Nieco lepsze wyniki sprzedaży europejskich producentów aut, jak i rezygnacja firmy z występów w Formule 1, nie napawają go optymizmem. – Nasz poprzedni cel objęcia 6 proc. rynku europejskiego okazał się zbyt optymistyczny i za ambitny – przyznał. Będzie to raczej na poziomie 5,3 proc., a więc tym samym co w 2008 r.

- Aktualnie straciliśmy na udziałach w rynku Francji i Włoch. W następnym roku chcemy mieć odpowiednio po 5,3 i 5,5 proc. rynku, jak było w 2008 r. Dlatego nie zamierzamy udzielać rabatów, byle tylko zwiększyć sprzedaż i utrzymać fabryki w ruchu. Chcemy bowiem dostosować naszą sprzedaż do potrzeb konsumentów - podkreślił.

Przyznał bez ogródek, że Toyota jako największy producent aut na świecie zmaga się w tym roku z trudnym rynkiem. – Odbiega on zdecydowanie od normy i tego czego spodziewaliśmy się, z tymi wszystkimi programami złomowania i innymi, jak strajk w naszej fabryce we Francji. Rządy wielu państw europejskich uruchomiły programy „zamiany starych samochodów na nowe” za odpowiednią dopłatą. Najwięcej w Niemczech i Francji. – Doceniamy pozytywne skutki w krajach Europy zachodniej, ale uważamy, że fundamenty gospodarki nie są jeszcze mocne - dodał.

- Naturalny popyt powróci dopiero w II połowie 2010 r.. Na szczęście do tego momentu będziemy świadkami powolnego wzrostu sprzedaży, ale wiele zależy, czy programy złomowania będą kontynuowane – powiedział. - Bezrobocie ciągle rośnie, nie wierzę więc, aby zaufanie konsumentów szybko powróciło. Zapewne zmieni się to w II połowie 2010 r., gdy zatrudnienie ustabilizuje się, a ludzie zaczną więcej wydawać ze swych zarobków – stwierdził.
Co ciekawe Arashima uważa, że część krajów Europy wschodniej, z wyjątkiem m.in. Polski, nadal tkwi w silnej recesji i nie sądzi, aby kraje te odbudowały swe gospodarki tak szybko jak w Europie zachodniej.

Niemniej Toyota stawia ambitny cel sprzedaży 30 tys. sztuk nowego samochodu z napędem hybrydowym Auris, pierwszego w pełni zbudowanego w Europie, który trafi na rynek w II połowie 2010 r. Nie wiadomo jeszcze gdzie pojawi się najpierw w sprzedaży, być może w Wielkiej Brytanii, gdzie będzie montowany i gdzie hybrydy cieszą się wielką popularnością. - Zbyt pojazdów z napędem hybrydowym zależy w każdym kraju od podatności na innowacyjność i wyczulenia konsumentów na ochronę środowiska. Dlatego największy potencjał widzę w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii i być może we Francji. Znacznie mniejszy już we Włoszech i Hiszpanii – podsumował.