Jeszcze w tym miesiącu do Brukseli ma wpłynąć pismo od koncernów budowlanych działających w Polsce z prośbą o zbadanie sytuacji na wspólnotowym rynku budowlanym. Przedsiębiorcy przekonują, że konkurenci spoza Unii mogą zagrażać branży, która zatrudnia dziesiątki tysięcy pracowników. W ostatnich przetargach na budowę dróg przebijają się oferenci spoza wspólnoty. Dwa odcinki autostrady A2 z Łodzi do Warszawy wybudują Chińczycy z China Overseas Engineering Group (COVEG), którzy 50 km autostrady chcą ułożyć za 1,3 mld zł. To o 1,6 mld zł taniej, niż wynosił oficjalny kosztorys drogowców. Część firm oprotestowała wynik przetargu, twierdząc, że zaproponowana przez nie cena jest rażąco zaniżona. Bez skutku. W ubiegłym tygodniu konsorcjum firm SB Granit z Macedonii oraz NDI z Polski złożyło najtańszą ofertę na budowę 21-km fragmentu trasy A4 z Krakowa do Tarnowa. Firmy chcą za wykonanie prac 622,5 mln zł, czyli o ok. 700 mln zł taniej, niż przewidywał kosztorys.

– Nikogo nie wytykamy palcami. Chcemy tylko zwrócić uwagę odpowiednich instytucji, że na wspólnotowy rynek zaczynają wchodzić firmy spoza Unii, które mogą mieć negatywny wpływ na kondycję branży zatrudniającej tylko w Polsce kilkadziesiąt tysięcy pracowników – mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Drogownictwa. Paweł Antonik, prezes Strabaga, od połowy lat 80. działającego na polskim rynku, obawia się, że firmy spoza UE mogą próbować omijać prawo przy zatrudnianiu obcokrajowców. – Gdy był problem na polskim rynku pracy, zatrudniłem 1 tys. pracowników z Ukrainy, czyli spoza UE. Musiałem przy tym spełnić całą masę przepisów, często bardzo kosztownych. Chodzi nam o to, żeby pilnowano, by tania w przetragach konkurencja musiała przestrzegać identycznych przepisów – mówi Paweł Antonik.

Podobne zastrzeżenia zgłasza Konrad Jaskóła, prezes giełdowego Polimeksu-Mostostal, który na jeden z odcinków autostrady A4 pomiędzy Krakowem i Tarnowem złożył tańszą od kosztorysu ofertę. – Było to możliwe, bo po zakończeniu budowy fragmentu S7 w Małopolsce mam na miejscu całe niezbędne zaplecze, np. produkcję asfaltu. Na podstawie umów z miejscowymi dostawcami materiałów właściwie bez ryzyka mogliśmy oszacować ich koszty. Tymczasem chiński państwowy koncern wchodzi na obcy teren, a jest w stanie zejść z ceny o połowę – tłumaczy Konrad Jaskóła. Paweł Michewicz z kancelarii Barylski, Olszewski, Brzozowski, który reprezentuje w Polsce interesy COVEC, uspokaja konkurencję, że korzystanie z pracowników pochodzących z Chin będzie się odbywać zgodnie z polskim prawem. – Obniżyliśmy cenę, bo nasze doświadczenie pozwala zracjonalizować koszty administracyjne. Bezpośrednie finansowanie inwestycji bez uzależnienia od wypłat Generalnej Dyrekcji daje znacznie lepszą pozycję negocjacyjną w zakresie zakupu materiałów, kruszyw i maszyn potrzebnych do przeprowadzenia inwestycji – mówi Paweł Michewicz.