Na siedem ostatnich sesji WIG20 zanotował tylko jedną wzrostową - w czwartek - kiedy posiadaczy akcji uratowały nieoczekiwanie dobre dane o amerykańskim PKB. Dziś dobre dane z USA nie miały już znaczenia dla inwestorów. Nie w sytuacji, w której indeks przekraczał linię trendu wzrostowego. Co prawda to nie Rubikon i zawsze indeks może zawrócić, ale sądząc po zachowaniu inwestorów w końcówce sesji (wzmożona sprzedaż) niewielu liczy na taki obrót sprawy. Być może jednak obawy są przesadne. Siedem ostatnich sesji zabrało już 9 proc. wartości indeksu, tempo korekty wskazuje na jej także emocjonalny charakter, co stwarza szansę na odbicie. Trudniej jednak sam moment odbicia odnaleźć. Najbliższe wsparcie dla WIG20 to dołek z początku października, czyli okolice 2144 pkt. Kolejne - raczej mocniejsze, bo przetestowane na pięciu wrześniowych sesjach - wsparcie znajdziemy w okolicach 2100 pkt i jak tak dalej pójdzie, to rynek przetestuje je przed Świętem Niepodległości. Co naturalnie nie najlepiej wróży debiutowi PGE, zapowiedzianemu ostatecznie na piątek 6 listopada.

Na zaprzyjaźnionych rynkach regionu też mieliśmy dziś spadki, lecz nie tak głębokie. Nie mniej także BUX jest najniżej od miesiąca, a PX testuje dolne ograniczenie konsolidacji, trwającej na tym rynku od trzech miesięcy. Także londyński indeks FTSE testuje dołki sprzed miesiąca, a paryski jest już na dwumiesięcznych minimach.
W Stanach tymczasem sesja zaczęła się od niewielkiego spadku indeksów, ale jeden z nich wyróżnia się mocno. Indeks branży transportowej rośnie o 4,5 proc., ponieważ fundusz należący do Warrena Buffeta inwestuje w spółkę z branży, a jest to inwestycja największa w historii funduszu (26 mld USD). Na pocieszenie posiadaczom akcji pozostaje obserwacja wskaźników technicznych. O ile MACD na dziennych wykresach już od wielu tygodni ostrzegał przed ryzykiem głębszej korekty, to teraz "nożyce" tego wskaźnika gwałtownie się rozszerzyły sugerując możliwość wyczerpywania krótkoterminowego potencjału spadkowego. Dolar, który jak zwykle jest podłożem wszystkich inwestorskich kłopotów, zyskuje dziś 0,7 proc. Euro spadło do 1,465 USD, co także jest miesięcznym minimum. Ten ruch przełożył się także na złotego - dolar podrożał o 0,8 proc., do 2,922 PLN i jest najdroższy od... zgadliście - od miesiąca. Euro podrożało tylko o 0,1 proc. do 4,28 PLN, ale to i tak jest najwyższe zamknięcie od 20 lipca, podobnie jak w przypadku franka, wartego na koniec dnia 2,83 PLN (w ciągu dnia 2 grosze więcej). Miłą niespodziankę sprawiło swoim posiadaczom złoto. Mimo siły dolara notowania kruszcu wzrosły o 1,5 proc. do 1 075 USD za uncję, to jest wyznaczając nowy rekord notowań. Przy okazji pryska więc mit, na temat siły złota biorącej się ze słabości dolara (skoro ten zyskiwał w ostatnich dniach). Siłą złota jest strach o nawrót recesji, albo czegoś gorszego. Ropa potaniała o 0,3 proc., a miedź zyskała 0,1 proc.

O fundamentalnym podłożu ruchów na rynkach finansowych w czasie dzisiejszych notowań nie piszę celowo, bo byłoby to zwykłym naciąganiem faktów do rzeczywistości. Moment do realizacji zysków jest dobry jak każdy inny, a że jest co realizować, toteż inwestorzy nie mają gonitwy myśli przed składaniem zleceń sprzedaży.