnim kwartale 2009 czy na początku przyszłego roku była propozycją nie do odrzucenia, stąd wzrost wydatków prywatnych na dobra trwałego użytku o 22,3 proc. Jak taki bodziec po stronie popytowej zadziałał na podaż aut?

Otóż produkcja pojazdów (samochody osobowe, ciężarowe, motocykle) była w III kw. 2009 r., uwaga… o 156,7 proc. wyższa niż w poprzednim kwartale. Z jednej strony administracja Baracka Obamy skutecznie wsparła jeden z najbardziej skostniałych sektorów i tym samym podrasowała dane o kondycji całej gospodarki, gdyż produkcja w branży motoryzacyjnej dodała do PKB 1,7 proc. (w poprzednim kwartale było to zaledwie 0,2 proc.). Z drugiej wykopała sama pod sobą dołek, ponieważ w efekcie programu „gotówka za gruchoty” transakcje zaplanowane na najbliższą przyszłość zostawały przesunięte w czasie i zabraknie ich w kolejnych kwartałach.

Zmiana trendu w nieruchomościach?

Podobnie ma się sytuacja, jeśli chodzi o rynek nieruchomości, gdzie w ciągu ostatnich kilku miesięcy wyhamowały spadki cen. W III kw. gospodarstwa domowe kupujące po raz pierwszy dom, mogły uzyskać 8000 dolarów ulgi podatkowej. Trudno oszacować jaki wpływ miała ta inicjatywa na cały rynek, ale godny odnotowania jest fakt, że inwestycje w mieszkania wzrosły w III kw. 2009 r. po raz pierwszy od 14 kwartałów i to od razu w imponującym tempie 23,4 proc. (w ujęciu annualizowanym). Aktywność na rynku pierwotnym, duży nawis nieruchomości czekających na nabywców, liczba transakcji wymuszonych przez banki sugerują, że oczyszczenie rynku nieruchomości będzie długim i żmudnym procesem.

Nadzieja w słabym dolarze

W najbliższym kwartale ekonomiści oczekują także dodatniej dynamiki PKB w Stanach Zjednoczonych, w czym pomóc ma sezon świątecznych zakupów. Ale widząc spadek dochodów gospodarstw domowych w III kw. o 0,5 proc., spadek dochodów do dyspozycji o 3,4 proc. (w II kw. wzrosły one o 3,8 proc.) trudno być optymistą. Stopa oszczędności spadła do poziomu 3,4 proc., co przez ekspertów odebrane zostało jako pozytywny sygnał („Amerykanie znowu kupują”), ale bez względu na to czy z pomocą państwa czy bez niej, wydawanie więcej niż się zarabia nie jest wydaje się najlepszym pomysłem na trwały wzrost. Komponentem PKB, który ma duże szanse pomóc amerykańskiej gospodarce w IV kw. powinien być eksport rosnący dzięki słabemu dolarowi. Według Billa Grossa, zarządzającego największym na świecie funduszem obligacji, Fed nie zdecyduje się na zmianę nastawienia zanim nie ujrzy przez kilka kolejnych kwartałów wzrostu PKB w okolicach 4 proc. Przedwczesne usunięcie wsparcia byłoby powtórzeniem błędu z lat 1937-38, jednak Ben Bernanke zna historię tego okresu aż zbyt dobrze by ulec pokusie szybkiego podniesienie stóp procentowych.

Z punktu widzenia ekonomistów, programy pomocowe, przypominające podkradanie wzrostu aktywności gospodarczej z przyszłych okresów, spełniły swoją rolę – udało się przerwać spadkową serię PKB. Ten miernik ma jednak wiele wad i wyciąganie na jego podstawie wniosków o końcu recesji, zwłaszcza w przedstawionych powyżej okolicznościach, może być zbyt pochopne. Blisko 10 milionów osób kontynuujących pobieranie zasiłku dla bezrobotnych na pewno inaczej postrzega rzeczywistość niż specjaliści komentujący cyferki i słupki. Ostatni kwartał pokazał, że okres drastycznego załamania minął, ale władze USA będą musiały się nieźle nagimnastykować, aby uniknąć powrotu ujemnej dynamiki PKB w okolicy połowy 2010 roku.