O udanym otwarciu notowań zadecydował przebieg sesji w USA, gdzie początkowe straty udało się zneutralizować, a dzisiejsze notowania rozpocząć ponad 1-proc. wzrostem. Rynek wspomagał autorytet Buffeta, który zdecydował się na największą inwestycję w życiu, wykładając 26 mld dolarów na zakup akcji spółki transportowej. Cóż, na pewnym etapie bogactwa ryzyko pojmuje się zupełnie innymi miarami.

W każdym razie początek sesji mieliśmy dodatni, a w trakcie dnia skala wzrostów rosła, ponieważ inwestorzy mogli obserwować korektę notowań dolara, który tracił na wartości, co jak wiadomo wspiera rynki akcji, zwłaszcza wschodzące. Do tego jeszcze indeksy PMI dla sektora usług w Europie generalnie nie rozczarowały osiągając wskazania nieco wyższe od prognoz. Inwestorzy zwrócili też uwagę na korzystny raport ADP o planowanych zwolnieniach, ignorując dane Challangera o nieco gorszej wymowie. Taki to był dzień, w którym informacje negatywne nikogo nie straszyły, zaś pozytywne wspomagały odreagowanie.

Na naszym podwórku dowodem mogą być publikowane dziś raporty kwartalne, które odebrano generalnie pozytywnie, zaś rozczarowania ignorowano. Po wyskokach kursów mniejszych spółek można sądzić, że inwestorzy polują już na potencjalnie dobre wyniki wybranych firm. Dla rynku ważna była deklaracja ministra finansów, który z "braku wyboru" chce obciąć składki na OFE z 7 do 3 proc. pensji. Taka deklaracja świadczy po pierwsze o skali problemu, po drugie o jak najbardziej poważnych zamiarach zmiany (bo nie reformy) systemu emerytalnego. Zmniejszenie wpływów do OFE może mieć poważne następstwa dla rynków akcji (podobnie jak umożliwienie im inwestowania większej puli aktywów na rynkach zagranicznych), ale dziś nie było widać, by inwestorzy przejmowali się tak odległą perspektywą. Nie mniej strat z środy nie udało się odrobić, a ponieważ obroty nie przekroczyły nawet 1,1 mld PLN na całym rynku akcji, możemy mówić raczej o odreagowaniu wcześniejszych spadków, niż ich zanegowaniu czy zakończeniu korekty.

Bardziej jednoznaczny był dziś rynek walutowy - euro wzrosło powyżej wczorajszego maksimum i kosztowało 1,483 USD. Taki ruch już stwarza nadzieję na zmianę kierunku trendu krótkoterminowego. Złoty poszedł za tą nadzieją - dolar spadł o 1,5 proc., euro o 0,6 proc., podobnie jak frank.

Reklama

Złoto podrożało dziś do 1094 dolarów i było droższe o 0,8 proc. MFW bez problemów znalazł nabywcę na 200 ton złota po niespełna 1050 dolarów za uncję (a więc w pobliżu historycznego rekordu cenowego). Inwestorzy przestali się więc bać, że podaż z tej strony (i Rosji) może wyrządzić krzywdę trendowi wzrostowemu. Ropa podrożała o 1,8 proc., a miedź o 1,3 proc., w czym główną zasługę ma słabnący dolar.