Jest wreszcie propozycja najnowsza – dodatkowych dostaw przez rurę jamalską.

To jest oczywiste, że znakomita część tych propozycji dotyczy gazu tak czy owak pochodzącego z Rosji, co więcej – za częścią firm proponujących nam nowe rozwiązania stoi po prostu Gazprom. Czy to oznacza, że nie warto się nad nimi zastanawiać? Przeciwnie – warto. Dyskusja o dywersyfikacji dostaw gazu toczy się u nas od lat kilkunastu, a jej efekt jest żaden oprócz perspektywy powolnego powstawania bardzo zresztą drogiego gazoportu.

Tymczasem im więcej opcji, tym nasza pozycja staje silniejsza. Im więcej powiązań naszego systemu gazociągów z systemem europejskim, tym Rosjanie będą mniej skłonni do przeciągania i utrudniania rozmów w sprawie gazu. I naprawdę nieważne, jaki surowiec przypłynie do nas z Zachodu, ważne, żeby był. Słowem, stwórzmy sobie szansę oddalenia wizji kolejnego negocjacyjnego horroru, który stał się udziałem Polski w ostatnich miesiącach.

Polecamy: Niemcy chcą nam sprzedać rosyjski gaz