Polska domaga się od strony niemieckiej wkopania gazociągu Nord Stream w dno morskie w strefie, gdzie będzie on przecinać szlak morski prowadzący do zespołu portów Szczecin–Świnoujście. Gazociąg może bowiem w przyszłości ograniczać swobodę żeglugi, a w konsekwencji dostęp do tych portów. Czy Nord Stream może więc zagrozić gazoportowi?

Dla naszego projektu Nord Stream nie stanowi problemu. Trzeba pamiętać, że już wszystkie decyzje dotyczące gazoportu zostały podjęte i nic już się nie zmieni w zakresie realizacji tej inwestycji. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ma kontrakt długoterminowy z Qatargasem na dostawy LNG do świnoujskiego terminalu i zapisało się u nas w procedurze open season na wykorzystanie infrastruktury terminalu. Gazociąg północny nie przeszkodzi więc nam w realizacji tej inwestycji.

Ale czy gazociąg Nord Stream może utrudnić dostęp statków do terminalu LNG?

W miniony czwartek, na spotkaniu w Szczecinie, przedstawiciel urzędu morskiego referował nam ten problem. Sprawa wygląda tak, że nawet, gdyby gazociąg ten nie był zakopany, to dużym statkom Q-flex, czyli gazowcom, które mają zaopatrywać PGNiG w katarskie LNG, Nord Stream nie będzie zagrażać. Inna sprawa, że niezakopanie gazociągu pod Bałtykiem może mieć określone implikacje w ogóle dla funkcji portu w Świnoujściu. Magistrala ta może bowiem ograniczyć możliwości wpływania większych jednostek niż metanowce Q-flex.

Skoro dostawy LNG nie będą zagrożone, to jaki poziom wykorzystania gazoportu zakładacie?

W tej chwili – oprócz PGNiG – nie mamy innych firm, które zapisałyby się na wykorzystanie mocy regazyfikacyjnych terminalu. PGNiG zakontraktowało na razie 1,5 mld m sześc. gazu rocznie. Wolnych mamy więc wciąż 3,5 mld m sześc. Sądzimy jednak, że pojawią się kolejne kontrakty. Zakładamy bowiem, że gazoport będzie pracował w 60 proc. na kontraktach długo- i średnioterminowych. Wydaje się nam, że takie obciążenie terminalu będziemy w stanie zbudować w ciągu dwóch, trzech lat od jego uruchomienia.

A co z pozostałymi 40 proc.?

Wykorzystanie terminalu może być większe, głównie dzięki dostawom doraźnym, w ramach których sprowadza się gaz po okazyjnych cenach. Nigdzie jednak na świecie nie kontraktuje się 100 proc. możliwości terminalu. Wolne moce stanowią bowiem bufor bezpieczeństwa na wypadek problemów z dostawami z innych kierunków Byliśmy niedawno na wyjeździe studyjnym w Portugalii – tamtejszy gazoport obciążony jest w około 50 proc. Pozostałe 50 proc. to rezerwa, którą można wykorzystać właśnie na doraźne zakupy.

Rynek gazu LNG na świecie rozwija się intensywnie. Obecnie moc terminali skraplających (eksportowych) wynosi 600 mld m sześc., a ich wykorzystanie sięga jedynie 230 mld m sześc. Te dane pokazują, że już teraz można produkować ponad trzy razy więcej skroplonego gazu ziemnego niż obecnie jest sprzedawane.

Dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i uniezależnienia naszego kraju od dostaw gazu z Rosji niezmiernie ważne – oprócz gazoportu – są też połączenia z siecimi gazowymi sąsiednich krajów. Na razie nie możemy się jednak pochwalić wieloma połączeniami z sieciami gazowymi innych krajów.

Ale to się wkrótce zmieni. Rozbudowujemy połączenie z Niemcami, realizujemy projekt takiego interkonektora z Czechami. Realne źródła dywersyfikacji w naszym położeniu geograficznym są jednak tylko dwa – terminal LNG i gazociąg Baltic Pipe, który w ramach projektu Skanled pozwoliłby sprowadzać do Polski surowiec z Danii i Norwegii. Takie projekty dają faktyczną konkurencję dla dostaw gazu ze Wschodu.