Przypomnijmy, reforma emerytalna oparta na trzech filarach miała być wielkim sukcesem. Uniezależnienie wielkości emerytury wyłącznie od ZUS (I filar), możliwość wykorzystania rynku kapitałowego do akumulowania kapitału (II filar) i dobrowolny sposób oszczędzania w różnych formach (III filar). Założenia w sumie niezłe, cóż, kiedy od początku szwankowało wykonanie. Po pierwsze, od razu na początku, nie wiedząc czemu, ustalono, że za przekazanie naszych składek przez państwowy ZUS do prywatnych OFE te drugie będą pobierały prowizję. Ponieważ o klientów w zasadzie nie muszą zabiegać, wprowadzenie opłaty manipulacyjnej było nadużyciem. Jeszcze większym była jej wysokość – na początku reformy 10–15 proc. (z wielkim oporem OFE później zmniejszana). Do tego dochodziła prowizja, która pomniejszać miała emeryturę przy wypłacie – kolejne 7 proc. (znów niedawno pomniejszane). Cóż z tego, skoro przez dziesięć lat systemu żadna z ekip politycznych nie doprecyzowała zapisów dotyczących działania zakładów emerytalnych mających owe emerytury wypłacać.

Sprawa dziedziczenia to kolejna sprawa. Przy podpisywaniu umowy z OFE wskazujemy osobę, która ma dziedziczyć środki. W ubiegłym roku okazało się, że dziedziczenie jest fikcją, choć w opracowaniach z jej początku podkreślane jest ogromne znaczenie owego dziedziczenia (polecam materiał Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych z 17 listopada 2003 r. – pt. Korzyści z dziedziczenia środków w II filarze systemu emerytalnego).

Wprowadzając reformę, podkreślano jej indywidualny charakter – to, że każdy ma dostęp do rachunku, na którym może sprawdzić wartość dotychczasowych WŁASNYCH-PRYWATNYCH składek.

W ubiegłym roku Sąd Najwyższy orzekł, że „składki nie są prywatną własnością ubezpieczonego” i mają charakter publiczno-prawny. Przez dziesięć lat stworzono więc cudowną iluzję, o której tylko nieliczni przebąkiwali, że nie będzie taka różowa.

Być może niektórzy pamiętają jedną z pierwszych reklam jednego z OFE. Wizji staruszka, który moczył nogi w misce na tle fototapety, przeciwstawiana była wizja emerytury na Hawajach. Tymczasem wygląda na to, że właśnie ktoś kradnie nam nawet tę miskę.