Dziś w Berlinie odbywają się główne uroczystości z okazji 20. rocznicy upadku muru berlińskiego. Do Berlina zjechali politycy z całego świata, by wspólnie cieszyć się z wydarzenia, które zakończyło podział niemieckiej stolicy i Europy. Gdy 9 listopada 1989 roku upadł mur berliński, Europa przyglądała się temu z niepokojem. – Czy wytrzymają szok i nie staną się znowu złymi Niemcami? – zastanawiali się w styczniu 1990 r. prezydent Francji Francois Mitterrand i premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. 20 lat po tamtych wydarzeniach widać, że otwarcie perspektywy zjednoczenia przed narodem, który wywołał dwie najkrwawsze wojny w historii świata i został za karę podzielony, nie zburzyło powojennego układu sił w Europie. Kim będą Niemcy za kolejnych 20 lat?

Przedstawiamy trzy scenariusze dla największej gospodarki Europy

1. W listopadzie 2029 roku Niemcy są europejskim supermocarstwem, choć Berlin nie stał się wcale siedzibą europejskiego rządu, a Angela Merkel ani żaden z jej rodaków nie jest prezydentem UE. – Nie ma takiej potrzeby. Republika Federalna będzie rozdawała karty w sposób dużo bardziej subtelny i nowoczesny – mówi nam Gunther Hellmann, badacz przyszłości niemieckiej polityki zagranicznej na Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie nad Menem.  Zdaniem ekspertów bardzo ważną rolę w realizacji niemieckich aspiracji będzie odgrywała Polska. – Niemcy złożą Polsce ofertę partnerstwa w europejskim przywództwie. Warszawa jest Berlinowi potrzebna, by uniknąć oskarżeń o budowanie europejskiego dyrektoriatu z Francją – przewiduje Gunther Hellmann. Jego zdaniem Warszawa powinna przychylnie spojrzeć na tę propozycję, bo dzięki niej uzyska szansę wpływania na kierunki np. unijnej polityki wschodniej czy energetycznej.

2. Sala plenarna Bundestagu musiała zostać przedzielona na pół. Posłowie niemieckiego parlamentu odchudzonego wskutek racjonalizatorskich cięć budżetowych z ponad 600 do 200 miejsc twierdzili bowiem, że w zbyt dużym pomieszczeniu czuli się nieswojo. W tym samym czasie drastyczny spadek liczby członków zmusił najstarszą niemiecką partię SPD do sprzedania położonej w samym sercu Berlina partyjnej centrali. Chiński inwestor, który nabył tzw. Dom Willy’ego Brandta, postanowił przerobić go na... łaźnię geotermalną: miejsce relaksu dla wpadających na sentymentalną podróż po Starym Kontynencie turystów z Państwa Środka. Mocno zmieniła się też mapa administracyjna Niemiec. Spośród istniejących w 2009 r. szesnastu landów w niezmienionej formie ostały się tylko trzy: Nadrenia Północna-Westfalia, Badenia-Wirtembergia oraz Bawaria. Reszta musiała połączyć się w większe całości, bo z powodu dramatycznego spadku liczby mieszkańców nie dało się już domknąć lokalnych budżetów. Taką wizję przyszłości Niemiec naszkicował dwa lata temu z okazji 60. rocznicy swojego powstania magazyn polityczny Der Spiegel. – Ona zawiera w sobie kilka gorzkich ziaren prawdy – mówi nam Herwig Birg, czołowy niemiecki demograf z uniwersytetu w Bielefeld.

3. Rzut oka na mapę Niemiec w roku 2029. Granice pozostają niezmienione. Doszło jedynie do dostosowania nazw geograficznych do potrzeb i gustów nowych Niemców. Land Hesja nazywa się teraz Hassan, Hamburg to Hamasburg, Monachium to Medinachen, Halle zostało przemianowane na H’Allah, a Karlsruhe, siedziba sądu konstytucyjnego, zmieniło się w Koranruhe. To oczywiście przerysowana wizja jednego z mniej poprawnych politycznie niemieckich internautów. Wyraża ona jednak fundamentalne dla przyszłości Niemiec pytanie: czy rdzenni Niemcy staną się mniejszością etniczną nad Renem i Łabą w wyniku otwarcia na imigrację i wyższą dzietność przybyszów z Maghrebu czy Turcji? Do roku 2030 liczba niemieckich muzułmanów wzrośnie z 3 do 7 mln. Oznacza to, że co dziesiąty mieszkaniec Niemiec będzie wyznawcą islamu. To oczywiste, że ich wpływ na życie polityczne i społeczne Niemiec będzie znacznie większe niż dotychczas – przewiduje przygotowany na uniwersytecie w Tybindze raport kulturoznawcy Michaela Blume.

 Polecamy: Niemcy 2029: hegemon czy chory człowiek Europy