To niewiele, ale bardziej zastanawiające jest to, że tak niewiele osób z tej możliwości korzysta. Wynika to chyba z niewiedzy, banki się tym nie chwalą, bo kredyt walutowy udzielony w walucie jest dla nich zdecydowanie gorszym biznesem niż taki sam kredyt, który został dodatkowo przeliczony na złote. Bank traci wówczas część spreadu, czyli nie zarabia na przeliczaniach walutowych. Niestety, kredytobiorca najczęściej nie ma świadomości, że są takie możliwości.

Tymczasem nie ma prawnych przeciwwskazań, by cenę kupowanego mieszkania określić we frankach lub euro i zaoszczędzić kilka tysięcy – kosztem banku. To się oczywiście wiąże też z pewnymi niedogodnościami, bo najczęściej później osoba, która walutę dostaje – czyli sprzedający nieruchomość – musi jednak pieniądze zamienić na polską walutę. Ale w kantorach spread jest najczęściej znacznie niższy niż w bankach. Jednak skoro bankom się opłaci szukać oszczędności w ten sposób, to nam chyba też opłaci się sięgać po tę metodę.